Blokada budowy nowoczesnej fermy bydła mlecznego w Bądkach, opisana przez Dorotę Kolasińską w topagrar.pl to przykład mechanizmu, który systemowo pozbawia Polskę możliwości wytwarzania własnej żywności. To uderzenie w suwerenność Polski.

Nowoczesna obora mleczna z ciągnikiem
Nie będzie pieniędzy dla gminy

W Bądkach miała powstać nowoczesna obora dla bydła mlecznego – profesjonalna ferma spełniająca unijne wymogi dobrostanu, bezpieczeństwa żywności, ochrony środowiska i nadzoru weterynaryjnego. Ta obora miała być nie tylko miejscem utrzymania krów dających mleko – miała być także miejscem, w którym rozwijano by nowoczesne technologie we współpracy z instytutami naukowymi, szkolono by kadry uczniów szkół rolniczych, prezentowano nowoczesne technologie agrotechniczne.

Ta obora przynosiłaby podatki dla gminy – z tych podatków finansowano by szkołę, ośrodek zdrowia, dom kultury, ochotniczą straż pożarną, drogi gminne itp. itd. Dawałaby miejsca pracy – pracownicy zostawaliby w gminie, w której się urodzili i wychowali, zakładaliby tam rodziny, działali dla niej.

Ale budowa nowoczesnej obory w Bądkach została zablokowana. Dlaczego? Bo tak.

„Czysta gmina” – czyli rolnicy są brudni?

Budowę tej obory zablokowały protesty mieszkańców i organizacji „Czyste Bądki”. Celem tych działań ma być wpisanie do planu ogólnego gminy zakazu, który „kategorycznie wykluczy możliwość jakiejkolwiek zabudowy inwentarskiej” tam, gdzie miała powstać obora. Wiejskiej gminy, dodajmy. Wiejskiej, czyli rolniczej.

W artykule „Ferma w Bądkach z odmową. Teraz o inwestycji zdecyduje SKO” napisanym przez Dorotę Kolasińską czytamy:

„W niemal każdym przypadku protestujący podnoszą identyczny zestaw obaw: odór, hałas, wzmożony ruch ciężkich pojazdów, zagrożenie dla wód gruntowych oraz spadek wartości działek. (…) Mechanizm blokowania stał się powtarzalny: jeśli inwestycji nie uda się zatrzymać na etapie decyzji środowiskowej, nacisk przenosi się na poziom planowania przestrzennego, czyli blokowanie inwestycji poprzez plany ogólne gmin. W Bądkach współpracujący ze stowarzyszeniem prawnik otwarcie zadeklarował, że w razie niepowodzenia w SKO, ostateczna blokada nastąpi właśnie poprzez odpowiednie zapisy w nowym planie ogólnym gminy”.

Jeśli odrzeć ten zestaw „obaw” z pozorów troski o wieś, widać jedno: protestujący żądają, by na wsi, w której zamieszkali, nie było rolnictwa. Fakt, że zamieszkali na wsi, czyli miejscu prowadzenia produkcji rolnej, nie ma znaczenia. Znaczące jest też, że protestujący wysuwają zawsze argument, że chcą wsi „czystej” – czy to znaczy, że wprowadzili się do wsi brudnej, albo że rolnicy są brudni?

Świat z obrazka vs rzeczywistość

W Bądkach zderzyły się dwa światy: pierwszy świat jest światem wygody, mitu raju, myślenia życzeniowego, kontaminacji przekazów organizacji antyhodowlanych i filmów o życiu właścicieli ziemskich. W tym świecie nie ma brudu, potu, mleko pochodzi ze sklepu, ser z lodówki, wołowina z restauracji.

Drugi świat jest światem realizmu: tu mleko dają krowy, które muszą gdzieś stać, ktoś musi je karmić, leczyć, doić, pilnować dobrostanu, wywozić obornik, zamawiać paszę, płacić ludziom, spłacać kredyt i utrzymać produkcję w standardach, które Unia Europejska sama uznaje za jedne z najwyższych na świecie.

