– W EU Livestock Strategy Bruksela po raz pierwszy mówi o produkcji zwierzęcej jako o strategicznym elemencie bezpieczeństwa żywnościowego Europy, a nie o sektorze, który należy ograniczać – mówi Jerzy Wierzbicki, prezes Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego, przewodniczący Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny (PPZW) oraz Rady Sektora Wołowiny, w rozmowie z portalem PolitykaRolna.pl
Jerzy Wierzbicki, prezes PZPBM, przewodniczący PPZW i Rady Sektora Wołowiny

PolitykaRolna.pl: Panie Prezesie, Komisja Europejska ogłosiła EU Livestock Strategy – długo oczekiwaną przez sektor produkcji zwierzęcej. Jak Pan ocenia ten dokument?

Jerzy Wierzbicki: To dokument, na który europejska hodowla czekała latami – i już samo jego pojawienie się jest zwrotem. Przez całą dekadę Zielonego Ładu Bruksela przedstawiała produkcję zwierzęcą jako problem, który należy ograniczyć, redukując stada i zniechęcając konsumenta do mięsa. Strategia z 7 lipca po raz pierwszy mówi o hodowli jako o zasobie strategicznym, filarze bezpieczeństwa żywnościowego i autonomii Europy, zauważając, że to sektor, który daje Unii około 400 mld euro obrotu rocznie, 7 mln miejsc pracy i ponad 50 mld euro eksportu.

Pozytywnie oceniam też konstrukcję strategii, opartą na pięciu filarach: odporności sektora, konkurencyjności na rynku unijnym i międzynarodowym, zrównoważonej produkcji, dostosowaniu do różnorodności terytorialnej oraz jakości i jej promocji. Ważne są także plan białkowy, zapowiedź wzajemnych wymogów wobec importu i specjalnego mechanizmu zarządzania ryzykiem.

Szczególnie bliski jest mi piąty filar – promocja jakości, bo w Polsce już budujemy markę „Polska Wołowina”, opartą na porozumieniu hodowców, przetwórców i handlu. Jej celem jest zagwarantowanie powtarzalnej jakości kulinarnej i zwiększenie wartości polskiej wołowiny. To dokładnie ten kierunek, o którym mówi strategia, tyle że u nas już wdrażany w praktyce.

Trzeba jednak pamiętać, że strategia jest na razie jedynie deklaracją. Po pierwsze – nie ma twardej zmiany metodyki liczenia emisji. Dopóki Bruksela nie uzna różnicy między metanem biogenicznym a kopalnym i nie wprowadzi wskaźnika GWP*, nasz sektor zawsze będzie w statystykach emisyjnych przedstawiany niekorzystnie – choć stabilne stado nie powoduje dodatkowego ocieplenia. Po drugie – nad produkcją zwierzęcą wciąż wisi zapowiedź rewizji prawa o dobrostanie zwierząt. Po trzecie – nierozwiązany pozostaje problem skumulowanych obciążeń regulacyjnych (CSRD, EUDR, IED, przepisy dobrostanowe), które jednocześnie spadają na najsłabsze ogniwo łańcucha. Potrzebujemy rzetelnych analiz ex ante i obowiązkowego „filtra wiejskiego”, a nie korekt robionych dopiero pod presją protestów.

I po czwarte – klauzule lustrzane. Strategia słusznie wskazuje również, że import produktów wytwarzanych według niższych norm szkodzi unijnym producentom i prowadzi do przenoszenia emisji poza UE. Zapowiada wzajemne wymogi, kontrole, kontyngenty i automatyczne klauzule ochronne, ale nadal nie są to twarde klauzule lustrzane. Potrzebujemy skutecznego zakazu wprowadzania na rynek produktów zwierzęcych, które nie spełniają unijnych norm środowiskowych i dobrostanowych, szczególnie w związku z umową z Mercosur.

Kierunek jest więc dobry, ale rzeczywistą wartość tej strategii pokażą dopiero przepisy i pieniądze przeznaczone na jej wdrożenie.

PolitykaRolna.pl: Czy polscy producenci bydła mięsnego będą w stanie spełnić oczekiwania Komisji co do wysokich standardów UE? Jakie warunki muszą zostać spełnione?

