Unia Europejska obniżyła status ochronny wilka i dała państwom członkowskim możliwość regulacji populacji drapieżnika. Francja ustala limit odstrzału, Finlandia prowadzi polowania licencyjne, a Niemcy włączyły wilka do prawa łowieckiego. W Szwecji polowania zostały zaplanowane – wstrzymał je sąd. Polska nawet nie przymierza się do takich rozwiązań – u nas wilk „rządzi”.

Bajka o Czerwonym Kapturku…
W 2018 r. w Wetlinie ten sam wilk najpierw zaatakował dorosłego turystę, a następnie pogryzł dwoje dzieci w wieku ośmiu i dziesięciu lat. Po drugim zdarzeniu został odstrzelony. Badania genetyczne potwierdziły, że był to wilk, nie hybryda ani pies.
W tym samym roku w okolicach Sokołowa Małopolskiego wilki zabijały psy i cielęta, mieszkańcy bali się wieczorami wychodzić na pola, a dzieciom zabraniano wchodzenia do lasu. Burmistrz występował o zgodę na odstrzał. Ówczesne media pisały o „psychozie”.
Rano na pastwisku zostają tusze
W pierwszym półroczu 2026 r. w gminie Sorkwity zgłoszono 38 ataków wilków. Zginęły 22 zwierzęta gospodarskie. W jednym gospodarstwie naliczono ponad 16 zagryzień, a hodowcy oszacowali rzeczywistą wartość strat poniesionych w ciągu sześciu miesięcy na około 170 tys. zł.
W Jeżewie wilki zabiły niemal 30 owiec, a kolejne zostały ranne albo stratowane przez spłoszone stado. W Bandrowie Narodowym w ciągu kilku godzin padły 34 owce. W Jaszkowej Dolnej zginęło całe, trzydziestosztukowe stado. Obraz po takim ataku jest zawsze podobny: porozrzucane tusze, pogryzione sztuki, zwierzęta z urazami po panicznej ucieczce i właściciel, który musi udowodnić, że sprawcą był wilk.
Owce dają najbardziej widowiskowe fotografie, ale dla gospodarstwa utrzymującego bydło szczególnie dotkliwa jest utrata cielęcia. W produkcji bydła mięsnego cielę nie jest produktem ubocznym. Jest podstawowym, a często jedynym dochodem ze stada matecznego.
„Hodowca bydła mięsnego nie sprzedaje przecież mleka. Raz na rok albo raz na dwa lata sprzedaje odsadka lub dorosłe bydło. Odszkodowanie w wysokości kilkuset czy nawet dwóch tysięcy złotych jest bardzo niskie i niezadowalające” — mówi Jacek Zarzecki w podcaście „Absurdy rolnicze: wilk, ekoschemat i urzędnicza logika”.
W Sorkwitach rolniczka podała konkretny rachunek: za zabite cielę limousine ważące około 100 kg wyliczono 1244 zł – czyli 12,44 zł za kilogram. W aktualnych ogłoszeniach czystorasowe limousine są oferowane po około 22–25 zł/kg. A gdzie koszt uzyskania tego cielęcia z nasienia czystorasowego byka? Gdzie koszt niewykorzystanego potencjału hodowlanego, przyszłego dochodu, konieczności odbudowania stada?
Bruksela pozwoliła – Warszawa zabrania
W czerwcu 2025 r. Unia Europejska zmieniła przepisy dyrektywy siedliskowej – wilk przestał być gatunkiem ściśle chronionym, przesunięto go do kategorii gatunków chronionych, których populację człowiek może regulować, przy zachowaniu jej koniecznej dla środowiska wielkości. Hodowcy bydła, owiec itp. zwierząt prosili o to przez wiele lat, ale zmiana nastąpiła dopiero, gdy wilk zagryzł Dolly – ulubionego kucyka Ursuli von der Leyen. Nie jest to oczywiście dowód na osobisty wpływ i motywację przewodniczącej Komisji, ale chronologia zdarzeń jest dla europejskiej polityki wyjątkowo niezręczna.
