– Nie wygramy konkurencji z Ukrainą, Rosją, Ameryką Południową czy Ameryką Północną skalą produkcji pojedynczych gospodarstw, nawet gdybyśmy próbowali pójść drogą oligarchizacji. Naszą realną szansą jest droga, którą przeszła Europa Zachodnia – organizowanie mniejszych rolników w silne struktury gospodarcze – mówi Łukasz Zbonikowski, prezes Krajowego Związku Rewizyjnego Rolniczych Spółdzielni Produkcyjnych.

PolitykaRolna: Panie Prezesie, raport „Polska wieś 2026” pokazuje, że polskie rolnictwo jest dziś w trudnym położeniu. Polskie rolnictwo to wciąż przede wszystkim indywidualne gospodarstwa, prowadzone samodzielnie przez rolników – czy z perspektywy Związku Spółdzielni Rolniczych można powiedzieć, że właśnie ta indywidualność stała się jedną z przyczyn problemów polskiego rolnictwa?
Łukasz Zbonikowski: Indywidualność polskiego rolnika, jego pracowitość, przedsiębiorczość i przywiązanie do ziemi są ogromną wartością, której nie wolno ani lekceważyć, ani podważać. Ale indywidualność źle pojmowana, niewłaściwie ukierunkowana, rozumiana jako konieczność działania w pojedynkę, powoduje, że ta energia polskiego rolnika zmienia się w parę, która idzie w gwizdek.
Widzimy przecież, że polskie gospodarstwa mają kłopoty. Rolnik pracuje, inwestuje, podejmuje ryzyko, ale jest sam wobec kosztów, administracji, odbiorców i konkurencji.
Polskie przeciętne gospodarstwo ma około 11 hektarów. Takie gospodarstwo może być bardzo dobrze prowadzone, może być rodzinne, pracowite i odpowiedzialne, a i tak nie będzie przynosiło zysku, nie ma szans konkurować na rynku globalnym. Jeśli chce utrzymać się na towarowym rynku globalnej konkurencji – nie da rady. Samotnie gospodarstwo 11 hektarowe nie zbuduje pozycji pozwalającej na negocjacje z kupcami operującymi w skali globalnej. Pewnie, jeśli odnajdzie swoją niszę w wytwarzaniu żywności premium i sprzedaży bezpośredniej, może być opłacalne ale to nigdy nie będzie recepta dla całej branży tylko dla jakiegoś ułamka.
Na Zachodzie zrozumiano to już lata temu – dziś w krajach takich jak Dania, Niemcy, Francja, Włochy, rolnicy w większości, a często nawet w 100 procentach, są zrzeszeni w spółdzielniach i grupach produkcyjnych. I nie oznacza to, że przestali być właścicielami swoich gospodarstw indywidualnych. Przeciwnie – przynależność do wspólnoty gospodarczej jest tam traktowana jako dowód racjonalności ekonomicznej.
PolitykaRolna: Wielu polskich rolników uważa właśnie, że w spółdzielni traci się podmiotowość…
Łukasz Zbonikowski: Spółdzielnia nie jest zaprzeczeniem gospodarstwa rodzinnego ani indywidualnej pracy rolnika. Jest narzędziem, które ma temu gospodarstwu służyć. Przedsiębiorcy łączą kapitał w spółki, a rolnicy w spółdzielnie – ale spółdzielnia to przede wszystkim zrzeszenie ludzi, nie kapitału. W przeciwieństwie do spółki, w spółdzielni każdy właściciel gospodarstwa ma głos, który waży tyle samo, niezależnie od wielkości włożonego do spółdzielni kapitału i wielkości gospodarstwa. Dzięki temu rolnik nie traci swojej podmiotowości, natomiast zyskuje skalę działania, lepszą organizację i większe bezpieczeństwo finansowe.
Powtórzę – dzięki organizacji rolnictwo na Zachodzie wciąż ma większą siłę niż w Polsce. Tymczasem u nas faworyzuje się przesadnie małe, indywidualne gospodarstwa, natomiast faktycznie dyskryminuje spółdzielczość rolniczą, wprowadzając limity dopłat, dofinansowań z programów wsparcia, tworząc przeróżne bariery administracyjne.
