Brazylia wypadła z listy bezpiecznych eksporterów żywności pochodzenia zwierzęcego do UE. Zakaz jest warunkowy, ale sygnał czytelny: dostęp do europejskiego rynku może odbywać się tylko na warunkach ustalonych w Europie. Takich samych, jakie spełniają europejscy rolnicy.

stado bydła na polnej drodze w Brazylii
Brazylia poza listą bezpiecznych eksporterów

Komisja Europejska opublikowała zaktualizowaną „Listę państw trzecich lub ich regionów upoważnionych do wwozu do Unii przesyłek niektórych zwierząt i produktów pochodzenia zwierzęcego przeznaczonych do spożycia przez ludzi w odniesieniu do ograniczeń stosowania niektórych leków przeciwbakteryjnych określonych w art. 118 ust. 1 rozporządzenia (UE) 2019/6”.

Brazylii na tej liście nie ma, co oznacza, że nie będzie ona mogła eksportować do UE określonych towarów. Potwierdziła to rzeczniczka Komisji Europejskiej ds. zdrowia Eva Hrncirova w komentarzu dla Euractiv.

– „Komisja potwierdza, że Brazylia nie znajduje się na liście, co oznacza, że od 3 września 2026 r. nie będzie mogła już eksportować do UE towarów, zarówno żywych zwierząt przeznaczonych do produkcji żywności, jak i produktów pochodnych, takich jak bydło, konie, drób, jaja, produkty akwakultury, miód i osłonki” – powiedziała.

Hrncirova podkreśliła jednocześnie, że Brazylia musi zapewnić zgodność z wymogami UE „przez cały okres życia zwierząt”. To oznacza, że Komisja przyznała, że problemu bezpieczeństwa żywności nie rozwiąże kontrola mięsa po dotarciu do Europy. Na granicy można sprawdzić przesyłkę, dokumenty i wybraną partię produktu. Nie da się tam odtworzyć całego życia zwierzęcia, jeżeli w Brazylii nie działa system identyfikacji, leczenia i nadzoru.

Ale Komisja zostawia Brazylii drogę powrotu, bo – jak przekazała rzeczniczka – „gdy tylko zostanie wykazana zgodność, UE będzie mogła zezwolić na eksport lub go wznowić”.

Carrefour Brasil chroni planetę

W maju 2026 r. w Brazylii uruchomiona została platforma cyfrowa służąca do weryfikacji danych społecznych i środowiskowych oraz śledzenia łańcuchów dostaw surowców powiązanych z wylesianiem, konfliktami gruntowymi i innymi naruszeniami prawa na obszarach wiejskich – czyli narzędzie kontroli produktu w zgodzie z unijnym rozporządzeniem EUDR. System obejmuje m.in. soję, kawę, kakao, olej palmowy, kauczuk i hodowlę bydła, czyli sektory objęte EUDR.

Przygotowywano się do tego od dawna. Już w maju 2025 r. Grupa Carrefour Brasil wspólnie z JBS, Rio Maria i Mafrinorte podpisała porozumienie z władzami stanu Pará, deklarując 10 mln reali na rozwój elektronicznego systemu identyfikowalności bydła SRBIPA oraz pomoc dla małych i średnich gospodarstw w legalizacji produkcji.

Carrefour tłumaczył to odpowiedzialnością środowiskową.

– „Ochrona planety i bioróżnorodności to jeden z filarów strategii Grupy Carrefour Brasil. Oprócz mechanizmów identyfikowalności i monitorowania mięsa, rozumiemy, że mamy odpowiedzialność za wspieranie inicjatyw o dużym wpływie” – oświadczył Stéphane Maquaire, CEO Carrefour Brasil.

Trudno jednak przypuszczać, aby lasy Amazonii stały się tak cenne dla Brazylii (i brazylijskiej filii francuskiego giganta handlowego) dokładnie na rok przed wejściem w życie umowy UE–Mercosur. Należy to raczej wiązać z ogłoszeniem przez prezesa francuskiej centrali Carrefoura Alexandra Bomparda zawieszenia sprzedaży mięsa pochodzącego z krajów Mercosur we francuskich sklepach sieci. Stało się to na kilka miesięcy przed decyzją Grupy Carrefour Brasil, a powodem miała być solidarność Carrefour France z protestującymi rolnikami. Carrefour Brasil, który odpowiada za około 20 proc. światowej sprzedaży sieci, nie może pozwolić sobie na otwarty konflikt zarówno z największymi dostawcami mięsa, jak też z największymi kupcami. Dlatego woli zainwestować miliony w system certyfikacji, który pokaże europejskim regulatorom i konsumentom, że brazylijska wołowina jest zrównoważona.

Sygnał z Brukseli dotarł do Brazylii?