Bardziej prawdopodobne jest oczywiście, że nawet Bruksela zauważyła, że gatunek Canis lupus wykorzystał szansę, jaką dała mu ochrona od ludzi – bo trzeba przyznać, że był na skraju wyginięcia. W latach 70. XX w. liczbę wilków w Europie szacowano na ok. 5 tys. osobników – a w Polsce na ok. 100. Gdy w roku 2025 Rada UE uzasadniała zmianę przepisów, wskazała, że europejska populacja wzrosła z około 11,2 tys. wilków w 2012 r. do 20,3 tys. w 2023 r., populacja szybko rośnie i zajmuje coraz większy obszar. Jednocześnie Rada informowała, że drapieżniki te zabijają rocznie co najmniej 65,5 tys. zwierząt gospodarskich.
Przesuwając wilka z kategorii gatunku ściśle chronionego do kategorii gatunku chronionego Unia Europejska zezwoliła jednocześnie państwom członkowskim na zachowanie ostrzejszych przepisów krajowych – z czego skwapliwie skorzystała Polska. W naszym kraju nadal wilk jest ściśle chroniony, a jego ewentualny odstrzał jest obwarowany wyjątkowymi zastrzeżeniami.
W UE liczą, regulują i strzelają. Ile wilków jest w Polsce? Nie wiadomo
Francja przyjęła zmianę prawa i ustaliła pułap rocznego odstrzału wilków – dla roku 2026 na 21 proc. szacowanej populacji, czyli 227 wilków. Populację na zimę 2024/2025 oceniono tam na około 1082 osobniki, wykorzystując m.in. materiał genetyczny i metodę ponownych stwierdzeń tych samych zwierząt. W 2025 r. odnotowano 4441 ataków i 12 927 poszkodowanych zwierząt, głównie owiec.
Finlandia przywróciła polowania kwotowe; w sezonie 2025/2026 w wyznaczonych rejonach odstrzelono 82 wilki. Szwecja, gdzie populację ocenia się na około 355 osobników, stosowała odstrzał licencyjny w poprzednich latach. Polowania zaplanowane na 2026 r. zostały jednak wstrzymane przez sądy. Niemcy, przy populacji liczącej w sezonie 2024/2025 1636 osobników — 219 watah, 43 pary i 14 samotnych wilków — w 2026 r. włączyły wilka do federalnego prawa łowieckiego.
Trudno posądzać Finów o brak troski o ochronę przyrody. Zasada jest prosta: ochrona gatunku nie wyklucza zarządzania jego liczebnością ani szybkiego usuwania osobników konfliktowych. Polska utrzymuje, że każdy odstrzał to zamach na istnienie gatunku.
Jednocześnie nikt w Polsce nie wie, ile tak naprawdę żyje tu wilków. We wrześniu 2026 r. podczas sejmowej konferencji poświęconej wilkom prof. Henryk Okarma przypomniał liczby pojawiające się w oficjalnym obiegu: 100, 500, 600, 2026, a następnie 5110 wilków. I zadał najprostsze pytanie: ile ich naprawdę mamy?
Odpowiedź administracji była znamienna: zastępczyni generalnego dyrektora ochrony środowiska przyznała, że dane przekazywane do GUS są bardzo szacunkowe i mogą być zawyżone, bo ten sam osobnik lub grupa mogą zostać odnotowane więcej niż raz. Niezależna ocena dla sezonu 2022/2023 podawała dla Polski przedział 2866–4270 wilków. Między dolną granicą tego przedziału a liczbą 5110 jest ponad dwa tysiące zwierząt różnicy.
Niezależnie od tego, czy przyjąć dolną czy górną granicę tych szacunków, wilków w Polsce jest wielokrotnie więcej niż w Finlandii i wyraźnie więcej niż we Francji. A jednak te kraje – jak również np. Niemcy i inne kraje skandynawskie – potrafią jednocześnie liczyć watahy, prowadzić monitoring genetyczny, publikować dane i stosować odstrzał. Jest to zgodne ze wskazówkami Komisji Europejskiej.
Tego chcą również polskie Lasy Państwowe, wskazując na potrzebę aktywnego monitoringu i dyskusji o zrównoważonym zarządzaniu wilkiem, żubrem, łosiem i bobrem. Ale rząd ogłasza kolejne projekty monitoringu, i nic więcej.
Ochrona gatunkowa przed wilkiem?