Jerzy Wierzbicki: Polscy producenci już dziś spełniają unijne standardy, a w wielu obszarach je wyprzedzają. Pytanie nie brzmi więc, czy potrafimy je spełnić, lecz kto pokryje związane z tym koszty.

Rok 2025 był dla polskiej wołowiny rekordowy: wartość eksportu wzrosła o około 30% – do 3,25 mld euro – a Polska jest dziś drugim eksporterem wołowiny w Unii, zaraz po Irlandii. Po latach starań otworzyliśmy rynki Chin, Turcji i Tajlandii. Jednocześnie w 2026 r. nastąpiła korekta cen, a pogłowie krów spadło o ponad 3%. To pokazuje, że podnoszenie standardów bez odpowiedniego finansowania może wypychać z rynku przede wszystkim gospodarstwa indywidualne.

Najlepszą odpowiedzią na unijne standardy jest strategia zorientowana na konsumenta i na jakość kulinarną. Dlatego budujemy markę „Polska Wołowina” – na mocy zawartego porozumienia branżowego – i opieramy ją na trzech filarach. Pierwszy, B2B, to zrównoważona transformacja: wspólne dla całego łańcucha wymagania środowiskowe i ESG, przepływ danych oraz identyfikowalność, odpowiadające oczekiwaniom przetwórców, sieci handlowych i instytucji finansowych. Drugi, B2C, to jakość kulinarna – gwarantowana, powtarzalna jakość mięsa, której oczekuje konsument. Trzeci to wzmocniony marketing, czyli konsekwentne budowanie popytu, którego elementem jest także promocja doskonałości polskiej wołowiny. Podstawą tych działań jest system QMP, obejmujący genetykę, rasę, żywienie, ubój i dojrzewanie mięsa.

Ten wysiłek finansują przede wszystkim sami uczestnicy łańcucha dostaw – uważam, że szczególnie decydenci powinni o tym wiedzieć. To hodowcy, zakłady i partnerzy handlowi inwestują własne pieniądze, i to jest główne źródło finansowania tej transformacji, a nie budżet publiczny. Nie oczekujemy, że środki publiczne zastąpią kapitał prywatny. Potrzebujemy jednak rozsądnej polityki, która te zmiany zaakceleruje, ponieważ dobrze zaprojektowane instrumenty mogą wielokrotnie zwiększyć skalę i tempo prywatnych inwestycji.

Żeby jednak utrzymać dotychczasowe działania konieczne jest spełnienie warunku udziału rolnika w części wartości uzyskiwanej dzięki wyższej jakości kulinarnej. Dziś ta premia przechwytywana jest wyłącznie przez przetwórcę i sieć handlową – bez włączenia w nią rolnika nie przekonamy go, by inwestował w rasy mięsne, w genetykę i w dłuższy, kosztowniejszy opas.

Żeby wysokie oczekiwania Komisji dało się spełnić, muszą zostać spełnione także dalsze warunki.

Pierwszy to finansowanie inwestycji i uproszczenie procedur, między innymi przez wyznaczenie stref produkcji rolnej z prostszym trybem uzyskiwania pozwoleń środowiskowych i budowlanych. Drugi to uczciwe liczenie emisji za pomocą GWP* oraz ochrona rolników przed bezkosztowym przerzucaniem na nich obowiązków raportowania Scope 3 przez banki i sieci handlowe. Potrzebne są również mechanizmy, które zapewnią zapłatę za niskoemisyjny surowiec.

Trzeci warunek to krajowa strategia rozwoju hodowli, oparta na podstrategiach sektorowych dla bydła, wieprzowiny, drobiu, kóz i owiec. Strategia rozwoju sektora wołowiny już istnieje i została opracowana we współpracy z Ministerstwem Rolnictwa, dlatego może być punktem wyjścia do prac nad dokumentem obejmującym całą produkcję zwierzęcą.

Czwarty element to narzędzia obniżające koszty i emisje: rozwój polskiej genetyki, upraw wysokobiałkowych, biogazowni i biometanowni oraz wdrożenie kryteriów RENURE, aby nawóz z przetworzonej gnojowicy mógł zastępować nawozy syntetyczne. Piąty to skuteczne klauzule lustrzane chroniące unijnych producentów przed importem wytwarzanym według niższych standardów.