Jak widać, nie był to ruch wynikający z nagłej zmiany filozofii brazylijskiego agrobiznesu, lecz kalkulacja rynku. Brazylijska platforma do śledzenia pochodzenia produktów została co prawda opracowana przez państwową uczelnię Instituto Sociedade, População e Natureza, i działa we współpracy z brazylijską Komisją Duszpasterską ds. Ziemi (Comissão Pastoral da Terra, powstałą w 1975 r. podczas spotkania biskupów i prałatów Amazonii zwołanego przez brazylijską Konferencję Episkopatu), ale to nie Brazylia produkuje i eksportuje bydło i inne towary pochodzenia zwierzęcego, bo za eksportem stoi nie abstrakcyjne państwo, lecz konkretne firmy.

Skoro eksporterzy z Mercosur już wiedzą, że sama umowa handlowa nie gwarantuje dostępu do zamożnego europejskiego rynku, bo UE ma swoje regulacje, z których (z różnych powodów) nie zrezygnuje, i są gotowi wyłożyć miliony reali na dostosowanie się do rozporządzeń wydawanych w Brukseli, to zapewne usłyszeli też sygnał skierowany do nich poprzez „Listę państw trzecich lub ich regionów upoważnionych do wwozu do Unii”.

Należy wyraźnie zaznaczyć, że lista ta nie jest zakazem – to jedynie informacja, że nie ma podstaw do zgody. W nagłówku tej listy, zaraz pod tytułem jest dużymi literami zapisane: „ZASTRZEŻENIE – Niniejszy tekst ma charakter wyłącznie informacyjny i nie wywołuje skutków prawnych. Prawne skutki ma jedynie lista przyjęta przez Komisję Europejską i opublikowana w Dzienniku Urzędowym”.

Można więc przypuszczać, że poinformowani w maju o ewentualnym zakazie obowiązującym od września Brazylijczycy już rozpoczęli prace nad wprowadzeniem takich zmian, które spowodują anulowanie tego zakazu.

Toksyczny ślad Brazylii

A jednak sygnał wysłany z Brukseli był niezbędny dla zapewnienia bezpieczeństwa żywności importowanej do UE. Sprawa środków przeciwdrobnoustrojowych dotyczy produkcji zwierzęcej, lecz brazylijski model produkcji od lat opiera się na stosowaniu substancji, które w UE są zakazane bądź mocno kontrolowane.

Delegaci Irish Farmers’ Association i Irish Farmers Journal przeprowadzili w Brazylii 3-tysięczną trasę przez cztery stany, odwiedzając sklepy rolnicze, gospodarstwa, targi bydła oraz zakłady ubojowe. Chcieli sprawdzić, czy brazylijski system produkcji wołowiny spełnia warunki deklarowane wobec UE, zwłaszcza w zakresie identyfikacji zwierząt i kontroli antybiotyków. Okazało się, że mogli kupić antybiotyki weterynaryjne, w tym preparaty oznaczone jako dostępne wyłącznie na receptę oraz leki z grupy najwyższego priorytetu w medycynie ludzkiej, bez recepty, bez wykazania danych gospodarstwa, numeru stada, powodu zakupu. Część produktów nie została nawet zeskanowana przy sprzedaży, co według autorów raportu sugeruje brak realnego obiegu dokumentacji.

– „Nie istnieją praktyczne kontrole nad zużyciem leków weterynaryjnych. Nie ma wiarygodnego systemu identyfikacji zwierząt. Nie ma sposobu, by certyfikować brazylijską wołowinę jako zgodną z wymogami UE” – stwierdziła w raporcie IFA.

Według Atlas dos Agrotóxicos 2023, opracowanego przez Fundację im. Heinricha Bölla we współpracy z Friends of the Earth Europe, BUND i PAN Europe, Brazylia jest jednym z głównych światowych rynków pestycydów. W 2021 r. zużyła 720 870 ton pestycydów, czyli o 87 proc. więcej niż w 2010 r., a 54 proc. tej ilości trafiło na plantacje soi. Wartość brazylijskiego rynku pestycydów w 2020 r. wyniosła 101,7 mld reali, czyli równowartość 28 mld euro.

Larissa Bombardi, jedna z autorek raportu, wskazuje na konkretne substancje:

– Najczęściej stosowanymi składnikami aktywnymi były mankozeb, chlorotalonil, atrazyna i acefat – wszystkie cztery są obecnie zakazane w Unii Europejskiej – pisze Bombardi.

Audyty zamiast deklaracji

Dlatego obecna sprawa Brazylii nie powinna być mimo wszystko czytana jako gest polityczny Komisji, lecz jako test skuteczności mechanizmów, o które od lat upominają się organizacje rolnicze. To ich presja, raporty, misje terenowe, protesty i lobbying sprawiły, że różnica standardów między UE a Mercosurem przestała być abstrakcyjnym hasłem, a stała się konkretnym pytaniem o pestycydy, antybiotyki, identyfikowalność, deforestację i realną możliwość zatrzymania importu.

