Wieloletnia presja na chów zwierząt przyniosła efekt w postaci powszechnego przekonania, że krowa, świnia czy kura mają prawo być „szczęśliwe”. Wprowadzono przepisy dobrostanowe, ale presja na rolników rośnie. Niebawem potrzebny będzie dobrostan w najwyższych parametrach – albo taki profil gospodarstwa, który pozwoli go osiągnąć.

Krowa z cielakiem w gospodarstwie
Dobrostan zwierząt – pomysł z lat 60. XX w.

Dzisiejsze przepisy dobrostanowe wyrastają z brytyjskiej debaty z lat 60., kiedy książka Ruth Harrison „Animal Machines” uruchomiła publiczną dyskusję o intensywnym chowie zwierząt. W jej efekcie w roku 1976 w UE przyjęto konwencję o ochronie zwierząt gospodarskich.  Polska, wchodząc do UE, weszła więc w system, który na Zachodzie budowano od dekad.

Przepisy te modyfikowano i radykalizowano, dążąc do tego, aby zwierzęta żyły w jak najlepszych dla siebie warunkach. I tak np. bydło musi mieć stały dostęp do wody, paszy, miejsce do położenia się i wstania, suche, czyste i wygodne legowisko; budynek, w którym przebywa, musi zapewniać odpowiednie powietrze, temperaturę, wilgotność i światło. Cieląt nie wolno utrzymywać na uwięzi poza krótkim czasem karmienia, a po 8. tygodniu życia nie wolno ich trzymać w pojedynczych boksach (poza wyjątkami przewidzianymi w prawie).

To jest minimum. Presja na produkcję zwierzęcą wciąż jednak rośnie, a celem jest możliwość „realizowania przez zwierzę naturalnych potrzeb” – cokolwiek to znaczy.

Hodowla równa się dobrostan

Dziś już nie da się oddzielić produkcji zwierzęcej od dobrostanu zwierząt. Pokazała to dyskusja podczas posiedzenia sejmowej podkomisji ds. dobrostanu zwierząt gospodarskich która odbyła się 8 czerwca 2026 r. Formalnie tematem była strategia rozwoju produkcji zwierzęcej w Polsce, jednak zamiast o strategii, rozmawiano głównie o naturalnych potrzebach zwierząt, wielkich fermach, zapachach, biogazowniach i prawach nowych mieszkańców wsi do obrony przed uciążliwościami produkcji zwierzęcej. W efekcie przedstawiciele organizacji rolniczych tłumaczyli aktywistom, że dobrostan jest realizowany w praktyce, i to głównie w dużych gospodarstwach:

– „Prowadzimy ocenę wartości użytkowej w około 16 tysiącach gospodarstw. U nas średnie gospodarstwo to około 46 sztuk. Jeżeli chodzi o krowy mleczne, średnie gospodarstwo w Polsce to między 11–12 sztuk. 60% gospodarstw w Polsce to są gospodarstwa, które utrzymują do 9 sztuk krów mlecznych. Ponad 60% hodowców trzyma krowy na uwięzi, ale to są hodowcy mali. Duże gospodarstwa, które trzymają od 60 powyżej 100 krów, to są już gospodarstwa wolnostanowiskowe. Krowy mają swobodę poruszania się” – mówiła Dorota Grabarczyk z Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka.

Dobrostan zwierząt kosztuje

Kontrast pomiędzy dużymi i małymi gospodarstwami w zakresie dobrostanu wynika głównie z możliwości finansowych. Wyjaśniała to Urszula Sołtysiak z Polskiej Izby Żywności Ekologicznej:

– „Owszem, mamy jeszcze duży odsetek gospodarstw, w których bydło utrzymywane jest na uwięzi. Ale z czego to wynika? Ze starych budynków gospodarskich. Tam często nie da się tego zrobić inaczej. To są obory stanowiskowe, odziedziczone po poprzednich pokoleniach, budowane w zupełnie innych warunkach. Ile takich budynków jest choćby na Dolnym Śląsku? One jeszcze stoją, bo czas ich nie zawalił. Takie były, takie zostały. Nowych obór uwięziowych już się dziś nie buduje”.

