To jeden z najbardziej absurdalnych sporów w Polsce. Ludzie narzekają na wysokie rachunki za prąd, ogrzewanie i koszty życia, ale kiedy pojawia się możliwość produkowania taniej energii z dostępnych lokalnie odpadów produkcyjnych, pierwszą reakcją jest protest. Bo „będzie śmierdzieć”.

Ilustracja przedstawiająca nowoczesną biogazownię rolniczą na tle pól oraz grupę mieszkańców protestujących przeciw inwestycji z transparentem „Nie chcemy smrodu”.
Biogazownie rolnicze – zielone źródło taniej energii

Biogazownia rolnicza nie jest wysypiskiem odpadów, z którego unosi się fetor zgnilizny. Nie jest też kupą gnoju, nad którą krążą muchy, ani ściekiem, który kiedyś był strumieniem, ale przestał, gdy nad nim wyrosły domki letniskowe. Biogazownia rolnicza to instalacja bazująca na nowoczesnej technologii beztlenowej przemiany zwierzęcych odchodów w energię oraz megaekologiczny nawóz, czyli poferment. To jedno z najbardziej logicznych narzędzi, jakiego można użyć, żeby zapewnić sobie jednocześnie niższe rachunki za prąd i gaz, świetnej jakości lokalną żywność i czyste powietrze.

A jednak w wielu, nawet w większości gmin, biogazownie rolnicze są blokowane przez mieszkańców i samorządy. Argument jest jeden: bo będzie śmierdzieć. Tymczasem większość protestujących przeciwko tym instalacjom nigdy się z nimi nie zetknęła – wg danych Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa na początku marca 2026 r. w Polsce działało łącznie 209 biogazowni. Gmin w Polsce jest 2 479.

„My, Sławianie, my lubim sielanki”

Choć nie ma ani jednego argumentu przeciwko biogazowniom, Polacy ich nie lubią. W naszej zbiorowej wyobraźni wieś jest bowiem obrazkiem z pierwszej sceny filmu „Konopielka” – łany zbóż, piękna pogoda, wielkie stare drzewo, a pod nim chłop w płóciennym ubraniu, popijający mleko z glinianej kanki. W tym obrazie nie ma oczywiście miejsca ani na ogromny kombajn, ani na oborę na kilkaset sztuk bydła, ani tym bardziej na instalację przypominającą kopuły osadników na Marsie.

– „Dlaczego rozwój biogazowni i biometanowni następuje tak powoli? Ja widzę tu jedną główną przyczynę, którą miałem okazję zaobserwować w wielu miejscach. Tą przyczyną jest społeczny opór przed tego typu instalacjami. To lokalni mieszkańcy wywierają presję na urzędników, aby nie wydawali zezwoleń na lokowanie tego typu obiektów” – mówi Mirosław Maliszewski, przewodniczący Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi Sejmu RP.

Jednocześnie ci sami mieszkańcy akceptują żywność pochodzącą z rolnictwa przesączonego herbicydami, pestycydami, antybiotykami, wyprodukowaną w klatkach, tuczarniach i nieposiadającą żadnych dokumentów świadczących o dobrostanie zwierząt.

Ignorantia nocet – niewiedza szkodzi

Stare łacińskie powiedzenie mówi: ignorantia nocet – niewiedza szkodzi. W przypadku biogazowni rolniczych należałoby dopowiedzieć: niewiedza kosztuje. Mieszkańców kosztuje droższą energię, rolników utracone dochody, a gminy szansę na lokalne bezpieczeństwo energetyczne.

– „Spośród wszystkich OZE jedynie instalacje biogazowe i biometanowe zapewniają stabilne i sterowalne wytwarzanie energii elektrycznej i cieplnej z biogazu oraz możliwość zatłaczania krajowego odnawialnego paliwa do sieci gazowej. Jedynie instalacje biogazowe i biometanowe powodują redukcję szkodliwych emisji do atmosfery i obniżają tzw. ślad węglowy” – mówi Artur Zawisza, prezes Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Biogazowego i Biometanowego.

W Michałowie na Podlasiu biogazownia rolnicza działa od 2015 r., dostarczając ciepło do szkoły podstawowej, miejskiej pływalni, lokalnego zakładu produkcyjnego, liceum, przedszkola, ośrodka zdrowia, gminnego ośrodka kultury, ratusza oraz bloków należących do spółdzielni mieszkaniowej.

