Ogrodzone place bez trawy, setki sztuk bydła przy korytach, pasza oparta na kukurydzy i ścisła kontrola przyrostu masy – tak wygląda engorde a corral, czyli powszechny w Argentynie system intensywnego tuczu bydła. Liczy się szybkie doprowadzenie zwierząt do wagi ubojowej, a nie europejski dobrostan zwierząt.

Legenda „dzikich steków”
Pampasy – ciągnące się po horyzont pastwiska, na których pasie się liczone w tysiącach bydło. Na ich legendzie zbudowano smak argentyńskich steków serwowanych w najdroższych restauracjach. Dziś te pastwiska są już zupełnie inne – to nie dzika pampa, ale ściśle kontrolowane przez człowieka użytki zielone.
W latach 2020–2025 Unia Europejska finansowała projekt badawczy SPRINT – Sustainable Plant Protection Transition: A Global Health Approach – poświęcony wpływowi pestycydów na środowisko, rośliny, zwierzęta i zdrowie ludzi. Jednym z badanych obszarów była Rolling Pampa (inaczej Pampa Ondulada): falista, bardzo żyzna część argentyńskiej Pampy, serce argentyńskiego rolnictwa towarowego, główny obszar uprawy soi, kukurydzy i pszenicy.
W opracowaniu „Wybrane praktyki ochrony upraw na poziomie gospodarstw rolnych w Europie i Argentynie: możliwości przejścia na zrównoważone stosowanie pestycydów” datowanym na 20 października 2024 r. naukowcy wskazali, że Argentyna jest trzecim największym po Chinach i Stanach Zjednoczonych użytkownikiem pestycydów na świecie. Najważniejszą grupą środków w tym modelu są herbicydy, wśród których dominują glifosat i atrazyna.
Część substancji stosowanych w argentyńskim rolnictwie jest już zabroniona w Unii Europejskiej. Osobne badanie z południowego Santa Fe, czyli północnej części regionu Pampy, wykazało obecność pestycydów w wodach powierzchniowych i podziemnych na obszarach rolniczych.
W badaniach nad ryzykiem ekotoksykologicznym pestycydów w Rolling Pampa wskazano, że 99 proc. soi i 83 proc. kukurydzy w Argentynie to uprawy GMO.
Place bez trawy, koryta z kukurydzą
Soja i kukurydza to podstawa żywienia bydła w Argentynie. Kukurydza trafia do koryt jako główne źródło energii w tuczu zagrodowym, a komponenty sojowe i słonecznikowe uzupełniają dawkę białkową. W ten sposób opasane jest bydło w feedlotach – systemie, przez który przechodzi już około jedna trzecia zwierząt kierowanych w Argentynie do uboju. Także bydła, z którego powstaje wołowina eksportowa.
Feedloty to ogrodzone place dla setek sztuk bydła, na których nie ma trawy – żeby bydło się nią nie pasło. Jałówki, byczki, krowy i byki mają jeść tylko to, co podaje im człowiek. Istotne informacje o tym systemie doprowadzania bydła do wagi ubojowej podaje Aníbal J. Pordomingo, specjalista związany z argentyńskim państwowym instytutem technologii rolniczej INTA Anguil oraz Wydziałem Nauk Weterynaryjnych Narodowego Uniwersytetu La Pampy, w pracy „Engorde a corral”.
Żywienie bydła oparte jest na całych ziarnach. Kukurydza stanowi 67–80 proc. dawki paszy, pojawia się też sorgo, owies, makuch słonecznikowy, tłocznik/komponent sojowy, mocznik, siano i kompleks mineralno-witaminowy. Siano lub bele pełnią głównie funkcję mechaniczną: mają stymulować przeżuwanie i motorykę żwacza.
Pordomingo podaje też parametry feedlotów: co najmniej 20 m² powierzchni na zwierzę oraz 30 cm miejsca przy korycie. Grupy powinny liczyć maksymalnie około 250 młodych byczków lub jałówek albo około 200 dużych byków w fazie tuczu. Przy szerokości koryta 30 cm dostęp do paszy ma jednocześnie około 65–75 proc. zwierząt.
Engorde a corral nie jest więc wypasem, lecz systemem zamkniętego tuczu opartym na dawce paszowej, ziarnie, kontroli pobrania paszy, kontroli przyrostu masy, projektowaniu zagród, organizacji koryt i poideł oraz gospodarce odchodami.
Woda, błoto i ścieki
Feedlot to nie tylko koryta i pasza, to także gospodarka wodą, błotem, odchodami i ściekami. Duże zwierzę w intensywnym tuczu potrzebuje latem co najmniej 70 litrów wody dziennie, a zimą około połowy tej ilości. Przy setkach sztuk bydła oznacza to codzienny przepływ tysięcy litrów wody przez jeden obiekt.