Pierwszy świat jest zamieszkany przez potomków chłopów, którzy w drugim zazwyczaj pokoleniu emigrantów wracają na wieś, by tam wąchać woń kwiatów, patrzeć na mgłę unoszącą się nad pastwiskami i cieszyć się spokojem po całym tygodniu zasuwania w korporacjach.

Drugi jest zamieszkany przez rolników – ludzi mieszkających na wsi od pokoleń, którzy utrzymali swoje gospodarstwa pomimo zaborów, wojen, komuny, przymusowych kontyngentów, reform i regulacji. Ci ludzie wiedzą, że żywność pochodzenia zwierzęcego jest potrzebna do życia. Nie jest barbarzyńskim reliktem przeszłości, dodatkiem do diety, czymś, co można zastąpić roślinami.

ONZ i Parlament Europejski o produkcji zwierzęcej

Światopogląd rolników nie jest światopoglądem ludzi „starych, niewykształconych, z małych wsi” – to jest światopogląd jak najbardziej nowoczesny i europejski. Dowodem jest rezolucja Parlamentu Europejskiego w sprawie unijnego sektora produkcji zwierzęcej przyjęta 30 kwietnia 2026 r. W tej rezolucji Parlament powołuje się na sprawozdanie Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) z 2023 r. pt. »Contribution of terrestrial animal source foods to healthy diets for improved nutrition and health outcomes« (Wkład żywności pochodzenia zwierzęcego w zdrową dietę z myślą o poprawie odżywiania i skutkach dla zdrowia).

FAO podkreśla, że żywność pochodzenia zwierzęcego, dostarczająca wysokiej jakości białko i niezbędne mikroskładniki odżywcze, „ma zasadnicze znaczenie dla dzieci, nastolatków, kobiet w ciąży i karmiących piersią, kobiet w wieku rozrodczym, osób starszych i osób z chorobami przewlekłymi i może być trudna do zastąpienia substytutami roślinnymi”.

Chów zwierząt warunkiem życia ludzi

Parlament stwierdza, że chów zwierząt, zwłaszcza w małych i średnich gospodarstwach, „ma zasadnicze znaczenie dla społeczno-gospodarczej żywotności obszarów wiejskich”, będąc w wielu regionach jedyną opłacalną działalnością, dzięki czemu ludzie nie emigrują z tych regionów „za chlebem”.

Paradoksalnie właśnie na gęsto zaludnionych obszarach produkcja zwierzęca jest niezwykle potrzebna i istotna – i Parlament mówi tu nie tylko o oborach, chlewniach i kurnikach, ale też o lokalnych rzeźniach.

W rezolucji czytamy: „zrównoważony rozwój regionalny można wzmocnić przez utrzymanie liczby gospodarstw i lokalnej infrastruktury, takiej jak rzeźnie, wytwórnie pasz i zakłady przetwórcze” – czyli przez wszystko to, co wiąże się ze „wzmożonym ruchem pojazdów” i „hałasem”, tak nie chcianym przez nowych mieszkańców wsi.

Rolnictwo utrzymuje miliony ludzi

Polskie rolnictwo opiera się na produkcji zbóż paszowych – czyli zbóż przeznaczonych do żywienia zwierząt. To oznacza wzajemną ścisłą zależność gospodarstw uprawiających rośliny od gospodarstw utrzymujących zwierzęta.

Jeśli z tego łańcucha wyrywa się ogniwo produkcji zwierzęcej, łańcuch się rwie. Polskie rolnictwo zapada się pod ciężarem braku opłacalności, i pociąga za sobą wszystkie przedsiębiorstwa związane z gospodarstwami – skupy, przetwórnie, wytwórnie pasz, zakłady nawozowe, producentów i sprzedawców maszyn itd. Bez tych wszystkich podmiotów tracą sens uczelnie rolnicze, agencje obsługujące rolnictwo, inspekcje, instytucje. To jest utrata miejsc pracy milionów ludzi – nie tylko rolników.

