– „My nie wygramy z agroholdingami z Ukrainy czy z Mercosur skalą produkcji czy ceną – nie ma na to szans. Jeśli więc się nie zjednoczymy, nie stworzymy olbrzymich spółdzielni rolniczych, to Ukraina będzie dla nas zabójcza – mówi Jarosław Rzepa, poseł PSL, członek Komisji Rolnictwa Sejmu RP.

PolitykaRolna.pl: Panie Pośle, jest Pan przewodniczącym Podkomisji Stałej do spraw Monitoringu Wspólnej Polityki Rolnej Unii Europejskiej. Z jakimi najważniejszymi problemami dotyczącymi WPR mierzyła się dotąd podkomisja i co udało się osiągnąć?

Jarosław Rzepa: Myślę, że najważniejszym tematem naszych prac było analizowanie akcesji ukraińskiego rolnictwa do Unii Europejskiej. Wielu posłów, nawet z Komisji Rolnictwa, było zdumionych widząc, kto stoi biznesowo za ukraińskimi agroholdingami, jaki jest potencjał tych firm, biorąc pod uwagę choćby tylko gleby, jakie są kierunki eksportu ukraińskiej żywności, i jakie wynika z tego zagrożenie dla naszego rolnictwa.

Sądzę, że wieloma posłami te informacje mocno wstrząsnęły. Więc Ukraina to był i jest naprawdę ważny temat.

Drugą sprawą jest przyszła Wspólna Polityka Rolna, a właściwie jej wchłonięcie przez Plany Partnerstwa Krajowego i Regionalnego, czyli złączenie z projektami rozwoju regionalnego.

O ile sprawa pierwszego filara nie jest bardzo kontrowersyjna, bo on będzie wyodrębniony, to pozostaje pytanie, co z działaniami, które były wprost adresowane na obszary wiejskie a dziś nie wiadomo, kto będzie nimi zarządzał.  Te pieniądze były kierowane na modernizację rolnictwa, budowę silosów, obór, chlewni, a teraz mówi się, że miałby nimi zarządzać marszałek województwa… Nie wiem, czy ten lub inny marszałek nie będzie miał pokusy, żeby wesprzeć tymi pieniędzmi raczej miasta, niż wsie.

Nie wiemy nawet do końca, czy ARiMR będzie tu płatnikiem, czy nie – to nie zostało jednoznacznie powiedziane. Ja nie wyobrażam sobie innego modelu, ale ta wątpliwość nie została jeszcze rozwiana do końca przez minister funduszy i polityki regionalnej panią Pełczyńską–Nałęcz.

PolitykaRolna.pl: Prace w prowadzonej przez Pana podkomisji mają służyć także programowaniu rozwiązań dla rolnictwa właśnie w Planie Krajowym. Dlatego chciałbym zapytać o to, jak postrzega Pan znaczenie produkcji zwierzęcej w nowej Wspólnej Polityce Rolnej?

Jarosław Rzepa: Bezsprzecznie krajowa produkcja zwierzęca jest niezbędna jako element bezpieczeństwa żywnościowego – i jestem bezwzględnie przekonany, że nie powinniśmy ulegać żadnym ekoszantażom i propozycjom ograniczania tej produkcji.

Jest też niezwykle istotna jako element bilansowania nadwyżek zbóż – to jest dziś poważny problem rolników. Produkujemy zboża głównie paszowe, do niedawna były one konsumowane przez dużą liczbę trzody chlewnej, a dziś, gdy z eksportera wieprzowiny staliśmy się importerem, powstaje nadwyżka na rynku krajowym, z którą nie ma co zrobić.

Powinniśmy też na produkcję zwierzęcą patrzeć też pod kątem produkcji energii w biogazowniach, gdzie zasadniczą częścią wkładu są odchody zwierzęce, oraz pod kątem produkcji ekologicznego nawozu, czyli pofermentu. Warto też pamiętać, że bez produkcji zwierzęcej nasze starania o poprawienie jakości gleb, zwiększaniu bioróżnorodności, będą przynajmniej bardzo utrudnione, o ile nie bezcelowe.

Musimy więc chronić produkcję zwierzęcą i ją wspierać, szczególnie w sytuacji presji importu z Mercosur.

PolitykaRolna.pl: Sektor wołowiny uważa, że odpowiedzią na tę presję jest jakościowa, certyfikowana produkcja bydła mięsnego. Czy w pracach nad programowaniem WPR podkomisja bierze pod uwagę plan wzmocnienia takiej produkcji poprzez zachęty finansowe i ułatwienia regulacyjne?