Polskie Ministerstwo Klimatu i Środowiska zaleca za to ochronę przed wilkiem. Można by się zastanowić, czy „ścisłą ochronę”. Rolnik ma stosować elektryczne pastuchy, fladry i… psy pasterskie.
Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska przekazują rolnikom zestawy „chroniące” bydło przed wilkami – np. RDOŚ w Olsztynie przekazała 60 zestawów ogrodzeń elektrycznych i fladr do ochrony około 400 ha. WWF podaje, że od 2007 r. bezpłatne pastuchy trafiły do około 500 gospodarstw. Przypomnijmy – gospodarstw utrzymujących bydło w Polsce jest obecnie ok. 260 tys.
Nawet w przypadku jednego gospodarstwa elektryczny pastuch – czyli siatka pod napięciem – jest przede wszystkim ochroną trudną do stosowania. Pastuch trzeba ustawić, zasilać, kontrolować napięcie, wykaszać roślinność pod przewodami, przestawiać wraz z kwaterami i naprawiać po burzy albo przejściu zwierząt – da się to robić na kilkuhektarowym, względnie płaskim i pozbawionym drzew pastwisku. Znacznie trudniej, gdy pastwisko jest podzielone rowami, ciekami wodnymi, zakrzaczeniami czy drzewami.
Trzeba też powiedzieć wprost – ta elektryczna siatka nie powstrzymuje zgłodniałych wilków: w 2026 r. w Wilkanowie wilk dostał się do stada owiec, podkopując się pod dwumetrowym ogrodzeniem. Natomiast jeśli chodzi o inne sposoby ochrony, hodowca bydła z okolic Ostródy nękany przez wilki otrzymał zgodę (tak, musiał o nią wystąpić…) na używanie odstraszaczy hukowych.
„Ma to wyglądać w ten sposób, że może używać tych elementów hukowych co pół godziny, a więc powinien stać z zegarkiem w ręku i co pół godziny patrzeć, czy może już odstraszać, czy jeszcze nie. Jeżeli w tym czasie wilk zaatakuje, nie ma prawa użyć tego elementu hukowego, ma się przyglądać, jak wilk zagryza zwierzę. A zanim w ogóle użyje takiego odstraszacza, musi sprawdzić, czy huk nie zagraża innym gatunkom chronionym, np. ptaszkom, które wystraszone mogą uciec z miejsc lęgowych” – mówi w swoim podcaście Jacek Zarzecki.
Pasła pastereczka wołki u staweczka…
Tymczasem Unia Europejska i jej mieszkańcy chcą dobrostanu zwierząt, rozumianego jako utrzymywanie bydła w warunkach jak najbardziej „naturalnych” – cokolwiek to znaczy. Dla promocji dobrostanu wprowadzono dodatkową płatność za wypas pastwiskowy w ramach ekoschematu „Dobrostan zwierząt”.
Dla praktyki wypasu wymagane jest co najmniej 120 dni na pastwisku między 1 kwietnia a 30 września; w ramach chowu otwartego zwierzęta mogą pozostawać poza budynkami przez cały rok. Rolnik ma więc wyprowadzić krowy i cielęta na trawę, prowadzić rejestr i spełnić warunki programu.
Bydło ras mięsnych, jak np. popularne w Polsce czerwone bydło limousine, bardzo dobrze czuje się na pastwisku przez całą dobę – także w nocy, która jest porą żerowania wilków. Ale ustawa o ochronie przyrody mówi, że za szkody wyrządzone przez wilki od zachodu do wschodu słońca, jeżeli zwierzęta pozostawały bez bezpośredniej opieki, odszkodowanie nie przysługuje.
„Co oznacza bezpośrednia opieka? To, że rolnik powinien w nocy pilnować zwierzęcia, szczególnie kiedy pozostaje ono na pastwisku. Powinien więc spać ze swoimi zwierzętami i pełnić rolę tak zwanego pastucha” — mówi Zarzecki.
Efekt jest więc taki, że Unia Europejska i Polska zachęcają finansowo rolników do utrzymywania bydła na pastwiskach, i uniemożliwiają skuteczną ochronę bydła na tych pastwiskach. No chyba że chodzi o to, by na polską wieś powróciła instytucja pasących wołki pastuszków.