Feedloty nie są zadaszone, więc na placach gromadzi się także woda opadowa. Jeśli woda oraz płynne odchody zwierząt zostają na powierzchni, szybko powstaje błoto – zwierzęta mają wtedy mniej suchego miejsca, trudniej się poruszają, gorzej pobierają paszę i słabiej ją wykorzystują. Zwiększa się też ryzyko problemów z nogami i skórą.
Wodę trzeba więc odprowadzać, nie tylko z samych zagród, ale także z dróg, korytarzy, miejsc przygotowania paszy, obszarów magazynowania obornika, kiszonek i mycia ciężarówek. Potrzebne są do tego kanały odprowadzające, osadniki, zbiorniki i miejsca, w których można zatrzymać płynne oraz stałe odchody.
Feedlot nie jest więc zagrodą dla bydła – to instalacja produkcyjna, która musi kontrolować wodę, błoto, ścieki i obornik od pierwszego dnia tuczu do wyjazdu zwierząt do uboju.
W Urugwaju jest podobnie
Według urugwajskiego portalu VerdeNews intensywna produkcja mięsa w zagrodach tuczowych ma w Urugwaju dobre perspektywy, ponieważ wspiera ją sytuacja międzynarodowa, popyt przemysłu mięsnego oraz korzystna relacja ceny zboża do ceny mięsa.
W artykule „Hodowla tuczna: próg rentowności między 5,40 a 5,50 USD, pozytywne sygnały dla inwestorów” z 19 stycznia 2026 r., Álvaro Ferrés, dyrektor wykonawczy Urugwajskiego Stowarzyszenia Producentów Mięsa Intensywnego Naturalnego (Aupcin), wskazywał, że rok 2025 był dla sektora zagród tuczowych „bardzo dobrym rokiem” pod względem popytu, uboju, wartości oraz powiązania z rolnictwem.
Według danych INAC, urugwajskiego Narodowego Instytutu Mięsa, bydło z zagród tuczowych stanowi około 18 proc. całkowitego uboju w Urugwaju. Ferrés zastrzegał jednak, że po doliczeniu zwierząt otrzymujących koncentraty w końcowej fazie tuczu skala intensywnych systemów żywienia jest znacznie wyższa.
Aupcin szacuje, że obecnie od 700 tys. do 800 tys. sztuk bydła jest tuczonych w zagrodach a liczba ta mogłaby wzrosnąć do 900 tys.–1 mln sztuk.
Jedna trzecia wołowiny z feedlotów
Engorde a corral jest w Argentynie istotną częścią produkcji bydła kierowanego do rzeźni. Cámara Argentina de Feedlot, czyli argentyńskie stowarzyszenie branżowe producentów feedlotowych, podaje, że w kraju działa około 1120 zakładów zarejestrowanych w SENASA jako engorde a corral. W 2024 r. dostarczyły one prawie 5 mln sztuk bydła do uboju.
Podobną skalę pokazują dane SENASA (Krajowa Służba Zdrowia i Jakości Produktów Rolno-Spożywczych) przywoływane przez Informe Ganadero, czyli argentyński magazyn analizujący rynek bydła w Argentynie i regionie. Według tych danych w 2024 r. około 4,6 mln sztuk bydła opuściło zagrody z przeznaczeniem do uboju, co odpowiadało mniej więcej jednej trzeciej całkowitego uboju w Argentynie.
Udział tego systemu rośnie. Rosgan, czyli argentyński rynek aukcyjny bydła oraz źródło danych i analiz sektora mięsnego, analizował dane SENASA z elektronicznej bazy danych DTe (Documento de Tránsito Electrónico). Na podstawie tych dokumentów można śledzić przepływ bydła między gospodarstwami, feedlotami i rzeźniami. Według Rosganu od stycznia do grudnia 2025 r. do uboju przewieziono 14,15 mln sztuk bydła, z czego 4,49 mln – czyli 32 proc. – pochodziło z feedlotów. To więcej niż 30 proc. w 2024 r. i więcej niż średnia 29 proc. z poprzednich pięciu lat.
Stek z kukurydzy
Argentyńskie steki mają swoją renomę, złote medale na światowych konkursach i stałe miejsce w prestiżowych restauracjach. Nie twierdzimy, że ta renoma jest niezasłużona – nie mówimy tu o jakości kulinarnej wołowiny z Argentyny.
Warto po prostu wiedzieć, że jedynie wołowina premium, trafiająca do Europy w ramach kontyngentu Hilton, pochodzi z całą pewnością z wypasu pastwiskowego, na którym bydło spędza życie od momentu odsadzenia od mleka po osiągnięcie wagi ubojowej.
Co do przewidzianego w umowie UE–Mercosur pozostałego kontyngentu wołowiny nie ma już takiej pewności – a przy skali argentyńskich feedlotów można zakładać, że znaczna jego część będzie pochodzić właśnie z nich. Czym są te systemy przemysłowego tuczu bydła, właśnie pokazaliśmy.