Jeśli te warunki zostaną spełnione, wysokie standardy staną się naszą przewagą konkurencyjną, a nie kolejnym kosztem. Jeśli nie – Europa będzie miała najwyższe normy na papierze i coraz mniej własnej produkcji, którą tymi normami mogłaby chronić. W czasie zawierania kolejnych umów handlowych właśnie teraz – zarówno w Warszawie, jak i w Brukseli – rozstrzyga się, czy polski sektor będzie w stanie łączyć spełnianie unijnych standardów z realną konkurencyjnością.

PolitykaRolna.pl: Komisja zapowiada specjalny program finansowy dotyczący zarządzania ryzykiem w kolejnych wieloletnich ramach finansowych, na wsparcie sektora produkcji zwierzęcej. Jak Pan ocenia tę deklarację?

Jerzy Wierzbicki: Sama zapowiedź jest ważna i właściwa – Komisja po raz pierwszy przyznaje wprost, że sektor produkcji zwierzęcej potrzebuje dedykowanego mechanizmu zarządzania ryzykiem. Na razie jednak nie widać w strategii konkretów – nie ma kwot, nie ma harmonogramu, ani wydzielonej koperty finansowej. Jednocześnie trwają prace nad połączeniem Wspólnej Polityki Rolnej z innymi instrumentami w jeden fundusz, co rodzi ryzyko, że nowe narzędzie będzie finansowane z już istniejących i kurczących się środków.

Nasze stanowisko jest jasne: potrzebny jest realny, dobrze finansowany instrument, który rzeczywiście zwiększy odporność produkcji. Powinien on obejmować także carbon farming, czyli wynagradzanie rolników zarówno za poprawę efektywności, na przykład dzięki dodatkom paszowym i postępowi genetycznemu, jak i za sekwestrację węgla na trwałych użytkach zielonych. To łączy cel produkcyjny z klimatycznym.

Zarządzanie ryzykiem musi obejmować zmienność rynkową – w tym skutki umowy z Mercosur – ryzyko chorobowe, jak choroba guzowatej skóry bydła, oraz wahania cen i dochodów. Z kolei inwestycje w biogazownie na fermach nie powinny być finansowane z kurczącego się budżetu rolnego, lecz z funduszy przeznaczonych na bezpieczeństwo energetyczne i transformację klimatyczną – bo biogazownie to element bezpieczeństwa energetycznego państwa.

Właściwym miejscem dla tego instrumentu są plany partnerstwa krajowego i regionalnego – PPKR, następca Planu Strategicznego WPR w okresie po 2027 r. Tam powinny znaleźć finansowanie krajowe podstrategie sektorowe, narzędzia zarządzania ryzykiem oraz inwestycje w dekarbonizację i biogaz. Zresztą EU Livestock Strategy wprost wskazuje PPKR jako narzędzie m.in. dla zarządzania ryzykiem i inwestycji w biogaz.

Umowy handlowe, ta z Mercosur i te, które dopiero przed nami, są suwerenną decyzją państwa, ale każda taka decyzja rodzi zobowiązanie – skoro otwieramy własny rynek, musimy równolegle wzmocnić własny sektor. EU Livestock Strategy po raz pierwszy daje unijny mandat, by sektor wołowiny wspierać strategicznie: przez krajową strategię hodowli, przez mądre zaprogramowanie PPKR, przez zarządzanie ryzykiem obejmujące także szoki handlowe, wreszcie przez twarde klauzule lustrzane.

Apeluję więc do decydentów o właściwe wykorzystanie możliwości, które daje EU Livestock Strategy. Uważam, że polski sektor wołowiny, który eksportuje produkty o wartości ponad 3 mld euro rocznie, ma duże znaczenie dla bilansu handlowego oraz dla gospodarstw na wschodzie kraju, ma prawo oczekiwać, że zostanie uwzględniony w krajowej strategii hodowli, w programowaniu PPKR i w systemie zarządzania ryzykiem.

