– Dodatki paszowe proponowane w ekoschemacie niskoemisyjnym są bezpieczne dla bydła. Metody liczenia emisji istnieją. Jeśli redukcja emisji jest korzystna dla środowiska, to dobrze, jednak najważniejsze jest to, że ekoschemat „Niskoemisyjna produkcja bydła” wzmocni pozycję rolników wobec banków, zakładów mięsnych i sieci handlowych – mówi Jerzy Wierzbicki, wiceprzewodniczący Federacji Branżowych Związków Producentów Rolnych, prezes Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego.
Jerzy Wierzbicki, prezes PZPBM, przewodniczący PPZW i Rady Sektora Wołowiny

PolitykaRolna.pl: Panie Prezesie, Krajowa Rada Izb Rolniczych opublikowała stanowisko, w którym sprzeciwiła się tworzeniu ekoschematu „Niskoemisyjna produkcja bydła”, postulowanego przez Radę Sektora Wołowiny. Jak Pan to skomentuje?

Jerzy Wierzbicki: Przede wszystkim ubolewam nad tym, że część reprezentacji rolników, zafrapowanych bieżącymi problemami, nie potrafi popatrzeć strategicznie w przyszłość.

My potrafimy – 4 lata temu na forum Unii Europejskiej toczyła się debata o dyrektywie o emisjach przemysłowych, która zobowiązywała objęte nią podmioty do raportowania emisji. Ponieważ zarówno Rada Europejska, czyli państwa członkowskie, jak i Komisja Europejska, chciały nią objąć zakłady chowu zwierząt, zaangażowaliśmy się wówczas, by bydło zostało wyłączone z tej dyrektywy. Udało się to osiągnąć, obroniliśmy się. Ale sektory trzody chlewnej i drobiu nie podjęły takich działań i w efekcie są dalej objęte dyrektywą. Część organizacji rolniczych uaktywniła się dopiero w dniu wejścia w życie tych przepisów czyli w lipcu br.

Ten przykład dowodzi, że polityka rolna wymaga perspektywicznego patrzenia na wiele lat do przodu, i wynikającego z tego oglądu myślenia strategicznego. Koncentrowanie się tylko na tym, co teraz, na bieżącym sezonie, a choćby i na sezonie następnym, jest krótkowzroczne i często może być nieskuteczne w długiej perspektywie.

Dlatego my dążymy do wprowadzenia ekoschematu niskoemisyjnego – ale przecież nie zaczęliśmy robić tego w tym miesiącu, czy nawet w tym roku, co uzasadniałoby fakt, że Krajowa Rada Izb Rolniczych wyraziła swoje stanowisko. Rozmowy na ten temat prowadzimy, także z Ministerstwem Rolnictwa, od kilku lat przekonując, że ekoschemat niskoemisyjny jest niezbędny, aby wzmocnić konkurencyjność rolników.

PolitykaRolna.pl: Co konkretnie zyskaliby rolnicy dzięki temu ekoschematowi?

Jerzy Wierzbicki: Ekoschemat pozwoliłby wspierać finansowanie redukcji emisji metanu pochodzącego z fermentacji jelitowej. Dlaczego to jest korzystne dla rolników? Z kilku powodów, o których tu tylko wspomnę pokrótce.

Rolnik jest zależny od banków, zakładów mięsnych i sieci handlowych. Te podmioty są zobowiązane do raportowania ESG w tzw. zakresie trzecim, czyli obejmującym wszystkich, z którymi współpracują. Jak łatwo sobie wyobrazić, bank nie emituje metanu, ale emituje go bydło rolnika, który potrzebuje kredytu. Możemy się z tym zgadzać, albo nie zgadzać, ale bank musi wykazać, jaki poziom emisji w ten sposób finansuje i jak może wykazać postęp w redukcji emisji. Jak się domyślamy, będzie starał się finansować podmioty, które mu w tym pomagają.

Taka sama sytuacja jest z sieciami handlowymi, które dodatkowo wywierają presję na zakłady mięsne lub mleczarnie, aby te dostarczały im produkt niskoemisyjny. To wprost prowadzi do wniosku, że zakłady będą preferowały takich rolników, którzy zaoferują im ten produkt, a z czasem być może również rezygnowały ze współpracy z tymi, którzy takiego produktu im nie zaoferują.

Trzeci argument jest taki, że wysokiej jakości dodatki paszowe, które umożliwiają redukcję emisji z fermentacji jelitowej wspierają, oczywiście przy odpowiednim planie żywienia, czas opasu bydła. Fakt, że to jest korzystne, jest oczywisty.