To zdanie prowadzi do najważniejszego pytania dla gospodarstw utrzymujących bydło: co zrobić, jeśli nie da się już przejść do poziomu, który będzie decydować o przyszłości produkcji? Odpowiedzią nie musi być modernizacja starej obory. Tam, gdzie są pastwiska, trwałe użytki zielone, wiedza i doświadczenie w pracy ze zwierzętami, bardziej realne może być przejście z produkcji mlecznej na bydło mięsne.

Nie remont, lecz zmiana profilu

Bydło mięsne pozwala wykorzystać zasoby, które w małym gospodarstwie często już są: ziemię, budynki, wiedzę hodowcy i możliwość utrzymywania zwierząt w systemie bliższym oczekiwaniom dobrostanowym.

Taka zmiana umożliwia wykorzystanie doświadczenia do nowych warunków rosnącej presji społecznej. Skoro nowi mieszkańcy, dominujący we wsi, nie są w stanie zaakceptować bydła na uwięzi, ale akceptują wypas, swobodę ruchu i produkcję w systemie jakości, to gospodarstwo nie powinno bronić za wszelką cenę modelu, który coraz trudniej będzie pokazać jako nowoczesny i akceptowalny. Powinno wybrać taki kierunek, w którym dobrostan nie będzie tylko kosztem modernizacji, ale stanie się podstawą produkcji.

W przypadku bydła mięsnego ta logika jest szczególnie czytelna. Zwierzęta mogą być utrzymywane z wykorzystaniem pastwisk, gospodarstwo łatwiej wpisuje się w oczekiwania społeczne, a jednocześnie rolnik nie tylko nie rezygnuje z produkcji, ale przechodzi do sektora, który może budować wartość nie ceną, ale jakością.

Wołowina daje wybór

Bydło mięsne nie wymaga od razu wejścia w dużą skalę produkcji. Gospodarstwo może zacząć od małego stada i sprzedaży bezpośredniej w RHD, czyli od modelu, w którym rolnik nie oddaje całej wartości pośrednikom, lecz sam sprzedaje mięso klientowi. To model szczególnie korzystny tam, gdzie wieś zapełniła się nowymi mieszkańcami. Mogą oni nie akceptować zapachu ze starej obory, ale chętnie kupią lokalną wołowinę, jeśli zobaczą jakość, pochodzenie i sposób produkcji.

Przykładem są producenci bydła mięsnego, którzy opowiadają swoją historię w wywiadach udzielonych naszemu portalowi. Korzystając z usług uboju bydła i rozbioru tusz, bazując na znajomościach i poleceniach, ale też na reklamie w social mediach, często sprzedają całe mięso z gospodarstwa bezpośrednio klientom detalicznym.

Hodowlę i sprzedaż wspiera system jakości QMP, którego certyfikat jest dokumentem potwierdzającym produkcję w najwyższych standardach jakości.

QMP otwiera także drzwi do zakładów mięsnych – już dziś przedstawiciele zakładów mówią, że preferują w zakupach wołowinę z tym certyfikatem. Osiem kluczowych zakładów rozpoczęło też tworzenie marki „Polska Wołowina”, której fundamentem jest QMP, produkcja niskoemisyjna i ocena kulinarna mięsa.

Nie czekać na koniec starego modelu

Najgorszą decyzją byłoby dziś czekać, aż zmiana zostanie wymuszona przez przepisy, sąsiadów albo rynek. Czasy są takie, że produkcji zwierzęcej coraz trudniej bronić samą zgodnością z prawem, ale zdecydowanie łatwiej wykazując najwyższy dobrostan potwierdzony certyfikatem i niską emisyjność produkcji.

Nie każde gospodarstwo udźwignie modernizację starej obory. Ale to nie znaczy, że musi wyjść z produkcji zwierzęcej. Tam, gdzie są pastwiska, trwałe użytki zielone i doświadczenie w pracy z bydłem, można szukać innej drogi: bydła mięsnego, sprzedaży bezpośredniej, RHD i QMP.

To nie jest cofnięcie się z produkcji. To wybór modelu, który ma przed sobą rynek. Polska nie wygra najtańszą wołowiną z Ameryki Południowej, Ukrainy czy Australii. Może wygrać wołowiną jakościową – z dobrostanem, certyfikatem, niskoemisyjnością, oceną kulinarną i marką „Polska Wołowina”.

#FunduszePromocji

Privacy Preference Center