To jest sprzeczne z elementarną logiką gospodarczą. Rolnik indywidualny nie jest silniejszy na wspólnym rynku UE, a tym bardziej na rynku globalnym. Jest bardziej samotny.
PolitykaRolna: Nowa wspólna polityka rolna ma, zgodnie z Wizją dla rolnictwa i żywności UE, promować przede wszystkim rolników aktywnych, działających zgodnie z wymogami środowiskowymi. W Polsce rolnik aktywny to rolnik indywidualnie prowadzący gospodarstwo – nie mówi się o rolnikach zjednoczonych w spółdzielniach. Czy to właściwe podejście?
Łukasz Zbonikowski: Rolnik działający w spółdzielni jest rolnikiem aktywnym w pełnym znaczeniu tego słowa. Bardzo często jest to rolnik szczególnie aktywny, ponieważ nie ogranicza się wyłącznie do prowadzenia produkcji, ale uczestniczy także w organizowaniu rynku, wspólnych inwestycjach, sprzedaży, planowaniu i budowaniu silniejszej pozycji wobec odbiorców.
Jeżeli rolnicy się zrzeszają, to nie działają przeciwko państwu ani przeciwko gospodarce. Przeciwnie – ułatwiają prowadzenie racjonalnej polityki rolnej, wzmacniają polską gospodarkę i zmniejszają własną zależność od doraźnej pomocy publicznej. Nieuznawanie tego faktu, narzucanie spółdzielniom rolniczym przeróżnych ograniczeń, utrudnianie dostępu do środków finansowych, jest irracjonalne.
Jeżeli rolnik chce działać samodzielnie, ma do tego prawo. Ale jeżeli jest gotów współpracować z sąsiadami, wspólnie inwestować, produkować i sprzedawać, państwo powinno traktować to jako wartość. Za taką postawę powinien być bonus, a nie kara. A u nas jest odwrotnie – narzuca się limity, progi, piętrzy trudności w dostępie do programów. Spółdzielnia zwiększa potencjał ekonomiczny gospodarstw, stabilizuje produkcję i tworzy lepszą ofertę dla handlu, ale administracja widzi wtedy jeden większy podmiot, a nie rodziny rolnicze, które za nim stoją.
Pytał pan, czy brak spółdzielczości to słabość polskiego rolnictwa. Tak – bo nie wygramy konkurencji z Ukrainą, Rosją, Ameryką Południową czy Ameryką Północną skalą produkcji pojedynczych gospodarstw, nawet gdybyśmy próbowali pójść drogą oligarchizacji gospodarstw. Naszą realną szansą jest droga, którą przeszła Europa Zachodnia – organizowanie mniejszych rolników w silne struktury gospodarcze.
W polskiej konstytucji mowa jest o rodzinnym gospodarstwie rolnym, a nie o gospodarstwie indywidualnym, działającym w izolacji. O te rodziny powinniśmy walczyć niezależnie od tego, czy pracują wyłącznie samodzielnie, czy korzystają ze wspólnych narzędzi. Jeżeli działają razem, tym bardziej warto je wspierać.
PolitykaRolna: Bruksela w wielu programach wspiera zrzeszanie się rolników i grupy producenckie. Wydaje się więc, że problemem jest nie tyle sama wspólna polityka rolna, ile przełożenie tych możliwości na polskie realia?
Łukasz Zbonikowski: Tak, w tym obszarze problem leży przede wszystkim po stronie krajowego podejścia. Bruksela, przy wszystkich zastrzeżeniach, które można mieć do wielu elementów polityki europejskiej, akurat w sprawie zrzeszania rolników dostrzega racjonalność gospodarczą. Wynika to także z doświadczenia Europy Zachodniej, gdzie spółdzielczość jest czymś naturalnym, a nie podejrzanym.
