Instrumentalne blokowanie inwestycji rolniczych, nielegalny obrót środkami ochrony roślin i zakażony ASF dzik pozostawiony w zagłębiu produkcji trzody chlewnej. Czy są to odrębne problemy, czy przejawy zagrożenia, którego polskie prawo nie potrafi jeszcze rozpoznać?

Różne zdarzenia, ten sam skutek
Inwestycja rolnicza może utknąć na lata w kolejnych postępowaniach, odwołaniach i sporach, nawet jeśli spełnia wymagania środowiskowe oraz sanitarne. Do kraju trafiają nielegalne środki ochrony roślin o nieznanym składzie. W jednym z najważniejszych zagłębi produkcji trzody chlewnej ktoś pozostawia oskórowane truchło dzika zakażonego ASF.
Każde z tych zdarzeń podlega innej ocenie: korzystanie z praw przysługujących uczestnikom postępowania jest legalne; obrót niedopuszczonymi preparatami stanowi działalność przestępczą nastawioną przede wszystkim na zysk; przeniesienie zakażonego zwierzęcia może być następstwem kłusownictwa, ale może również oznaczać celowe działanie wymierzone w produkcję zwierzęcą.
Osobno żadne z tych zjawisk nie stanowi dowodu, że przeciwko polskiemu rolnictwu prowadzona jest zorganizowana operacja. Ich możliwy skutek jest jednak wspólny: ograniczenie produkcji żywności, straty gospodarstw, utrata rynków oraz osłabienie bezpieczeństwa żywnościowego państwa.
Ekoterroryzm proceduralny
Protest, petycja, udział w konsultacjach społecznych, złożenie uwag do decyzji środowiskowej czy odwołanie od rozstrzygnięcia administracyjnego są legalnymi formami aktywności obywatelskiej – pozwalają kontrolować działania inwestorów i administracji, zapobiegać szkodom środowiskowym oraz chronić mieszkańców przed rzeczywistymi uciążliwościami.
Prawo może jednak zostać wykorzystane nie tylko zgodnie z celem, dla którego zostało ustanowione. Kolejne wnioski, odwołania, skargi i żądania ponownego przeprowadzenia tych samych czynności mogą służyć maksymalnemu przedłużaniu postępowania, podnoszeniu kosztów inwestycji i doprowadzeniu do rezygnacji inwestora – niezależnie od parametrów przedsięwzięcia, zastosowanych zabezpieczeń i stanowiska instytucji powołanych do oceny jego oddziaływania.
Piotr Włodawiec i współautorzy artykułu „Ekoterroryzm – nowe wyzwanie dla państwa, prawa i gospodarki”, opublikowanego w „Temidium”, określają ten mechanizm mianem ekoterroryzmu proceduralnego: nie jest to wtargnięcie do gospodarstwa, zniszczenie urządzeń czy fizyczne zablokowanie produkcji – narzędziem stają się procedury administracyjne i sądowe, a bezpośrednim skutkiem paraliż procesu inwestycyjnego.
Granicę pomiędzy poparciem a sprzeciwem wobec inwestycji wyznacza sposób korzystania z przysługujących praw – udział w postępowaniu w celu wyjaśnienia wpływu przedsięwzięcia na otoczenie jest realizacją praw obywatelskich, ale gdy procedura nie służy już ustaleniu rzeczywistego zagrożenia, lecz uniemożliwieniu inwestycji bez względu na wyniki badań, decyzje organów i możliwość ograniczenia jej oddziaływania, staje się problemem.
Ocena motywacji uczestników konkretnego postępowania jest trudna, a wieloletni spór sam w sobie nie dowodzi nadużycia prawa. Można jednak oceniać przebieg postępowania, powtarzalność zarzutów, ich związek z przedmiotem sprawy oraz to, czy kolejne działania prowadzą do wyjaśnienia wątpliwości, czy wyłącznie do odwlekania rozstrzygnięcia. Polskie prawo nie tworzy obecnie odrębnej kategorii pozwalającej analizować takie przypadki z punktu widzenia ich wpływu na bezpieczeństwo żywnościowe.
