– Dzięki polskiemu biometanowi możemy praktycznie wyjść na samowystarczalność w zakresie potrzeb gazownictwa. To jest błąd strategiczny państwa, że ten potencjał nie jest wykorzystywany – mówi Marek Sawicki, poseł PSL i były minister rolnictwa. W rozmowie z PolitykaRolna.pl przekonuje, że małe biogazownie rolnicze powinny powstawać przy gospodarstwach prowadzących produkcję zwierzęcą, a nie w modelu dużych instalacji przejmujących substrat z gospodarstw.

Marek Sawicki na grafice PolitykaRolna.pl zapowiadającej wywiad o biogazowniach rolniczych i bezpieczeństwie energetycznym.

PolitykaRolna.pl: Panie Ministrze, jest Pan członkiem PSL i jednym z najbardziej rozpoznawalnych promotorów biogazowni rolniczych. Zalety biogazowni są znane: zielona energia, ciepło, poferment, zmniejszenie emisji metanu, zagospodarowanie obornika i gnojowicy, dodatkowy dochód dla gospodarstw. To są korzyści dla gospodarstw. Dlaczego mimo tego w Polsce działa tylko 209 biogazowni?

Marek Sawicki: Dlatego, że w Polsce mamy bardzo silny, silny dobrze zorganizowany lobbing zachodnich koncernów energetycznych: TotalEnergies, Shell, BP, które przygotowują się do przejęcia biosubstratu z polskich gospodarstw, a polscy urzędnicy szczebla centralnego i szczebla lokalnego są bardzo podatni na ten lobbing.

Dlatego jest jakaś dziwna niechęć do stworzenia programów finansowania inwestycji w gospodarstwach rolnych i budowy rozproszonych małych biogazowni rolniczych o mocy 0,5–1 MW, natomiast jest wielkie przyzwolenie i wielka atencja zarówno w administracji jak w samorządzie dla biogazowni o mocy powyżej 3 MW – wiadomo, że gdzie jest duża inwestycja, tam są duże pieniądze.

Przy okazji wszystkim się wydaje, że kwestia dowozu substratu do dużych biogazowni nie jest problemem. Mało tego, wszyscy projektujący tego typu inwestycje koszt dowozu biosubstratu pozostawiają po stronie rolnika wiedząc, że nadchodzi czas oznaczania śladu węglowego z gospodarstwa, i rolnik żeby sprzedać swoje produkty będzie musiał albo mieć zaświadczenie, że są one zeroemisyjne, albo uiścić opłatę emisyjną. Więc rolnik, żeby mieć to zaświadczenie, będzie musiał wozić swój obornik czy gnojowicę na odległość nawet kilkudziesięciu kilometrów.

PolitykaRolna.pl: Swego czasu postulował Pan, aby na rozwój biogazowni przeznaczyć część środków z KPO. Nie stało się tak, a jedną z głównych barier dla budowy instalacji są pieniądze. Jak to rozwiązać?

Marek Sawicki: Ja pół roku temu Narodowemu Funduszowi Ochrony Środowiska napisałem kompletny projekt finansowania małych biogazowni rolniczych. Dzisiaj Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska wspiera inwestycje w energię odnawialną zarówno w biogazie jak i w fotowoltaice na poziomie 65 procent dotacji i 35 procent kredytu preferencyjnego – czyli de facto każdy inwestor, który zgłosi się do NFOŚ i wytrzyma 3 lata przeglądu swojego projektu może dostać stuprocentowe finansowanie na swój projekt.

Natomiast ja proponuję żeby Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska z tego wielkiego tortu pieniędzy, którymi dysponuje wykroił część na tak zwany kredyt dla rolnika na wkład własny, nie więcej jak pięć milionów na 1 zadanie i nie więcej jak 20 procent wartości inwestycji. I ten kredyt na wkład własny – żeby rolnik mógł pójść do banku bez własnych środków i pozyskać resztę pieniędzy na finansowanie tego przedsięwzięcia – powinien być, jeśli inwestycja osiągnie zakładany cel energetyczny w ciągu dwóch lat w osiemdziesięciu procentach umorzony. Wtedy mamy dofinansowanie NFOŚ-u do takiego zadania na poziomie maksymalnie 17 procent, a nie tak jak w tej chwili 65 procent dotacji i jeszcze 35 procent kredytu preferencyjnego.