Albo własna żywność, albo zależność

Każdy z nas jest przyzwyczajony do tego, że żywność jest. Ale wystarczy sięgnąć pamięcią do całkiem niedawnych czasów pandemii COVID, czy do wybuchu wojny na Ukrainie, żeby zrozumieć, że tzw. łańcuchy dostaw mogą zostać w każdej chwili przerwane.

Dlatego absurdem jest myśleć, że Polska może nie mieć własnej produkcji żywności, własnego rolnictwa. A do tego zmierza bardzo wiele gmin, pozwalających na to, by osiedlający się w nich mieszkańcy miast zabraniali rolnikom wszystkiego, z wyjątkiem koszenia kosą w słomkowym kapeluszu. Polska musi mieć własną produkcję żywności – nie tylko roślin jadalnych, ale i mięsa. A produkcja mięsa to hodowla zwierząt, czyli obory i chlewnie, które dostarczać mogą znakomity surowiec do produkcji taniej energii.

– „Biogazownia rolnicza nie może być traktowana jako obcy element na wsi. Pierwsza rzecz to edukacja mieszkańców wsi – tych, którzy się na nią sprowadzili. Musimy jasno tłumaczyć, że nowoczesna chlewnia z biogazownią to nie jest zwiększenie uciążliwości, ale ich realne ograniczenie – taka instalacja po prostu zmniejsza emisję odorów. Ludzie muszą zrozumieć, że biogazownia to nie problem, a rozwiązanie” – mówi Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych.

Rolnictwo to żywność na stołach

Żywność produkowana jest w gospodarstwach – a tych ubywa z każdym rokiem.

– „Liczby mówią same za siebie. W latach 2010 – 2020 liczba gospodarstw rolnych w Polsce spadła o blisko 192 tysiące, czyli o 12,7%. Średni wiek użytkownika gospodarstwa rolnego wzrósł w tym czasie z 47,9 do 50,7 lat, a do 2023 roku przekroczył już 51,7 lat. Aż 46% rolników prowadzących gospodarstwa to dziś osoby w wieku 55 lat i więcej. Największa luka pokoleniowa dotyczy właśnie hodowców – bo to produkcja zwierzęca jako pierwsza odpada przy braku następcy, ze względu na wysokie nakłady pracy i kapitału” – mówi prof. dr hab. Marcin Gołębiewski ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

Rolników ubywa, bo coraz trudniej jest żyć godnie z produkcji żywności. Tę sytuację może zatrzymać tylko poprawa opłacalności funkcjonowania gospodarstwa – a to może się stać za sprawą biogazowni. Energia wytwarzana z gnojowicy i obornika obniża koszty działania robotów udojowych, schładzalników mleka, różnego rodzaju pomp, wentylatorów, systemów wentylacji, ogrzewania i kontroli mikroklimatu, mieszadeł pasz, zgarniaczy obornika, oświetlenia obór, suszarni, sortowników, śrutowników, chłodni, ładowarek, wreszcie bram, sterowników i systemów monitoringu.

Bez tych wszystkich urządzeń nowoczesne gospodarstwo nie działa. Dodatkowo produktem biogazowni jest poferment – superekologiczny nawóz, promowany teraz przez Komisję Europejską jako alternatywa dla nawozów mineralnych. Dzięki temu nawozowi zwiększa się bioróżnorodność gleby i środowiska, a żywność jest smaczniejsza.

Biogazowni nie zniszczą drony

Biogazownie i biometanownie są nam konieczne z jeszcze jednego, mega ważnego powodu – wcale nie absurdalnego obecnie ryzyka wojny. Wszyscy wiemy, że Ukraina regularnie, w okresie największego zapotrzebowania na ciepło i energię, przeżywa blackouty z powodu bombardowań elektrowni. Tymczasem biogazownie to rozproszone po kraju elektrownie, które są celem trudniejszym i bardziej kosztownym dla bombowców, czy nawet dronów.