Nielegalne środki ochrony roślin
Inny charakter ma nielegalny obrót środkami ochrony roślin – nie jest to działalność obywatelska, lecz proceder kryminalny. Niedopuszczone do obrotu preparaty mogą zawierać substancje o nieznanym składzie i działaniu, niszczyć uprawy, zanieczyszczać glebę oraz pozostawiać pozostałości w żywności, a wykrycie niedozwolonych substancji może podważyć wiarygodność polskiej żywności i utrudnić jej sprzedaż.
Według informacji Krajowej Administracji Skarbowej w 2025 r. polskie służby zatrzymały na granicy 693 kg/l nielegalnych środków ochrony roślin, a kolejne 1606 kg/l ujawniły w obrocie krajowym. Skala przejętych produktów wskazuje, że nie chodzi o pojedyncze opakowania przewożone na własny użytek, lecz o funkcjonowanie kanałów dystrybucji prowadzących do gospodarstw.
Sprzedaż nielegalnych środków ochrony roślin jest przykładem agroprzestępczości, czyli działalności kryminalnej wykorzystującej sektor rolny do osiągania korzyści finansowych. Motywem sprawców jest zysk, ale skutkiem może być skażenie upraw, gleby lub żywności. Te same kanały przemytu i nielegalnej dystrybucji pokazują zarazem, że do systemu produkcji rolnej mogą docierać substancje znajdujące się poza kontrolą państwa.
Dzik, którego nie powinno tam być
W listopadzie 2025 r. w gminie Rozprza w powiecie piotrkowskim odnaleziono truchło dzika – oskórowane, pozbawione wnętrzności, z linką przymocowaną do jednej z kończyn. Szczątki znajdowały się na bagnistym, odludnym terenie, z dala od szlaków komunikacyjnych i obszarów użytkowanych gospodarczo. Badania wykazały zakażenie wirusem afrykańskiego pomoru świń – ASF.
Powiat piotrkowski jest jednym z największych polskich zagłębi produkcji trzody chlewnej. Według danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi znajdowało się tam wówczas 1076 stad liczących łącznie ponad 436 tys. świń.
Inspekcja Weterynaryjna oceniła, że okoliczności wskazują na przeniesienie szczątków do regionu, w którym wcześniej ASF nie występował; minister rolnictwa Stefan Krajewski nie wykluczył sabotażu, w tym „wschodniej dywersji”. Do działań włączyły się policja i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego – przeprowadzono badania, przeszukano teren i uruchomiono procedury mające ograniczyć ryzyko rozprzestrzenienia choroby.
Czy szczątki pozostawił kłusownik, który chciał się ich pozbyć, czy człowiek świadomy zakażenia i konsekwencji pojawienia się wirusa w centrum produkcji trzody chlewnej? Służby rozpoznały nietypowy charakter zdarzenia i zabezpieczyły teren, ale odpowiedź na pytanie o sprawcę oraz jego cel nie została dotąd przedstawiona.
Gdyby zakażenie przeniosło się do gospodarstw, skutkiem mogłaby być konieczność wybicia tysięcy świń, utworzenie stref objętych ograniczeniami oraz utrata części rynków zbytu. Jedno truchło mogło więc uruchomić konsekwencje niewspółmierne do środków potrzebnych do jego przewiezienia i pozostawienia w wybranym miejscu.
Pojęcia nieznane polskiemu prawu
Nie ma podstaw, aby nielegalny obrót środkami ochrony roślin, proceduralne blokowanie inwestycji oraz przypadek dzika zakażonego ASF uznać za elementy jednego działania – mogą mieć różnych sprawców, odmienne przyczyny i cele. Ich zestawienie ujawnia jednak problem: organy państwa rozpoznają konkretny czyn, lecz nie zawsze dysponują kategoriami pozwalającymi ocenić go jako element szerszego zagrożenia dla produkcji żywności.
Polskie prawo nie zawiera odrębnych definicji ekoterroryzmu ani agroterroryzmu. Nie oznacza to oczywiście, że wtargnięcie, zniszczenie mienia, przemyt, skażenie produktu czy sprowadzenie zagrożenia epidemicznego pozostają bezkarne – takie czyny mogą być ścigane na podstawie obowiązujących przepisów. Każdy zostaje jednak zakwalifikowany oddzielnie, według bezpośredniego skutku i sposobu działania sprawcy.