I nie ma zrozumienia, nikt nie może tego zrozumieć, że z trzech miliardów w ten sposób można zrobić inwestycje wielkości piętnastu miliardów złotych, a za piętnaście miliardów złotych dziś można wybudować minimum 1000 biogazowni do 1 MW mocy.

PolitykaRolna.pl: Swego czasu postulował Pan wydzielenie części środków z KPO na rozwój biogazowni. Tego postulatu też nikt nie zrealizował…

Marek Sawicki: Minister Pełczyńska–Nałęcz zwróciła 5,1 mld euro z KPO twierdząc, że minister Domański jej powiedział, że nie będziemy mieli pieniędzy na obsługę tej części kredytu. Tylko że pani Pełczyńska-Nałęcz nie wie, że choćby Polska nie wykorzystała ani centa z tych 34 mld euro zakontraktowanych w pożyczkowej części KPO, i tak do końca funkcjonowania tego projektu będzie ponosić koszty obsługi tej puli. Natomiast gdyby te środki trafiły dalej do beneficjentów w Polsce, zwracaliby oni kapitał pożyczki, a koszty jej obsługi pozostawałyby po stronie państwa.

Byłem u pani Pełczyńskiej-Nałęcz dwa razy. Rozmawiałem, tłumaczyłem, że te 5,1 mld euro, czyli ponad 20 mld zł, można było wykorzystać jako wkład własny dla rolników budujących biogazownie. Jeśli taki wkład stanowiłby najwyżej 20 procent wartości inwestycji, to działałby jak „dźwignia razy pięć”: z ponad 20 mld zł środków publicznych można byłoby uruchomić około 100 mld zł inwestycji.

A za sto miliardów złotych to my jesteśmy w stanie zbudować w Polsce przy tak masowej ilości biosubstratu i potrzeb energetycznych nie 1000 jak wspomniałem wcześniej, tylko przynajmniej siedem-osiem tysięcy biogazowni rolniczych.

PolitykaRolna.pl: W przyszłym budżecie UE środki na rolnictwo znajdą się w Planie Partnerstwa Krajowego i Regionalnego. Unia nie zrezygnowała z zielonego ładu w rolnictwie. Czy biogazownie rolnicze powinny mieć specjalne miejsce w PPKR na lata 2028–2034?

Marek Sawicki: Tak, powinny mieć, ale jestem przekonany, że specjalne miejsce znajdą tam biogazownie 3 MW+.

Bo cały czas mamy takie samo myślenie jak w latach 90., gdy sprzedawano ziemię popegeerowską – nie sprzedawano po kilka, kilkanaście hektarów, na które stać było przeciętnego rolnika indywidualnego, tylko sprzedawano w całości. Kogo było stać na kupienie gospodarstwa w całości? Bogatego. Średni i mały rolnik nie miał takich pieniędzy.

I teraz jest tak samo – żeby postawić biogazownię 3 MW+, trzeba wydać na wkład własny 20–30 mln zł, w zależności od tego, czy ma produkować prąd czy gaz. Rolnika mającego 200–300 krów czy 2–3 tysiące świń nie stać na to. Ale gdyby dostał kredyt preferencyjny na wkład własny i poszedł z nim do banku, a do tego miał zagwarantowaną cenę referencyjną na prąd i biogaz, to banki mające dziś nadpłynność finansową udzieliłyby mu reszty finansowania. Przy takich gwarancjach przychodów biogazownia rolnicza daje podstawę do bankowego finansowania, bo inwestycja zwraca się w perspektywie sześciu–ośmiu lat.

Rolnicy, którzy prowadzą rachunkowość, doskonale to wiedzą. Jak z nimi rozmawiam, to mówią: dajcie nam kredyt preferencyjny na wkład własny, a z resztą sobie poradzimy.

I dopóki tego nie zrozumieją w Ministerstwie Rolnictwa, w Ministerstwie Rozwoju i w Ministerstwie Środowiska, dopóty nie będziemy mogli tego realizować.

A tak jak powiedziałem, ja podejrzewam tu wielką zmowę, bo nie wierzę w głupotę. Podejrzewam wielką zmowę i silne pilnowanie tego rynku przez zewnętrzne koncerny, żeby wtedy, kiedy przyjdzie obowiązek oznaczania śladu węglowego, zintensyfikować inwestycje, dostać pozwolenia środowiskowe i ruszyć z dużym polem inwestycyjnym.