W Polsce historia stworzyła czarną legendę spółdzielczości – spółdzielczość rolnicza jest postrzegana jako wymysł komunizmu, próba narzucenia polskiego modelu kolektywizacji rolnictwa. A przecież to nie jest ani wymysł komunizmu, ani nawet obcy import. My sami już w XIX wieku stworzyliśmy spółdzielnie rolnicze i banki spółdzielcze, co pozwoliło nam, szczególnie w Wielkopolsce, utrzymać polskie gospodarstwa, polską własność, niezależność ekonomiczną i kulturę. Ta tradycja przetrwała zabory, wojny i przetrwała nawet komunizm – ale to doświadczenia PRL zohydziły nam wszelką samoorganizację rolników.
Na Zachodzie, gdzie nigdy nie doświadczyli komunizmu, spółdzielnia pozostała normalnym narzędziem rolnika, umożliwiającym lepszą organizację pracy, uzyskanie lepszej wydajności, lepszej odpowiedzi na potrzeby rynku. Nie oszukujmy się – gdy wstępowaliśmy do Unii Europejskiej, tamtejsi rolnicy bali się naszej siły. Przetrwali bez strat, bo byli i pozostali zorganizowani.
PolitykaRolna: PRL skończył się prawie 40 lat temu. Dorosło nowe pokolenie rolników, i nowe pokolenie polityków. Spółdzielnia rolnicza wciąż jest „czarnym ludem”?
Łukasz Zbonikowski: Niestety tak. Dziwię się bardzo, że kolejni ministrowie, urzędnicy resortowi, ale też wielu rolników, wciąż powtarzają te same slogany, nie zauważając zmian, które nastąpiły w Polsce i w świecie. Nie wiem, czy to obciążenie mentalne, czy brak odwagi osób odpowiedzialnych za politykę rolną, którzy zabiegają o głosy swoich wyborców. U nas wciąż przeciwstawia się indywidualnego rolnika z jego gospodarstwem prezesom spółdzielni – jakby spółdzielni nie tworzyli indywidualni właściciele gospodarstw, a prezesi nie byli rolnikami. I taki fałszywy obraz sprawia, może cieszyć rolników nie zrzeszonych, gdy spółdzielniom uniemożliwia się staranie o środki finansowe przeznaczone na wspieranie rolnictwa, ale w żaden sposób nie rozwiązuje to ich problemów.
A przecież mamy w Polsce przykłady spółdzielni, które w najtrudniejszych dla rolnictwa latach 90. kiedy na wsi było bezrobocie, upadek wielu struktur i ogromna niepewność, zrzeszały ludzi, dawały pracę, utrzymywały produkcję i przetrwały i z sukcesem funkcjonują do dziś. To pokazuje, że spółdzielczość rolnicza nie jest jakimś wymysłem, nową modą, czy konkurencją lub wrogiem rolnictwa indywidualnego. To model, który sprawdza się w warunkach wyjątkowo trudnych – a przecież warunki obecne wcale nie są tak niepodobne do tamtych z lat 90.
Dlatego trzeba zapytać, dlaczego takie podmioty mają mieć obcinane dopłaty albo utrudniony dostęp do programów. Czy maszyny w spółdzielni są wykorzystywane gorzej? W mojej ocenie przeciwnie – często są wykorzystywane znacznie lepiej, bo służą większej liczbie ludzi, większej skali produkcji i bardziej racjonalnej organizacji pracy.
Czy w spółdzielni rolnicy pracują mniej, nie zajmują się produkcją żywności? Nie – pracują inaczej, w sposób bardziej zorganizowany, bardziej wydajny. Dziś rolnik nie zajmuje się już wyłącznie rolnictwem – musi prowadzić dokumentację, pilnować certyfikatów, rozliczeń, księgowości, zakupów, musi być maklerem śledzącym giełdy światowe. W spółdzielni te funkcje są podzielone i każdy zajmuje się tym, na czym zna się najlepiej, tym, gdzie jego talent jest najlepiej wykorzystany. Jeden człowiek najlepiej sprawdza się przy hodowli, inny przy technice, inny przy finansach, inny przy handlu czy szukaniu nowych źródeł dochodów.
PolitykaRolna: Rozumiem, że pańskim zdaniem to właśnie spółdzielnie rolnicze są odpowiedzią na współczesne problemy polskiego, rozdrobnionego przecież, rolnictwa?