To jedna strona medalu. Druga to pieniądze, z których żyje także ta sama wieś, której mieszkańcy protestują przeciwko nowoczesnemu rolnictwu. Sektor związany z rolnictwem to ok. 13 proc. polskiego PKB – wartość rzędu 500–550 mld zł rocznie. Gdy pracują gospodarstwa, mleczarnie, masarnie, firmy paszowe, transport, handel i usługi, zarabiają ludzie, firmy i samorządy. Są podatki, pensje, zamówienia, lokalne sklepy, szkoły, drogi, ośrodki zdrowia, straże pożarne i pieniądze zostające w regionie. Korzysta z tego również mieszkaniec, który protestuje przeciwko oborze: jedzie gminną drogą, posyła dziecko do szkoły, korzysta z lekarza, sklepu, usług i bezpieczeństwa, które nie biorą się z samego faktu, że kupił działkę na wsi. Takiej gospodarczej masy nie zastąpią domy z widokiem na łąkę ani PIT z etatów w korporacjach.

Polska może wyżywić Europę

W Unii Europejskiej rolnictwo upada – większość rolników ma ok. 60 lat i nie ma następców. Jedynie w Polsce 21% właścicieli gospodarstw ma poniżej 40 lat – komisarz UE ds. rolnictwa Christophe Hansen przyjechał do Polski, żeby dowiedzieć się, jak to się dzieje:

– W Unii Europejskiej mniej niż 12% rolników ma mniej niż 40 lat, a średni wiek naszych rolników to ponad 57 lat. Tutaj, w Polsce, macie 21%, czyli prawie dwa razy więcej niż średnia. W rzeczywistości 25% młodych rolników w Unii Europejskiej to Polacy. Coś robicie dobrze i muszę się nauczyć, co robicie dobrze – mówił Christophe Hansen podczas pobytu w Polsce 18 czerwca 2026 r.

Polska jest też w UE liderem w produkcji zwierzęcej. W 2025 r. polski eksport rolno-spożywczy osiągnął rekordowe 58,4 mld euro, a największą kategorią w tej sprzedaży były „mięso, przetwory mięsne i żywiec” — 12,8 mld euro, czyli 22 proc. całego eksportu rolno-spożywczego. W tej grupie same produkty wołowe i cielęce dały blisko 3,6 mld euro, a polska wołowina trafia dziś do ponad 70 krajów świata; około 80 proc. krajowej produkcji wołowiny idzie na rynki zagraniczne.

Blokada obory to blokada Polski

Polskie rolnictwo, dające możliwość działania całemu sektorowi rolno–spożywczemu, jest kołem zamachowym polskiej gospodarki i ogromną szansą na zbudowanie wyjątkowej pozycji Polski w globalnej gospodarce. Jerzy Wierzbicki, przewodniczący Grupy Roboczej „Promocja” Copa-Cogeca, wiceprzewodniczący Rady Federacji Branżowych Związków Producentów Rolnych, przewodniczący Rady Sektora Wołowiny, Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny, prezes Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego, powiedział podczas XII Forum Wołowiny, że dla Polski rolnictwo jest tym, czym dla Niemiec przemysł motoryzacyjny.

– „I nie powinniśmy się tego wstydzić, ponieważ nasze rolnictwo jest oparte na najnowocześniejszych technologiach i samo w sobie jest motorem rozwoju tych technologii” – dodał w komentarzu do tych słów Jacek Zarzecki, wiceprzewodniczący Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny.

Dlatego blokada nowoczesnej obory nie może być postrzegana jako decyzja wolnych obywateli w demokratycznym państwie, broniących swojej wolności w miejscu, które wybrali do życia. Jest blokadą Polski, bo uderza w podstawy rozwoju państwa.

Jest też uderzeniem w interes wszystkich Polaków – bo jest blokadą polskiej produkcji żywności, a bez własnej żywności nie przetrwa żadne państwo.

#FunduszePromocji

Privacy Preference Center