Polska wołowina zdobywa kolejne wymagające rynki, ale jej przyszłość nie zależy wyłącznie od eksportu. Tomasz Parzybut, prezes Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP, wskazuje na rosnącą rolę krajowej konsumpcji, rzemiosła, sprzedaży bezpośredniej i wspólnej promocji całego sektora.

Tomasz Parzybut, prezes Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP

PolitykaRolna.pl: Panie Prezesie, jak z perspektywy przetwórców wygląda dziś jakość polskiej wołowiny?

Tomasz Parzybut: Jakość polskiej wołowiny jest wysoka, o czym świadczy przede wszystkim nasz eksport, bo ponad 80% wołowiny wysyłamy za granicę. Cieszy się ona uznaniem, a potwierdzeniem tego jest choćby wysoki eksport do Japonii, jednego z najbardziej wymagających rynków.

Rozwija się również system QMP i to jest bardzo dobra informacja. W Europie hasło „polska wołowina” powoli staje się synonimem wysokiej jakości. Jestem spokojny o przyszłość tego mięsa, bo już widać, że ten rynek będzie rósł.

Otwierają się przed nami kolejne kierunki. Mamy Tajlandię, Egipt, liczymy również na Koreę. To daje ogromne perspektywy. Z punktu widzenia przetwórców wyzwaniem pozostaje natomiast bardzo wysoka cena polskiej wołowiny w porównaniu z konkurencją z innych krajów. Z drugiej strony coraz wyraźniej widać, że za wysoką jakość konsumenci, także zagraniczni, są gotowi płacić więcej.

PolitykaRolna.pl: A jak rozwijać rynek krajowy? Co może sprawić, że Polacy będą częściej sięgać po wołowinę?

Tomasz Parzybut: Wołowina staje się coraz bardziej popularna również w Polsce i spożywamy ją na coraz więcej sposobów. Mamy przy tym cechy, którymi możemy się wyróżniać. Jedną z nich jest bardzo wysoki poziom dobrostanu. Jeżdżąc po świecie, często mówię konsumentom czy dziennikarzom, że pod tym względem jesteśmy jednym z liderów Unii Europejskiej. Uważam, że naszym podejściem do utrzymania zwierząt i dbania o nie wyprzedzamy wiele krajów.

Rozwija się też oferta. Czystych, stuprocentowych wędlin wołowych nadal jest stosunkowo niewiele, bo tradycyjnie wołowina była częściej dodatkiem do produktów wieprzowych, ale bardzo mocno rośnie rynek poszczególnych elementów kulinarnych. Polędwica czy rostbef kiedyś były dostępne właściwie dla najzamożniejszych konsumentów, dziś sytuacja się zmienia.

Pojawia się coraz więcej produktów wolno gotowanych, żeberek, policzków czy szarpanej wołowiny. Dużo robią również fundusze promocji. My prowadzimy między innymi akcję „Piąta Ćwiartka”, w której pokazujemy możliwości wykorzystania podrobów wołowych. Konsumenci podczas takich wydarzeń często są zaskoczeni ich smakiem, a przecież są one znacznie tańsze od polędwicy czy rostbefu. Takich działań potrzebujemy jak najwięcej.

PolitykaRolna.pl: Dużo mówi się o dużych sieciach handlowych, ale polski rynek mięsa to również małe zakłady, rzemiosło, sklepy specjalistyczne czy gastronomia. Jaką rolę mogą odegrać w promocji wołowiny?

Tomasz Parzybut: Coraz większą, bo rzemiosło wraca do łask. Dzisiaj informacja, że coś jest rzemieślnicze czy wytwarzane ręcznie, jest dla konsumenta bardzo często również sygnałem wysokiej jakości.

Stowarzyszenie skupia przede wszystkim małe i średnie zakłady, choć są wśród naszych członków również duże firmy, wiemy więc, że produkty mniejszych zakładów coraz częściej trafiają do hoteli i gastronomii, są obecne na bio–bazarach i targowiskach, gdzie klienci są gotowi zapłacić za produkty wysokiej jakości.

Widzimy też producentów, którzy idą krok dalej i otwierają własne restauracje, łącząc w ten sposób przetwórstwo ze sprzedażą gotowego produktu. To bardzo ciekawy kierunek. Nie mam wątpliwości, że powinniśmy mocniej promować produkty rzemieślnicze.

PolitykaRolna.pl: Podobny proces zachodzi po stronie gospodarstw. Coraz więcej producentów bydła chce samodzielnie docierać do konsumenta. Jak Pan ocenia rozwój sprzedaży bezpośredniej i rolniczego handlu detalicznego?