Łukasz Zbonikowski: Tak, bo one pokazują, że nie musimy wybierać między utrzymaniem rodzinnych gospodarstw a konkurencyjnością polskiego rolnictwa – możemy budować potencjał gospodarczy bez likwidowania rzeszy rolników. Oczywiste jest, że Polska potrzebuje podmiotów, które są w stanie konkurować na rynku, inwestować, dostarczać większe partie towaru, utrzymywać jednolitą jakość i negocjować z silnymi odbiorcami. I równie oczywiste jest, że pojedyncze małe gospodarstwo nie ma takich możliwości. Ale już grupa małych gospodarstw, rolnicy zrzeszeni w spółdzielnię, mogą te możliwości zbudować.
Bez możliwości dostarczania dużych ilości jednolitego jakościowo towaru polskie rolnictwo przegra konkurencję na globalnym rynku. Bez integracji małe gospodarstwa nie są w stanie spełnić tego warunku. W tym sensie spółdzielnia nie jest tylko jedną z form prawnych – jest sposobem obrony rodzinnego gospodarstwa przed likwidacją.
PolitykaRolna: Polskie rolnictwo tonie w kosztach produkcji i papierologii, a jednym z najbardziej wymagających i kosztochłonnych działów rolnictwa jest produkcja zwierzęca. Czy można powiedzieć – i czy są na to konkretne przykłady – że rolnicy produkujący bydło, mleko albo trzodę są bardziej efektywni, gdy działają w spółdzielniach?
Łukasz Zbonikowski: Oczywiście – najlepszym z takich przykładów jest Spółdzielcza Agrofirma Witkowo, największa i najbardziej rozpoznawalna spółdzielnia rolniczych w Polsce i jedna z tych właśnie, która, choć powstała w PRL–u, przetrwała i komunizm i reformy lat 90. i działa do dziś z ogromnymi sukcesami.
Wystarczy kilka danych, żeby zrozumieć: areał ok. 11 tys. ha ziemi, w tym grunty orne 7 673 ha, łąki i pastwiska 2 510 ha; tysiące sztuk bydła mięsnego i mlecznego, świń, drobiu. Spółdzielnia ma własne przetwórstwo i własną sieć sprzedaży – tylko w jednym miesiącu ubija ok. 4 tys. sztuk trzody i sprzedaje ok. 4 mln jaj. Ale nie wolno tych liczb nie łączyć z 1100 członkami – właścicielami tej spółdzielni. Stąd ta potęga.
To jest dokładnie ten poziom organizacji, którego pojedyncze, niewielkie gospodarstwo nie jest w stanie samodzielnie osiągnąć w sytuacji, gdy produkcja wymaga coraz większych nakładów, wiedzy, zaplecza technicznego, ludzi, paszy, dokumentacji i zdolności do spełniania wymogów jakościowych oraz środowiskowych. Wspólne działanie pozwala obniżać koszty, zwiększać wydajność i lepiej wykorzystywać specjalizację poszczególnych osób.
Spółdzielnia daje też rolnikowi poczucie bezpieczeństwa – w gospodarstwie indywidualnym, gdy rolnik zachoruje i nie może pracować, skutki mogą być bardzo poważne. Przy zwierzętach nie da się przecież zatrzymać produkcji, a coraz trudniej jest zdobyć pracownika, a tym bardziej wykwalifikowanego pracownika. W spółdzielni tego problemu nie ma – tam zawsze jest pomoc.
PolitykaRolna: Organizacje branżowe rozmawiają dziś o konieczności stworzenia polskiej strategii rozwoju produkcji zwierzęcej. Czy Związek Spółdzielni Rolniczych powinien wziąć udział w tych rozmowach? Co mógłby wnieść do takiej strategii?