– „Biogazownie powinny być uznane za element bezpieczeństwa energetycznego państwa, bo „w razie W” trudno rozproszone mikroelektrownie wyłączyć jednym uderzeniem. Przyjmując ten punkt widzenia powinno się uruchomić programy wspierające inwestycje w biogazownie, przyłączenia, przesył produkowanej przez nie energii” – mówi Jerzy Wierzbicki, prezes Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego i przewodniczący Rady Sektora Wołowiny.

Z tą opinią zgadzają się wszyscy eksperci z branży rolnej. Minister rolnictwa i rozwoju wsi Stefan Krajewski dodaje jeszcze:

– „Wyobraźmy sobie sytuację, że tam, gdzie przechowywana jest żywność – w naszych chłodniach, mroźniach, zabrakłoby energii elektrycznej i nie byłoby uzupełnienia jej poprzez dostawę z alternatywnych źródeł generatorów prądu. Taka żywność po bardzo krótkim czasie nadawałaby się tylko do utylizacji” – mówi minister Krajewski. – „Każdy, kto decyduje się zamieszkać na wsi, powinien mieć świadomość, że wieś jest miejscem produkcji rolnej. Nie można tego zmieniać ani ograniczać przez osoby, które wybrały działkę, bo była tańsza niż w centrum miasta”.

Plany, które mogą zabić rolnictwo

Tymczasem dziś gminy nie tylko nie chcą biogazowni – nie chcą też rolnictwa. W gminach uchwalane są plany ogólne, które uniemożliwiają wszelkie inwestycje w infrastrukturę rolniczą, i na lata przesądzą o tym, czy będziemy mieli polską żywność i tanią, zieloną energię.

– „Plany ogólne gmin będą miały dla rolnictwa skutki porównywalne z reformą ustroju rolnego. W praktyce zdecydują o tym, czy gospodarstwa będą mogły się rozwijać, budować nowe obiekty, inwestować w produkcję zwierzęcą. Tymczasem ze względu na presję czasową i brak własnych specjalistów samorządy zlecają opracowanie planów ogólnych zewnętrznym firmom planistycznym. A te nie znają lokalnej specyfiki, historii zabudowy, uwarunkowań społecznych, lokalnych konfliktów ani celów czy planów rozwoju. Efektem jest chaos, który będzie generować nowe problemy na lata” – mówi Jacek Zarzecki, wiceprzewodniczący Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny.

Wzmacniany przez propagandę organizacji antyhodowlanych strach przed „smrodem” z obór, chlewni i biogazowni zmienia wsie w deweloperskie osiedla aspirującej klasy średniej. Na rolniczej ziemi powstają szeregowe bloki, zwane domami, dojazdy do nich zalewa się asfaltem, a zamiast woni obornika z pól roznosi się smród spalin z aut i opary dymu z setek kominów.

Tanio, czysto i zdrowo, albo drogo i niebezpiecznie

Mieszkańcy polskiej wsi stoją dziś przed prostym wyborem. Mogą dalej wierzyć w mit, że biogazownia rolnicza śmierdzi, że chlewnie i obory są więzieniami dla biednych zwierząt, a rolnicy to pasożyty żyjące na kredyt z Unii.

Mogą też posłuchać ekspertów, którzy wiedzą, o czym mówią, i zrozumieć, że biogazownie to instalacje produkujące tanią energię i ciepło (a także składniki biopaliw), wzmacniające odporność polskich gospodarstw, dzięki którym w sklepach, na targowiskach i przez internet możemy kupić zdrową, superjakościową polską żywność.

Że dzięki biogazowniom Polska będzie miała upragniony miks energetyczny, który odciąży państwo z opłat ETS i zmniejszy rachunki obywateli za prąd, jednocześnie wspierając politykę klimatyczną Unii Europejskiej dążącą do neutralności klimatycznej.

Nie da się jednocześnie mieć zdrowej żywności i odrzucać polskie rolnictwo. Nie da się mieć taniej, zielonej energii i odrzucać OZE. Nie da się mówić o bezpieczeństwie państwa, a potem protestować przeciwko rozproszonym instalacjom, które tego bezpieczeństwa realnie bronią.

Biogazownia rolnicza nie śmierdzi. Śmierdzi raczej debata, w której plotka bywa silniejsza od technologii, a strach przed nieznanym okazuje się ważniejszy niż zdrowy rozsądek.

#FunduszePromocji

Privacy Preference Center