Jarosław Rzepa: Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że dziś jedynym sektorem polskiego rolnictwa, który radzi sobie cenowo jest wołowina. Sektor drobiu poddawany jest różnym presjom, ale tu pomaga ogromna skala produkcji.

Natomiast ogromny problem ma trzoda chlewna i widzę pilną potrzebę wsparcia odbudowy pogłowia świń. Jestem przekonany, że musimy zdecydowanie zadeklarować – jako państwo – że chcemy mieć np. 15 mln sztuk trzody i wykładamy na to pieniądze i dbamy od strony prawnej, regulacyjnej, żeby sektor do tego celu stabilnie dążył.

W miarę przyzwoita jest sytuacja sektora mleczarskiego. Oczywiście, dziś można powiedzieć, że w większości spółdzielni mleczarskich cena spadła poniżej dwóch złotych za litr, ale jest to sektor, który powinien być wzorem dla innych sektorów rolnictwa, jak się organizować w spółdzielnie i nie tylko eksportować, ale też chronić dostęp do własnego rynku.

A taka siła wewnętrzna sektora jest dziś bardzo potrzebna, bo Unia przyjęła bardzo niebezpieczny, moim zdaniem, kierunek, serwując nam co roku kolejną umowę handlową otwierającą rynek na import.

PolitykaRolna.pl: W nowej WPR wsparcie organizowania się rolników w spółdzielnie ma zostać wzmocnione, żeby rolnicy mieli silniejszą pozycję. Tymczasem w Polsce spółdzielnie są dyskryminowane – co stwierdza prezes Krajowego Związku Rolniczych Spółdzielni w wywiadzie dla naszego portalu. Czy podkomisja, którą Pan kieruje, widzi ten problem i zaproponuje rozwiązania?

Jarosław Rzepa: Podkomisja akurat tym tematem bezpośrednio się nie zajmuje, natomiast ja na Komisji Rolnictwa wielokrotnie artykułuję, że nasze rolnictwo, choć bardzo się rozwinęło przez ostatnie 22 lata, nie odrobiło jednej podstawowej lekcji przez co znajduje się w sytuacji niebezpiecznej.

Tą lekcją jest organizowanie się rolników w spółdzielnie rolnicze czy grupy producenckie, nie tylko po to, żeby łatwiej było produkować surowiec, ale też po to, żeby przechodzić na przetwórstwo produktów z gospodarstwa. Jeśli polscy rolnicy nie przestaną opierać swojego losu na sprzedaży półproduktu, no to słabo to widzę.

My nie wygramy z agroholdingami z Ukrainy czy z Mercosur skalą produkcji czy ceną – nie ma na to szans. Jeśli więc się nie zjednoczymy, nie stworzymy olbrzymich spółdzielni rolniczych, to Ukraina będzie dla nas zabójcza.

Mamy problem z pogłowiem trzody chlewnej i importujemy warchlaki z Danii – z kraju, w którym firma Danish Crown, specjalizująca się w trzodzie chlewnej i bydle, to spółdzielnia rolnicza zrzeszająca prawie 5 tys. rolników. Bo to jest spółdzielnia rolnicza, nie „normalna firma”.

Więc wracając do pytania – oczywiście, państwo polskie musi zacząć mocno wspierać organizowanie się rolników w spółdzielnie. I zacząć usuwać bariery prawne, które zniechęcają do tego organizowania się. Jeśli to się nie stanie, nasze rolnictwo przegra w starciu z Ukrainą.

PolitykaRolna.pl: Panie Pośle, skoro sektor wołowiny jest najbardziej dziś opłacalnym sektorem polskiego rolnictwa, opierającym się nie na niskiej cenie produktu, ale na specjalizacji i jakości, czy nie warto zredefiniować polskiego rolnictwa, przekierować je z produkcji roślinnej na produkcję bydła mięsnego? Wprowadzając oczywiście w Planie Krajowym odpowiednie zachęty i wsparcie finansowe?

Jarosław Rzepa: Na pewno państwo powinno mieć jakąś przemyślaną strategię reakcji na konkurencję ze strony importu, ale też na obecność rolnictwa ukraińskiego w Unii Europejskiej. Strategicznym celem mogłoby być np. zorganizowanie wszystkich, a przynajmniej większości, rolników w spółdzielniach rolniczych.

Rolnicy muszą mieć takie mechanizmy wsparcia, żeby wiedzieć, że konkretne działanie im się w jakiś sposób opłaca – bo dopłaty, zachęty, gwarancje. Ale też brak przeszkód, brak dyskryminacji, jasne prawodawstwo.