Na tę lukę zwrócili uwagę Piotr Włodawiec, Aniela Jadwiga Kufel, Konrad Szymański i Adam Życzkowski w artykule „Ekoterroryzm – nowe wyzwanie dla państwa, prawa i gospodarki”. Włodawiec jest starszym partnerem w Kancelarii Radców Prawnych i Adwokatów Prokurent, wiceprzewodniczącym Komisji Branży Rolno-Spożywczej Business Center Club oraz członkiem Prezydium Rady Polskiej Federacji Rolnej.
Jak odróżnić legalne od nielegalnego?
Autorzy wyróżniają legalny aktywizm środowiskowy, obejmujący demonstracje, petycje, konsultacje i udział w postępowaniach administracyjnych; instrumentalne wykorzystywanie procedur w celu paraliżowania inwestycji, określane jako ekoterroryzm proceduralny; oraz działania przestępcze, takie jak wtargnięcia, niszczenie mienia, sabotaż, użycie czynników biologicznych i przemoc.
Od tych zjawisk odróżniają agroterroryzm, czyli celowe wprowadzenie czynnika biologicznego do produkcji rolnej, chowu zwierząt lub łańcucha żywnościowego w celu wywołania strat i destabilizacji bezpieczeństwa żywnościowego. Osobną kategorię stanowi agroprzestępczość, której podstawowym motywem jest osiągnięcie zysku.
Rozróżnienie nie zależy więc wyłącznie od skutku: legalny protest może doprowadzić do rezygnacji z inwestycji, lecz nie staje się z tego powodu aktem terrorystycznym; nielegalny handel preparatami może zagrozić żywności, ale jego sprawcy działają przede wszystkim dla pieniędzy. O agroterroryzmie można mówić dopiero wtedy, gdy czynnik biologiczny zostaje wykorzystany świadomie w celu wywołania strat w produkcji rolnej lub destabilizacji rynku.
Państwo reaguje, ale na co?
Na tytułowe pytanie można odpowiedzieć twierdząco: polskie rolnictwo jest zagrożone. Agroprzestępczość nie jest hipotezą – służby przechwytują nielegalne środki ochrony roślin, a ujawnienie części z nich w obrocie krajowym oznacza, że przestępcze kanały dystrybucji sięgają rynku wewnętrznego. Instrumentalne wykorzystywanie procedur może blokować rozwój produkcji bez naruszania przepisów, na podstawie których prowadzone są poszczególne postępowania. Nie wiemy natomiast, czy oskórowany dzik zakażony ASF był śladem agroterroryzmu, ponieważ nie ustalono, kto i w jakim celu pozostawił go w zagłębiu produkcji trzody chlewnej.
Państwo zareagowało na rozpoznane zdarzenia. Inspekcja Weterynaryjna zabezpieczyła teren pod Piotrkowem Trybunalskim, policja i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zajęły się okolicznościami pojawienia się dzika, a Krajowa Administracja Skarbowa zatrzymuje nielegalne preparaty na granicy i w obrocie krajowym.
Każda instytucja odpowiada jednak na konkretny czyn i uruchamia właściwą dla niego procedurę, brakuje natomiast mechanizmu pozwalającego ustalić, kiedy kilka odmiennych działań należy nadal rozpatrywać osobno, a kiedy ich powtarzalność, wybór celów i wspólny skutek uzasadniają ocenę z punktu widzenia bezpieczeństwa żywnościowego państwa.
Nie każdy protest jest ekoterroryzmem, nie każde przestępstwo popełnione w rolnictwie jest agroterroryzmem, a nietypowe pojawienie się zakażonego zwierzęcia nie dowodzi jeszcze dywersji. Państwo musi jednak potrafić rozpoznać świadome uderzenie w produkcję żywności, zanim jego skutkiem stanie się likwidacja gospodarstw, utrata rynków albo konieczność wybicia tysięcy zwierząt.