Odszkodowanie za tuszę nie odbudowuje stada
„W roku 2024 wilki zagryzły około 6000 sztuk bydła. Tyle zostało zgłoszone do RDOŚ–ów, ale wielu rolników rezygnuje ze zgłoszenia strat ze względu na procedury administracyjne. Średnia liczba zwierząt w gospodarstwie w Polsce to 20 sztuk. To oznacza, że co roku co najmniej 300 gospodarstw rolnych, które utrzymują bydło mięsne, znika z powierzchni kraju” – mówi Jacek Zarzecki.
Na koniec 2025 r. Polska miała 6,143 mln sztuk bydła — o 47,2 tys. mniej niż rok wcześniej. Liczba bydła w wieku dwóch lat i więcej spadła o 2,1 proc. W ciągu ostatnich 10 lat liczba tych gospodarstw zmalała o ok. 100 tys. Wśród tych, którzy rezygnują, jest wielu rolników, którzy nie chcą już prowadzić produkcji pod nocną presją drapieżników i dzienną presją urzędów.
Regionalna dyrekcja ochrony środowiska płaci odszkodowania za zabite zwierzę – kwota ostatecznie może wystarczyć do rozliczenia tuszy, ale z pewnością nie rekompensuje faktycznej straty. W stadzie bydła mięsnego utrata cielęcia oznacza brak zwierzęcia do odsadzenia i sprzedaży. Utrata jałówki hodowlanej oznacza także brak przyszłych cieląt. Utrata krowy to przerwanie produkcji, która była budowana przez lata selekcji. Do tego dochodzą poronienia po spłoszeniu, urazy, koszty leczenia, niższe przyrosty, dodatkowe ogrodzenia i czas spędzony na dozorze. Tego nie obejmuje wycena wartości rynkowej zabitego zwierzęcia.
W Sejmie znajduje się druk nr 1387 – projekt zmiany ustawy o ochronie przyrody, autorstwa PSL. Jednym z jego punktów jest wprowadzenie rekompensat dla rolników za szkody spowodowane przez wilki nocą przy braku bezpośredniego nadzoru. Projekt został zaakceptowany przez Komisję Rolnictwa, Komisję Środowiska, Ministerstwo Rolnictwa – i przeleżał miesiące w Ministerstwie Klimatu i Środowiska, nim w końcu we wrześniu 2026 r. dotarł do drugiego czytania w Sejmie.
„Ministerstwo Klimatu i Środowiska o rolnictwie, nie oszukujmy się, nie ma zielonego pojęcia i patrzy tylko pod względem ochrony gatunkowej. W kwestii wilków, odszkodowań i polityki związanej z ochroną wilka największym szkodnikiem polskiego rolnictwa jest właśnie Ministerstwo Klimatu i Środowiska” – mówi Jacek Zarzecki.
Komisje debatują, wilki zagryzają dalej
Wspomniane komisje często debatują na temat wilków – często te dyskusje są bardzo ostre. I tak np. 28 maja 2026 r. podczas posiedzenia Komisji Środowiska przedstawiciel Ministerstwa Rolnictwa podał, że liczba zgłoszonych szkód wzrosła z około 900 w 2020 r. do ponad 1300 w 2024 r., a suma odszkodowań niemal się podwoiła — do blisko 3,6 mln zł. Resort rolnictwa mówił o potrzebie prostszej eliminacji osobników konfliktowych, zniesieniu nocnego wyłączenia, finansowaniu zabezpieczeń i rekompensowaniu utraconych korzyści.
We wrześniu odbyła się w Sejmie konferencja „Wilk — między prawem, nauką a praktyką”. Padły dane z Sorkwit, była dyskusja o monitoringu, odstrzale i procedurach. Prof. Okarma powiedział wprost, że Polska nie ma systemu zarządzania gatunkiem, lecz tylko monitoring występowania. Przewodnicząca komisji Małgorzata Pasławska zapowiedziała dalsze rozmowy.
Na wspomnianym majowym posiedzeniu Komisji Środowiska odrzucono poprawkę do dezyderatu mówiącą, że drapieżnik, który zaatakował człowieka, powinien zostać natychmiast wyeliminowany, jeżeli można wskazać konkretnego osobnika. Za było ośmiu posłów, przeciw piętnastu, trzech wstrzymało się od głosu.