PolitykaRolna.pl: Rozmowy z Ministerstwem Rolnictwa przyniosły oczekiwany efekt – minister Krajewski potwierdził, że ekoschemat będzie wprowadzony…

Jerzy Wierzbicki: Tak, zapowiedział to już w styczniu tego roku, powtórzył w czerwcu przy okazji wizyty w Polsce komisarza Christophe’a Hansena na posiedzeniu połączonych komisji rolnictwa i komisji ds. europejskich. Różnego rodzaju komunikaty, także medialne, pojawiały się w tej sprawie przez wszystkie te miesiące, włącznie z głośnym oficjalnym rozpoczęciem prac Komitetu Sterującego projektu „Polska Wołowina” – ośmiu czołowych zakładów mięsnych, które postanowiły zainwestować w budowę marki wołowiny certyfikowanej, niskoemisyjnej, o podwyższonym dobrostanie i wysokiej jakości kulinarnej wyprodukowanej w systemie QMP. A jedną z ważnych cech tego systemu jest to, że umożliwia on produkcję niskoemisyjną.

Przez wszystkie te miesiące nie było jakiejkolwiek reakcji ze strony Izb Rolniczych. Dopiero teraz, gdy Departament Płatności Bezpośrednich przedstawił konkretny projekt, KRIR zajęła stanowisko.

PolitykaRolna.pl: I w tym stanowisku stwierdziła, że nie zgadza się na proponowane w ekoschemacie dodatki paszowe, które, cytuję: „nie sprawdziły się w innych krajach, np. w Danii, ponieważ powodowały zmniejszenie produkcyjności i pogorszenie stanu zdrowia a nawet upadki bydła”.

Jerzy Wierzbicki: Proponowane w projekcie dodatki paszowe są dopuszczone, legalne i niekontrowersyjne. Izby pomijają fakt, że duński przypadek obejmuje wyłącznie jeden dodatek, rzeczywiście kontrowersyjny, a polski Departament wprowadził do projektu szeroki wachlarz dodatków, powszechnie stosowanych w żywieniu bydła, które można bezpiecznie stosować, a które dają efekt obniżenia emisji.

Nawiasem mówiąc w Danii wprowadzono dla rolników obowiązek, przymus stosowania tego jednego dodatku, co również mogło sprawić, że został źle oceniony. W Polsce nie tylko ekoschemat będzie dobrowolny, ale też rolnik będzie mógł wybrać spośród wielu dodatków.

Natomiast Departament nie zrobił jednej rzeczy, z którą my się tym razem nie zgadzamy – skonstruował projekt tak, że nie poprawia on konkurencyjności. My uważamy, że ekoschemat niskoemisyjny ma sens tylko wtedy, gdy będzie służył poprawie konkurencyjności. Bez tego obniżanie emisji jest nieuzasadnione.

Nota bene, również środowisko producentów trzody chlewnej chce, aby objąć ich tym ekoschematem, ponieważ widzą nadchodzące wyzwania rynku, wybiegają w przyszłość i szukają konstruktywnych rozwiązań.

Ekoschemat popiera też Federacja Branżowych Związków Producentów Rolnych, która reprezentuje wyłącznie aktywnych rolników z różnych sektorów, co sprawia, że jej stanowisko jest nie tylko cenne, ale i wyważone.

Liczę więc, że po dyskusjach z rolnikami, którzy są specjalistami w swoich branżach, osiągniemy porozumienie w sprawie szerokiego poparcia dla ekoschematu niskoemisyjnego w produkcji zwierzęcej, ale nie tylko. Na ukończeniu są prace odnośnie do certyfikacji w ramach CRCF, tylko certyfikat zarejestrowany w centralnej unijnej bazie danych będzie upoważniał do sprzedaży kredytów węglowych na rynku.

PolitykaRolna.pl: Powinno ich przekonać choćby to, że Australijczycy produkują wołowinę niskoemisyjną i sprzedają ją na bardzo wymagającym rynku japońskim za cenę znacznie przewyższającą cenę standardowego produktu…

Jerzy Wierzbicki: Australijczycy zobaczyli szansę i z niej skorzystali. Jak powiedziałem, to wymaga odpowiedniej perspektywy. Podam tu porównanie – inna jest ocena sytuacji żołnierza w okopie, inna dowódcy oddziału, jeszcze inaczej patrzy na to naczelny dowódca. Żołnierz patrzy na kilkanaście metrów wprzód, starając się przeżyć. Dowódca kompanii stara się żołnierzy ruszyć do walki, bo są cele do osiągnięcia. Szef sztabu musi określić strategię bieżącą, a naczelny dowódca strategię perspektywiczną.

Trudno przecież przyznać, że ocena sytuacji z perspektywy pojedynczego żołnierza powinna wpływać na przebieg wojny. Tu potrzebna jest perspektywa szeroka – choć oczywiście idealnym generałem jest ten, który zaczynał jako żołnierz w okopie. Obyśmy takich mieli więcej.

PolitykaRolna.pl: Przeciwko ekoschematowi niskoemisyjnemu zaprotestowało także Stowarzyszenie Wspólna Rola. W obszernym wpisie na FB stowarzyszenie stwierdziło, że wprowadzenie ekoschematu to przyznanie, że produkcja zwierzęca emituje gazy cieplarniane, co będzie wodą na młyn organizacji antyhodowlanych.