PolitykaRolna.pl: Jan Krzysztof Ardanowski ostrzega, że jeszcze w tym roku może upaść 30% polskich gospodarstw indywidualnych. Czy w tej liczbie znajdą się producenci bydła mięsnego?

Jerzy Wierzbicki: Szanuję pana ministra Ardanowskiego i jego diagnozę traktuję poważnie – bo dotyka realnego problemu przewagi sieci handlowych nad dostawcą i kosztów produkcji, które nie mieszczą się w cenie skupu. To bolączka wielu sektorów. Ale na to konkretne pytanie odpowiem wprost: nie, producentom bydła mięsnego nie grozi w tym roku fala bankructw.

Oczywiście wszyscy widzimy, że po rekordowych cenach w latach 2024–2025 rok 2026 przyniósł wyraźną korektę. Ceny żywca spadają tydzień po tygodniu – w połowie lipca za byki płacono już około 12–15 zł/kg w wadze żywej wobec ok. 15,8 zł na początku roku, a krowy klasy O zeszły do około 20 zł/kg w wadze poubojowej, najniżej od ponad roku. Napędza to słaby popyt przy wysokich cenach detalicznych oraz skokowy wzrost importu wołowiny z Brazylii, przyspieszany przed wrześniowym terminem regulacyjnym – już w cieniu umowy z Mercosur.

Ale ta korekta schodzi z poziomów wyjątkowo wysokich, to schłodzenie boomu, a nie załamanie – opas wciąż się opłaca, sprzedaż żywca nadal jest rentowna. Marże się jednak zmniejszają i jest to już wyraźny sygnał ostrzegawczy.

Największym zagrożeniem dla sektora wołowiny nie jest dziś nagła fala bankructw, lecz stopniowa dekapitalizacja gospodarstw. Wysokie ceny sprzyjały wyprzedaży krów, a obecny spadek cen – paradoksalnie – przyspieszył ten proces. W efekcie wielkość pogłowia bydła zmniejszyła się o ponad 3%. Jeżeli przy słabszej koniunkturze hodowcy nie będą odbudowywać stad, baza produkcyjna będzie się kurczyć.

Trzeba też pamiętać, że polska wołowina jest także silnie związana z mleczarstwem, bo niemal wszystkie cielęta pochodzą ze stad mlecznych. Jeśli prognozowana przez Jana Krzysztofa Ardanowskiego fala upadków obejmie gospodarstwa mleczne, skutki odczuje również sektor wołowiny, choć z opóźnieniem.

Powtórzę więc: producenci bydła mięsnego nie są więc obecnie na pierwszej linii zagrożenia, ale okres hossy dobiega końca. Dlatego ważne jest, by wykorzystać zamykające się okno możliwości i przygotować krajową strategię hodowli i instrumenty zarządzania ryzykiem zanim korekta przekształci się w kryzys.

PolitykaRolna.pl: Strategia dużo mówi o zrównoważonej produkcji. Ale czy dostrzega presję rynku na dekarbonizację – i czy przewiduje adekwatne działania wspierające dekarbonizację sektorów produkcji zwierzęcej?

Jerzy Wierzbicki: Oryginalny dokument EU Livestock Strategy dostrzega ten problem lepiej, niż może się wydawać. Wprost stawia pytanie o „podział kosztów w całym łańcuchu wartości” i przyznaje, że bardziej zrównoważone praktyki oznaczają wyższe koszty produkcji, których rolnik często nie jest w stanie przenieść na odbiorcę. Co więcej, Komisja wskazuje właściwe narzędzie: „porozumienia na rzecz zrównoważoności łańcuchów wartości”, w których wszystkie ogniwa – w tym pośrednictwo i handel detaliczny – przejmują część odpowiedzialności, a sieci mogą wynagradzać rolników za wprowadzanie wyższych standardów. To jest dokładnie to, o co walczymy.