Zwierzę niebezpieczne – wewnątrz ogrodzenia…
Oczywiście nie każdy wilk jest wilkiem z „Czerwonego Kapturka”. Ale każdy wilk jest wilkiem – zwierzęciem dzikim, kierującym się instynktem. Należy do gatunku Canis lupus – podobnie jak pies, który należy do gatunku Canis lupus familiaris. A jednak psy 11 ras są w Polsce uznane za szczególnie niebezpieczne, agresywne: należą do nich amerykański pit bull terier, amerykański buldog, dog argentyński, moskiewski stróżujący, owczarek kaukaski. Aby posiadać te psy należy uzyskać zezwolenie.
Wilk również jest prawnie zaliczony do kategorii II gatunków zwierząt niebezpiecznych dla życia i zdrowia ludzi. Jeżeli człowiek chce przetrzymywać wilka, musi uzyskać zgodę RDOŚ i wykazać, że zwierzę nie ucieknie ani nie będzie miało przypadkowego kontaktu z osobami postronnymi. Ale jeśli ten sam wilk żyje na wolności, wchodzi na posesje, traci lęk przed człowiekiem albo podchodzi do zabudowań, jest już gatunkiem ściśle chronionym.
Państwo uznaje więc wilka za niebezpiecznego, gdy znajduje się za ogrodzeniem. Gdy stoi przed ogrodzeniem gospodarstwa, nadal przede wszystkim widzi w nim gatunek objęty ochroną ścisłą.
Chrońmy ludzi i zwierzęta przed drapieżnikami
Produkcja zwierzęca pozostaje jednym z filarów polskiego rolnictwa oraz ważnym elementem bezpieczeństwa żywnościowego kraju. W wielu gospodarstwach utrzymujących bydło jest ona ściśle powiązana z produkcją roślinną – pozwala zagospodarować pasze wytwarzane w gospodarstwie, stabilizuje dochody rolników i wspiera funkcjonowanie lokalnych rynków rolnych. Polska eksportuje około 80% produkcji wołowiny, przede wszystkim na rynek Unii Europejskiej. Od stycznia do maja 2026 r. wartość sprzedaży polskiej wołowiny do pozostałych państw UE wyniosła 1,1 mld euro, a w całym 2025 r. osiągnęła 2,7 mld euro.
Sektor produkcji zwierzęcej ma również duże znaczenie dla eksportu polskiej żywności. Dotyczy to zarówno produkcji wołowiny, jak i drobiu, który jest jednym z najważniejszych segmentów eksportu rolno-spożywczego w Polsce.
Państwo nie może dłużej przerzucać na rolników kosztów ochrony wilka. Potrzebne są konkretne decyzje:
- Przeniesienie wilka z ochrony ścisłej do systemu ochrony połączonej z aktywnym zarządzaniem populacją — w kontekście zmiany legislacji unijnej.
- Ogólnopolski monitoring genetyczny oraz coroczna publikacja liczby watah, par i zasięgu ich terytoriów.
- Regionalne limity odstrzału ustalane na podstawie liczebności wilków, skali szkód i stanu populacji.
- Natychmiastowa eliminacja osobników wielokrotnie atakujących zabezpieczone stada, wchodzących na posesje albo tracących lęk przed człowiekiem.
- Pełne odszkodowanie za utracony dochód.
- Zniesienie wyłączenia dotyczącego szkód wyrządzonych nocą, gdy zwierzęta pozostają bez bezpośredniego nadzoru.
- Finansowanie zabezpieczeń wraz z ich montażem, konserwacją i niezbędną robocizną — zamiast samego rozdawania zestawów ogrodzeniowych.
- Publiczny rejestr wniosków o zgodę na płoszenie i odstrzał, zawierający datę zgłoszenia, termin i treść decyzji oraz informację o jej wykonaniu.
Bruksela otworzyła drogę do racjonalnego zarządzania populacją drapieżnika, jakim jest Canis lupus. Francja, Finlandia i Niemcy już z tego korzystają. Polska nie potrzebuje kolejnej debaty o tym, czy problem istnieje – potrzebuje konstatacji, że ochroną wilka nie można obciążać producentów bydła, oraz decyzji, że należy to zmienić.