Mówiąc wprost – państwo musi rolników popychać w kierunku jakiegoś działania, bo rolnicy sami z siebie tego nie zrobią. Bo np. boją się, że jeśli wejdą do spółdzielni, to stracą gospodarstwo – tak jak kiedyś bali się, że gdy Polska wejdzie do Unii, to przestanie być Polską.

W polskiej mentalności działanie razem to jest coś nienaturalnego, nie jest to coś, co wyssaliśmy z mlekiem matki. Dlatego rolników musimy przekonywać do tego, że np. bardziej opłaca im się kupić kombajn w czterech, nawozy, paliwo, zatrudnić księgowego w czterech, niż w pojedynkę.

To jest odpowiedzialność państwa. Ale taka strategia działania być musi, bo przegramy.

PolitykaRolna.pl: Kto ma odpowiadać za taką strategię? Pieniądze w nowej perspektywie finansowej UE znajdą się w Planach Krajowych, w Polsce zarządzać tym planem ma Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej. Ale działa też międzyresortowa Grupy Robocza ds. Programowania Wspólnej Polityki Rolnej. Ale WPR to z definicji rolnictwo – i Pan jest przewodniczącym podkomisji w Komisji Rolnictwa, która też ma monitorować nową WPR. Czy to nie jest rozmycie kompetencji, które zamiast strategii zrodzi chaos?

Jarosław Rzepa: Mam obawy co do tego. Jeśli różne instytucje, różne ministerstwa będą decydować, na co mają iść pieniądze przeznaczone do tej pory na rolnictwo, to trudno wyrokować, jak zostanie zabezpieczony interes rolnictwa, interesy gmin wiejskich.

Dlatego musimy zadać konkretne pytania: co ze świetlicami wiejskimi, placami, wsparciem kół gospodyń wiejskich, remiz strażackich? To wszystko było kiedyś w drugim filarze, dziś to jest ogólnie w finansowaniu polityki spójności – ale jak ona będzie kształtowana? Tego nie wiemy. Teoretycznie wpływ na to ma mieć marszałek województwa – ale czy to spowoduje większe wsparcie rozwoju regionalnego rolnictwa, choćby np. przez wsparcie lokalnego przetwórstwa żywności i produktów chronionych oznaczeniem geograficznym?

Czy będzie tak, że środki pójdą na miasta, które będą się coraz bardziej obudowywały dzielnicami domów jednorodzinnych, a wieś będzie się nie tylko wyludniać, ale też będzie coraz bardziej pozbawiana nowoczesnych możliwości?

Dziś większość radnych w gminach wiejskich nie jest rolnikami – czy ci radni będą chcieli przeznaczyć środki na rolnictwo, czy na coś niezwiązanego z rolnictwem, a może nawet wręcz blokującego rolnictwo?

Osobiście bardzo się boję, że przy braku dwufilarowości polska wieś straci bardzo dużo. Uważam, że trzeba na wszelkie sposoby przekonywać komisarza Hansena, że tak koncepcja WPR nie jest dobra, że te środki powinny być wydzielone do dyspozycji Ministerstwa Rolnictwa, jak do tej pory.

PolitykaRolna.pl: Czy przed zmianą warunków funkcjonowania Wspólnej Polityki Rolnej interesów polskiego rolnictwa nie powinna zabezpieczyć wystarczająco ustawa o ochronie produkcyjnej funkcji wsi?

Jarosław Rzepa: Ta ustawa musi być przyjęta jak najszybciej, aby uchronić rolników, szczególnie zajmujących się produkcją zwierzęcą, przed wypychaniem z polskiej wsi.

To jest oczywiście kuriozalne, że ludzie, którzy wprowadzają się do kogoś, żądają prawa decydowania o tym, jak ma żyć gospodarz. A tak jest w przypadku nowych mieszkańców wsi, którzy uważają, że skoro kupili na wsi działkę i postawili dom, to od teraz ta wieś jest bardziej ich, niż tych, którzy mieszkają tam z dziada pradziada.

Równie absurdalne jest to, że ci nowi mieszkańcy sprzeciwiają się produkcji żywności. Wydaje się, że w normalnym państwie nie powinno się w ogóle prowadzić dyskusji na temat tego, czy rolnik ma prawo czy nie ma prawa produkować żywność.

Więc oczywiście, ustawa o ochronie polskiej wsi być musi, ale niezależnie od tego musimy starać się doprecyzować jak najwięcej spraw do nowej WPR i skrupulatnie to wszystko monitorować.

PolitykaRolna.pl: Dziękuję za rozmowę

#FunduszePromocji

Privacy Preference Center