Tak ocenia ten sygnał płynący z Brukseli Jacek Zarzecki, wiceprzewodniczący Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny:

– „Tak powinna wyglądać twarda geopolityka żywnościowa. W końcu Europa mówi dziś jasno: jeśli chcesz sprzedawać żywność na rynek UE, musisz grać według europejskich zasad dotyczących antybiotyków i bezpieczeństwa produkcji. Brazylia do tej pory, jak pokazują audyty z 2024 i 2025 roku, miała i ma liberalne podejście do tej kwestii. Zamiast realnej kontroli oparła się na analizie ryzyka. Pewnie za chwilę Brazylia zacznie wdrażać pewne rozwiązania mające utwierdzić UE w przekonaniu, że jej żywność jest bezpieczna. Tylko to jest proces, który musi być udokumentowany i przede wszystkim zweryfikowany przez służby KE. Skoro powiedziało się A, trzeba powiedzieć B i żądać twardych dowodów, a nie obietnic” – zaznacza Zarzecki.

Podobnie odczytuje to Krzysztof Hetman, poseł do Parlamentu Europejskiego (EPL/PSL) i wiceprzewodniczący komisji AGRI, który jest jedną z twarzy walki o klauzule ochronne w umowie UE–Mercosur.

– „Właśnie Komisja Europejska poinformowała, że Brazylia nie znalazła się na zaktualizowanej liście państw dopuszczonych do eksportu produktów zwierzęcych na teren Unii Europejskiej. Oznacza to, że Brazylia z powodu niespełnienia unijnych wymogów dotyczących antybiotyków nie może eksportować do Unii Europejskiej m.in. wołowiny, drobiu, jaj, produktów akwakultury, miodu, koni oraz osłonek jelitowych. To jest najlepszy dowód na to, że unijne bezpieczniki działają. Rolników nie trzeba straszyć – rolników trzeba umieć skutecznie chronić. Nie dajcie się nabierać populistom” – powiedział Hetman na profilu FB.

Blokady dróg czy lobbing?

Gdy przy jednym stole do pokera siadają gracz z dużymi pieniędzmi i gracz z małymi pieniędzmi, to wynik jest więcej niż pewny. Gdy na jednym ringu stają bokser w wadze superciężkiej i bokser w wadze piórkowej, to też wynik jest więcej niż pewny. Podobnie jest przy stole negocjacyjnym – tu też argumenty mają swoją wagę, liczoną nie w stopniach sprawiedliwości i racji, lecz w euro, tonach eksportu, wpływach politycznych i sile zaplecza, które potrafi nie tylko zaprotestować, ale także wymusić zapis, procedurę i warunek.

Rolnicy blokujący drogi chcieli jednego – Stop Mercosur. Problem w tym, że chcieli tego tylko oni, bo państwa, koncerny, sieci handlowe chciały tej umowy. Dlatego Mercosur było nie do zablokowania – i szkoda, że nikt tego rolnikom nie powiedział wprost. Realna walka toczyła się nie o to, czy handlować, czy nie, lecz o to, na jakich warunkach.

Warunki nie musiały być złe – gdyby rolnicy zrozumieli zasady gry jeszcze wtedy, gdy umowa była dopiero negocjowana. Jedną z tych zasad jest, że surowiec przegrywa zawsze wtedy, gdy jest go relatywnie niedużo i jest relatywnie drogi – wygrywa natomiast produkt premium, nawet tym bardziej, im bardziej jest ekskluzywny. I umowa z Mercosur chroni takie produkty premium wytwarzane w UE – dlatego Giorgia Meloni zgodziła się na umowę.

Druga zasada tej gry jest taka, że jest to gra zespołowa. Kto nie gra w drużynie, ten może co najwyżej podawać piłkę wykopaną na trybuny, ale nie ma wpływu na wynik meczu.  A polscy rolnicy nie tworzą drużyny. W Polsce „chłop na zagrodzie równy wojewodzie” i „nikt mu nie będzie mówił, co ma robić”. Nie ma więc nie tylko dużych grup producenckich, zdolnych stawiać warunki odbiorcom, ale nie ma nawet jednej, dwóch czy nawet czterech organizacji rolniczych tak silnych jak francuska FNSEA.

Dobrze więc, że pojawili się ludzie, którzy potrafili wymyśleć i przeforsować polskie warunki ograniczające swobodę handlu z Mercosur – czyli klauzule ochronne. Bez tych klauzul Bruksela nie byłaby tak skłonna do wykluczania z handlu jednego z największych producentów soi i wołowiny z powodu nieprzestrzegania standardów UE. Nawet więc jeśli Brazylia uzyska zgodę na eksport, to po spełnieniu warunków UE. A to jedyna nadzieja na to, że żywność importowana z drugiej strony globu nie będzie tańsza od tej wyprodukowanej w Europie.

#FunduszePromocji

Privacy Preference Center