Jerzy Wierzbicki: Taka argumentacja, dyskusja filozoficzna, nie ma żadnego wpływu na to, co robi rynek, nie pomaga rolnikom przygotować się na adaptację do zmiany, bo ich dezorientuje. Jakie to ma znaczenie dla banku, który od rolnika oczekuje – lub niebawem będzie oczekiwał, o czym mówią przedstawiciele sektora finansowego – rzetelnych danych do raportu w sprawie emisji? Jakie znaczenie ma dla zakładu mięsnego, dla sieci handlowych? Rolnicy powinni zobaczyć, jakie kryteria ustaliły dla swoich dostawców sieci – ograniczanie emisji jest warunkiem sine qua non współpracy, już od przyszłego roku. Bez raportowania nie będzie dostaw. A ślad węglowy z gospodarstwa jest głównym źródłem emisji zakładów, sieci spożywczych i w znaczącym stopniu banków finansujących rolników i produkcję żywności.

PolitykaRolna.pl: KRIR twierdzi, że, cytuję: „nie ma dotychczas wiarygodnych metod wyliczania zarówno emisji jak i korzyści dla środowiska z zaproponowanych działań ograniczających produkcję metanu przez bydło”.

Jerzy Wierzbicki: Zarówno w Europie, jak i na całym świecie, jest wiele metod liczenia emisji. Są one skatalogowane i opisane między innymi w metodykach IPCC Tier 2 i Tier 3, które pozwalają uwzględniać szczegółowe dane dotyczące zwierząt, ich żywienia, wydajności i warunków produkcji. Te metodologie są nadal poprawiane, modyfikowane i doskonalone, ale istnieją i są stosowane. Są oceniane na zgodność z GHG Protocol.

Można więc obliczać zarówno poziom emisji, jak i efekt działań, które tę emisję ograniczają. Możemy więc wejść w ten proces już teraz, uczyć się razem z całym mechanizmem, dostosowywać rozwiązania i z czasem robić to coraz lepiej. Możemy też czekać na model perfekcyjny, całkowicie dopracowany, który być może powstanie kiedyś w przyszłości. Tyle że zanim pojawi się ten wyidealizowany system, rynek może nam po prostu odjechać.

Co do drugiego zarzutu: my nie licytujemy się, kto lepiej chroni środowisko, które działania są dla środowiska bardziej korzystne. Patrzymy na to, jak poprawić naszą przewagę konkurencyjną, wzmocnić pozycję rolnika w łańcuchu dostaw i dać mu lepszą pozycję na rynku – na tym się koncentrujemy.

Jeżeli służy temu instrument, który z nazwy jest niskoemisyjny, a więc jednocześnie korzystny dla środowiska, to dobrze. Dla nas najważniejsze jest jednak to, że może on poprawić pozycję rolnika na rynku i pozwolić mu uzyskać lepszą cenę.

PolitykaRolna.pl: Izby Rolnicze nie ukrywają, że ostatecznie boją się, że ekoschemat niskoemisyjny będzie częściowo sfinansowany ze środków na ekoschematy produkcji roślinnej…

Jerzy Wierzbicki: To błędne założenie, ponieważ środki na ekoschemat niskoemisyjny mają pochodzić z oszczędności w ekoschematach dobrostanowych dotyczących bydła. Pieniądze w ekoschemacie dobrostan bydła praktyka „Udział rolników w systemach jakości” nadal są wykorzystywane w niewielkiej skali w stosunku do planów, a więc istnieją zasoby, z których można sfinansować nowe rozwiązanie.

Przyczyna dla której Departament zaproponował cięcia jest gdzie indziej. Łączna pula na ekoschematy powinna wynosić minimum 25% środków na płatności bezpośrednie; Polska wydzieliła dokładnie taką minimalną wymaganą część budżetu, ponieważ taki był obowiązek, a jednocześnie obawiała się, że rolnicy nie będą zainteresowani tymi instrumentami i pieniądze nie zostaną wykorzystane. Tymczasem w kolejnych latach zainteresowanie ekoschematami bardzo szybko rosło. W efekcie Ministerstwo przedstawia na początku kampanii określone stawki, a po zakończeniu naboru musi je drastycznie obniżać, ponieważ liczba wniosków okazuje się większa, niż zakładano. To już budzi niezadowolenie rolników, dlatego resort chce wcześniej ustalić, jak ukształtować system na 2027 rok i uniknąć kolejnego zaskoczenia i zminimalizować skalę niezadowolenia po fakcie.

Mówiąc wprost – ta kołdra jest po prostu za krótka. W obecnej puli nie ma wystarczających środków na finansowanie ekoschematów. Potrzebne jest więc rozwiązanie, i Federacja Branżowych Związków Producentów Rolnych proponuje konkretne wyjście: skoro zainteresowanie ekoschematami jest większe, niż zakładano, należy zwiększyć przeznaczoną na nie część płatności bezpośrednich. Nie musi to być nadal 25%. Być może powinno to być 26, 27 albo 28%, aby zaspokoić potrzeby aktywnych rolników.

PolitykaRolna.pl: Dziękuję za rozmowę

#FunduszePromocji

Privacy Preference Center