Łukasz Zbonikowski: Związek Spółdzielni Rolniczych powinien uczestniczyć w takich rozmowach, ponieważ reprezentuje środowisko, w którym są bardzo dobrzy hodowcy i bardzo wartościowe doświadczenia praktyczne. W spółdzielniach mamy produkcję bydła, mleka, mamy wszystkie kierunki hodowli, w tym największą owczarnię w Polsce. To nie jest spojrzenie teoretyczne. To jest wiedza gospodarstw, które znają koszty, ryzyka, organizację pracy, inwestycje i wymagania rynku.
Związek Spółdzielni Rolniczych to także producenci roślin – a przecież rolnictwo jest systemem naczyń połączonych i szczególnie w Polsce większa część produkcji roślinnej jest związana z paszami i hodowlą. Jeżeli słabnie produkcja zwierzęca, uderza to również w stabilność produkcji roślinnej.
Dlatego w strategii rozwoju produkcji zwierzęcej nie chodzi wyłącznie o interes producentów bydła, mleka, trzody czy owiec. Chodzi o równowagę całego systemu rolnego, w którym produkcja roślinna i zwierzęca wzajemnie się uzupełniają. Bez silnej hodowli osłabiamy nie tylko jedną branżę, ale cały mechanizm gospodarczy na wsi.
Spółdzielnie mogą wnieść do takiej strategii praktyczne doświadczenie organizowania produkcji, dzielenia odpowiedzialności, prowadzenia inwestycji, budowania skali i stabilizowania gospodarstw. Mogą też pokazać, że rozwój produkcji zwierzęcej nie musi oznaczać eliminowania mniejszych gospodarstw. Może oznaczać ich włączanie w większe, sprawniejsze struktury, które dają im szansę utrzymać się na rynku.
Jeżeli strategia rozwoju produkcji zwierzęcej ma być pełna, nie może powstać bez środowiska spółdzielczego. Spółdzielnie patrzą na gospodarstwo jako całość: na ziemię, paszę, zwierzęta, ludzi, inwestycje, sprzedaż i bezpieczeństwo ekonomiczne. Taka perspektywa jest dziś bardzo potrzebna.
PolitykaRolna: Co powinno się dziś wydarzyć w Polsce, także w procesie legislacyjnym, żeby spółdzielnie rolnicze dostały impuls do rozwoju, przyciągały nowych członków i mogły realnie wzmacniać polskie rolnictwo?
Łukasz Zbonikowski: Od wielu lat przedstawiamy kolejnym ministrom rolnictwa potrzebę likwidacji prawnej i finansowej dyskryminacji rolników, którzy zdecydowali się działać wspólnie. Takie rozwiązania były wypracowywane również w pracach zespołu powołanego przy Ministerstwie Rolnictwa z inicjatywy pani wiceminister Gromadzkiej. Punkt wyjścia jest bardzo prosty: jeżeli rolnicy łączą siły, zwiększają potencjał ekonomiczny i budują stabilniejszą strukturę, państwo nie powinno ich za to karać.
Rolnicy działający razem powinni być traktowani jako ci, którzy wykonują trudniejszą, ale bardziej odpowiedzialną pracę na rzecz polskiego rolnictwa. Organizują produkcję, racjonalizują koszty, tworzą miejsca pracy, inwestują, budują większą odporność na rynek. Zamiast ograniczać im dostęp do programów, państwo powinno ułatwiać im rozwój.
Drugi kierunek to aktywne wspieranie wspólnych przedsięwzięć. Dotyczy to inwestycji, wspólnej hodowli, wspólnego przetwarzania, sprzedaży i organizowania większych partii towaru o jednolitej jakości. W nowej perspektywie finansowej może pojawić się szansa na zmianę podejścia, ale musi za tym pójść prawdziwe zrozumienie, czym jest spółdzielczość rolnicza.
Jestem przeciwnikiem likwidowania małych gospodarstw. Uważam, że należy dać im narzędzia, dzięki którym będą mogły dalej utrzymywać rodziny, pracować i rozwijać się jako część większej, silniejszej struktury. Spółdzielczość właśnie to umożliwia. Nie odbiera rolnikowi podmiotowości, tylko daje mu większą siłę wobec rynku. To powinno być podstawą nowoczesnej, społecznie odpowiedzialnej polityki rolnej.
PolitykaRolna: Dziękuję za rozmowę