Strategia idzie w tę stronę i w innych miejscach: zapowiada dobrowolny „kompas zrównoważonego rozwoju”, który ma pozwolić rolnikom uczestniczyć w systemach premiowych wynagradzających zweryfikowane redukcje emisji, ocenia włączenie redukcji emisji od zwierząt do rozporządzenia o certyfikacji pochłaniania (CRCF), a w kwestii pomiaru przyznaje, że metodyka IPCC nie oddaje realnych różnic między systemami i rasami oraz że – cytuję – trwa dyskusja o uwzględnieniu biogenicznego charakteru metanu w krótkim obiegu węgla. To krok w stronę naszego postulatu GWP*.

Słabością strategii jest jednak to, że wszystko, co dotyczy podziału kosztów dekarbonizacji, pozostaje dobrowolne — „obiecujące narzędzie”, sieci „mogą wynagradzać”, podmioty „powinny wspierać”. Nie pada pojęcie Scope 3, nie ma zobowiązania, które związałoby przetwórcę, sieć i bank współodpowiedzialnością, ani unijnego miejsca, w którym takie porozumienia łańcucha realnie by powstawały i działały. Zamiast twardej metryki GWP* mamy zapowiedź „udoskonalonych metod” i otwartą dyskusję. To wciąż kierunek, a nie mechanizm.

W Polsce stworzyliśmy już rozwiązanie odpowiadające temu kierunkowi. Okrągły Stół ESG skupia hodowców, zakłady mięsne, organizacje branżowe, handel, instytucje finansowe i ekspertów, a jego sekretariat prowadzi Polska Platforma Zrównoważonej Wołowiny. Podstawą jest przepływ danych, identyfikowalność i system QMP, a najważniejszą zasadą – pozostawienie premii za niższy ślad węglowy u producenta.

Unia ma instytucje opiniujące: Zespół roboczy ds. zwierząt gospodarskich, Obserwatorium Łańcucha Rolno-Spożywczego, Europejską Radę ds. Rolnictwa i Żywności, ale nie ma europejskiego odpowiednika polskiego Okrągłego Stołu ESG.

Uważam, że nasze doświadczenie może być wzorem dla Unii, postuluję więc, aby istniejącemu Zespołowi roboczemu ds. zwierząt gospodarskich, który zgodnie z załącznikiem do strategii ma wspierać jej wdrażanie, nadać mandat roboczego okrągłego stołu ESG łańcucha wartości: z udziałem przetwórców, handlu i instytucji finansowych, z przepływem danych i z żelazną zasadą, że premia za niższy ślad węglowy wraca do producenta. Polski Okrągły Stół ESG jesteśmy gotowi udostępnić jako gotowy wzorzec.

Kieruję też postulat do polskich decydentów – nie musimy czekać na decyzję Brukseli. Dekarbonizacja jest w EU Livestock Strategy kierunkiem mocno wyeksponowanym i – co kluczowe – finansowanym przez systemy premiowe za zweryfikowane redukcje emisji, otwarcie rozporządzenia CRCF, carbon farming i biogaz. Strategia wprost wskazuje PPKR jako narzędzie ich wdrożenia. To znaczy, że projektując plany partnerstwa krajowego i regionalnego, Polska może już teraz zaprogramować dekarbonizację tak, by przynosiła rolnikowi realną korzyść i pozostawiała wartość w całym łańcuchu dostaw – zgodnie z mechanizmem wypracowanym przez Okrągły Stół ESG. To, czego dziś brakuje na poziomie unijnym, Polska może wdrożyć jako pierwsza.

Jest to niezbędne, by dekarbonizacja nie stała się obciążeniem dla gospodarstw – wówczas nie będzie transformacją, lecz dekapitalizacją. Prawdziwa transformacja wymaga uczestnictwa wszystkich podmiotów łańcucha dostaw oraz zapewnienia producentom bydła udziału w wartości uzyskiwanej ze sprzedaży niskoemisyjnego mięsa. Komisja Europejska stworzyła warunki do przeprowadzenia takiej transformacji, ale konkretne mechanizmy muszą wypracować wspólnie polski sektor wołowiny i krajowi decydenci.

PolitykaRolna.pl: Dziękuję za rozmowę

Dane rynkowe wykorzystane w wywiadzie pochodzą z publikacji GUS, MRiRW i Komisji Europejskiej z okresu kwiecień–lipiec 2026 r.

#FunduszePromocji

Privacy Preference Center