Tomasz Parzybut: Uważam, że wprowadzenie rolniczego handlu detalicznego i rozwinięcie działalności marginalnej, lokalnej i ograniczonej było jednym z największych sukcesów Ministerstwa Rolnictwa w ostatnich latach. To był absolutny strzał w dziesiątkę.

Mówię to jako przedstawiciel organizacji, która nie skupia producentów działających w ramach RHD. Widzę jednak, że rozwiązanie to wpłynęło na konsumpcję i jednocześnie poprawiło sytuację części rolników. Jeżeli rolnik chce podejść do swojego gospodarstwa przedsiębiorczo i poszerzyć działalność, może w ten sposób znacząco poprawić swoją sytuację ekonomiczną.

Coraz częściej spotykam producentów bydła, którzy prowadzą rolniczy handel detaliczny i są w stanie sprzedać bezpośrednio konsumentom całą tuszę. Jeszcze kilka lat temu wydawało się to bardzo trudne, dzisiaj konsumenci wiedzą już, że otrzymują produkt wysokiej jakości i są gotowi za tę jakość zapłacić więcej.

I właśnie dlatego powinniśmy budować renomę polskiego mięsa. Ilością nie będziemy konkurować z największymi producentami na świecie – naszą przewagą musi być jakość i rozpoznawalna marka polskiego mięsa.

PolitykaRolna.pl: Mamy jednocześnie polskie produkty o długiej historii i bardzo wysokiej jakości, które wciąż przegrywają rozpoznawalnością z produktami włoskimi czy hiszpańskimi. Dlaczego?

Tomasz Parzybut: W pierwszej kolejności musimy zwrócić uwagę polskiego konsumenta na wysoką jakość, historię i wyjątkowe walory naszych produktów. Dopiero później możemy skutecznie budować ich rozpoznawalność w Europie.

Kiedy mówimy o szynkach hiszpańskich czy włoskich, musimy uczciwie przyznać, że są one w Polsce lepiej wypromowane niż wiele naszych własnych produktów: mogę wymienić chociażby szynkę dylewską, kiełbasę rawicką, kiełbasę bydgoską czy półgęsek, który był opisywany już w „Panu Tadeuszu”.

To produkty z ogromnym dziedzictwem i historią, które jednocześnie trudno znaleźć je na półce sklepowej, trudno więc dziwić się, że konsument szybciej wybierze dziś szynkę parmeńską, niż zacznie szukać szynki dylewskiej. Ale jeżeli będziemy o polskich produktach dużo mówić i je promować, również przy wykorzystaniu programów finansowanych przez państwo, z czasem będą coraz bardziej rozpoznawalne także poza Polską.

Potrzebujemy przy tym szerszego podejścia do promocji polskiej kuchni i regionalizmów. Urzędy marszałkowskie mogłyby znacznie mocniej pokazywać produkty, z których słyną poszczególne regiony. Chciałbym też, aby najlepsze polskie produkty były elementem promocji naszego kraju – również poprzez gastronomię. Kiedy ktoś przyjeżdża do Polski, powinien wiedzieć, gdzie może spróbować naprawdę dobrej polskiej kuchni.

PolitykaRolna.pl: W tej układance jest jeszcze certyfikacja jakości. Jak Stowarzyszenie podchodzi do systemu QMP i współpracy z sektorem wołowiny?

Tomasz Parzybut: Skupiamy blisko 150 zakładów z całego kraju i nasi członkowie korzystają z tego systemu. Blisko współpracujemy z Polskim Zrzeszeniem Producentów Bydła Mięsnego. QMP jest dobrym wyróżnikiem i namawiamy nasze zakłady do korzystania z tego systemu. Jesteśmy zwolennikami działań certyfikacyjnych dotyczących polskiej wołowiny.

Coraz więcej naszych zakładów stara się również pozyskiwać wołowinę wysokiej jakości. Jestem przekonany, że jako branża musimy współpracować, wspierać się i pomagać sobie nawzajem. Powinniśmy wspierać wszystkie dobre inicjatywy, bez względu na to, skąd pochodzą.

Jestem wielkim orędownikiem współpracy ze wszystkimi. Wydaje mi się, że wykonujemy dobrą pracę służącą przede wszystkim naszej branży. To w tym wszystkim jest najważniejsze – żebyśmy wspierali branżę.

PolitykaRolna.pl: Dziękuję za rozmowę.

#FunduszePromocji

Privacy Preference Center