Ale nie zrobi tego Orlen, bo spółka BioEvolution od sześciu lat udaje, że coś robi. Płaci pracownikom duże pieniądze, ale de facto w tej sprawie nie dzieje się nic.

PolitykaRolna.pl: PSL ma rozwój biogazowni wśród swoich postulatów. Minister rolnictwa Stefan Krajewski uważa biogazownie rolnicze za element bezpieczeństwa energetycznego państwa, ponieważ to rozproszone i stabilne źródła energii. Ten argument powinien trafiać do przekonania polityków…

Marek Sawicki: Ma wpisane. Próbowałem o tym rozmawiać z ministrem rolnictwa Czesławem Siekierskim – brak zrozumienia. Mam nadzieję, że moja ostatnia rozmowa z Jarosławem Wiśniewskim (radca, Departament Rynków Rolnych i Transformacji Energetycznej Obszarów Wiejskich, Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi – red.) dała jakieś efekty, bo Stefan Krajewski oczywiście nie ma czasu.

Ministrowie są tak zajęci, że nie rozumieją, że gospodarstwa rolne w Polsce zajmująca się produkcją zwierzęcą, z przerobienia obornika, gnojówki, gnojowicy i odpadów paszowych mogą mieć nie mniejsze przychody, żeby nie powiedzieć zyski jak z samej produkcji zwierzęcej.

Ministrowie traktują obornik, gnojowicę jako potencjalny nawóz, natomiast nie widzą, o ile większą wartość ma poferment – a przy okazji uzyskuje się energię.

PolitykaRolna.pl: Panie Ministrze, czy brak biogazowni rolniczych to tylko stracona inwestycja, czy błąd strategiczny państwa?

Marek Sawicki: To jest błąd strategiczny. Rozmawiałem o tym także z ministrem obrony narodowej, bo w naszym systemie energetycznym mamy ogromny potencjał biosubstratowy. Przy minimalnych wyliczeniach, a są to jeszcze obliczenia z 2008 roku, prowadzone przy niższej produkcji rolnej, wychodzi około 8 mld m sześc. czystego biometanu.

Jeśli uwzględnimy biomasę komunalną, a także biomasę możliwą do wykorzystania z produkcji polowej w ramach nowych przepisów unijnych, to możemy mieć w Polsce nawet 12–14 mld m sześc. biometanu. Jeśli w szczytowych latach zużywamy około 19 mld m sześc. gazu ziemnego, a sami wydobywamy 4,5 mld m sześc., to dzięki polskiemu biometanowi możemy praktycznie wyjść na samowystarczalność w zakresie potrzeb gazownictwa.

Teraz zaczyna się rysować ciekawy projekt Ministerstwa Aktywów Państwowych i Banku PKO SA dotyczący ciepłownictwa dla średnich miast w Polsce. Mam nadzieję, że dojdzie do skutku. Chodzi o około 200 średnich miast, gdzie środki miałyby zostać skierowane na przebudowę ciepłowni, głównie węglowych, przejściowo na gaz ziemny, oczywiście z możliwością korzystania także z biogazu rolniczego.

Co ciekawe, te ciepłownie miejskie już dzisiaj mają turbiny, w których można spalać surowy biogaz rolniczy. Nie trzeba go oczyszczać. Żeby ciepłownia miejska mogła kupić biogaz rolniczy, wystarczy, żeby miał 60 proc. metanu, a biogaz z biogazowni rolniczych ma zwykle 65–69 proc.

To jest jakaś nadzieja. Wiążę z tym projektem nadzieję na to, że będziemy mogli budować w systemie rozproszonym biogazownie półmegawatowe. Należałoby podnieść próg biogazowni rolniczej z 0,5 MW do 1 MW i wtedy, mając dwa elementy: preferencyjny kredyt na wkład własny oraz zwolnienie z uzgodnień środowiskowych, jesteśmy w stanie w ciągu trzech lat zbudować w Polsce 10 tys. biogazowni.

PolitykaRolna.pl: Dziękuję za rozmowę

#FunduszePromocji

Privacy Preference Center