Krajowa strategia rozwoju produkcji zwierzęcej powinna obejmować cały łańcuch – od gospodarstwa, przez ubój i przetwórstwo, po handel zagraniczny. Jerzy Rey, przewodniczący Rady Związku Polskie Mięso, wskazuje, że bez stabilnego prawa, warunków do inwestycji i zasady wzajemności w handlu branża mięsna nie będzie mogła planować rozwoju.

PolitykaRolna: Panie Przewodniczący, Związek Polskie Mięso skupia przede wszystkim zakłady i firmy działające w sektorze mięsnym. Jak z tej perspektywy ocenia Pan potrzebę opracowania krajowej strategii rozwoju produkcji zwierzęcej? Czy taki dokument powinien obejmować tylko hodowlę, czy cały łańcuch – od gospodarstwa, przez ubój i przetwórstwo, po eksport?
Jerzy Rey: Strategia rozwoju produkcji zwierzęcej jest absolutnie niezbędnym elementem rozwoju polskiego rolnictwa, ale i zarazem przetwórstwa rolno-spożywczego. Przypominam, że eksport polskich produktów rolno-spożywczych, w tym mięsa, jest dochodowy i intratny, choć oparty na bardzo niskich marżach.
Natomiast, aby przy tak niskich marżach i zmiennych warunkach na świecie skutecznie konkurować, niezbędne jest oparcie bardzo dobrej działalności handlowej oraz wsparcia Inspekcji Weterynaryjnej o jasną strategię wchodzenia na rynki globalne. Pozwoli to na rozwój produkcji trzech kluczowych gatunków: drobiu, wołowiny oraz trzody chlewnej, która obecnie znajduje się w najtrudniejszej sytuacji ze względu na zmiany demograficzne i problemy epizootyczne.
PolitykaRolna: Obok wspomnianych zagrożeń epizootycznych, polska produkcja zwierzęca funkcjonuje dziś w otoczeniu rosnących kosztów, wymagań środowiskowych, zmian dobrostanowych i konkurencji z państw trzecich. Które z tych ryzyk są obecnie najbardziej krytyczne dla branży mięsnej i powinny zostać potraktowane w strategii jako priorytet?
Jerzy Rey: Przede wszystkim musimy się zastanowić – czy też już to czynimy, i wydaje się, że skutecznie – jak przekuć te wszelkie ryzyka na szanse i możliwości.
Ponieważ ryzyka te dotykają wszystkich producentów w Unii Europejskiej, powinniśmy wykorzystać jako naszą przewagę fakt, że, w porównaniu do wielu krajów UE, stosujemy w produkcji znacznie mniej różnego rodzaju środków chemicznych, dzięki czemu łatwiej jest nam dostosować się do narzucanych wymogów.
Chcemy produkować bezpiecznie. Mamy świadomość tego, że żywność europejska pochodząca z krajów Unii Europejskiej jest uznawana za synonim żywności bezpiecznej i dobrej jakościowo. Jeżeli tak wysokie standardy są odnośnikiem, swoistym wzorcem z Sèvres dla produkcji zwierzęcej na świecie, to również musimy i my robić wszystko, żeby przy tak dużej konkurencji zamieniać te wymogi, niewątpliwie kosztowne, na możliwości jak najlepszej ekspansji.
To się nam udaje – każdego roku sprzedajemy coraz więcej mięsa lub coraz drożej, jak w przypadku wołowiny. Ta sprzedaż daje nam znaczące korzyści i pozwala utrzymać i rozwijać zarówno hodowlę jak i przetwórstwo.
PolitykaRolna: Branża mięsna potrzebuje inwestycji, ale inwestycje wymagają przewidywalnego prawa, stabilnych zasad planowania przestrzennego i realnej możliwości rozwoju gospodarstw oraz zakładów. Jakie konkretne gwarancje państwa powinny znaleźć się w strategii, aby producenci i przetwórcy mogli planować działalność w perspektywie dłuższej niż jedna kadencja polityczna?
Jerzy Rey: Na razie marzymy o tym, żeby przynajmniej na dwa lata wprowadzono swoiste moratorium na nowe obciążenia dla hodowców i przetwórców. Oczywiście stale oczekujemy długofalowego spokoju legislacyjnego, ale traktujemy to oczekiwanie jak postulat odłożony ad acta.
Dlaczego jednak domagamy się moratorium?
Jesteśmy obecnie wręcz zasypani regularnie pojawiającymi się nowymi przepisami regulującymi zarówno hodowlę zwierząt jak i przetwórstwo. Zajmujemy się stale dostosowywaniem do tych przepisów i zupełnie nie mamy możliwości ocenić, jakie przynoszą skutki. Nie wiemy po prostu, jakie są efekty tych zmian, co one wnoszą, czy przynoszą straty czy zyski. Dlatego postulujemy okres stabilizacji prawa, okres spokoju, który umożliwi nam po pierwsze sprawdzenie, czy wprowadzone zmiany są zgodne z celami, do których mają one doprowadzić.
Po drugie, potrzebujemy czasu na planowanie inwestycji, uzyskanie wszelkich zgód i wreszcie przekonanie organów, zarówno państwowych jak i samorządowych, że produkcja rolna na terenach wiejskich jest niezbędna dla bezpieczeństwa żywnościowego.
PolitykaRolna: Dotychczas pojęcie wsi było tożsame z pojęciem rolnictwa…
Jerzy Rey: Konieczność perswadowania samorządom, że wieś jest miejscem przeznaczonym na rolnictwo, jest paradoksem dzisiejszych czasów: mamy sytuację, w której rolnicy na wsi są dziś w absolutnej mniejszości, a jednocześnie bezpieczeństwo żywnościowe jest zagrożone jak nigdy dotąd. Doświadczamy dziś skutków blokady Cieśniny Ormuz, niedawno odczuwaliśmy skutki przerwania łańcuchów dostaw w czasie pandemii COVID.
To unaoczniło nam – a przynajmniej powinno unaocznić – że każdy kraj musi sam, albo przynajmniej we współpracy z najbliższymi sąsiadami, zapewnić sobie samowystarczalność żywnościową.
Stąd też tak ważne jest moratorium na wprowadzanie zmian legislacyjnych. Równie istotny jest nasz postulat, aby plany ogólne gmin obejmowały również strefy, w których rolnicy, w znacznie szybszym tempie i bez łamania prawa, mogli uzyskiwać zgody na swoje inwestycje. Żeby uzyskiwanie tych zgód nie było obciążone wieloletnimi procesami z różnymi protestującymi osobami, którym na przykład brzydko pachnie obora lub też chlewnia czy ferma kurza, choć to one dopiero co zjawiły się na wsi, w której produkcja rolna funkcjonuje od wieków.
Jest oczywiste, że tam, gdzie prowadzi się produkcję zwierzęcą, są różnego rodzaju zapachy, do których mieszkańcy miast sprowadzający się na wieś nie są przyzwyczajeni. Ale też stają się one coraz mniej uciążliwe, ponieważ coraz więcej gazów jest odzyskiwanych i następnie używanych do zapewnienia samowystarczalności energetycznej przez gospodarstwa rolne.
W tym kontekście warto zwrócić uwagę na rozwój biogazowni i biometanowni na terenach wiejskich, które mogą jednocześnie zneutralizować trzy problemy: konflikty z nowymi mieszkańcami, dochodowość gospodarstw rolnych i konieczność wprowadzenia do naszego systemu energetycznego większej ilość energii ze źródeł odnawialnych. Myślę, że to też jest temat, który mogłaby objąć strategia rozwoju produkcji zwierzęcej.
PolitykaRolna: Polska produkcja zwierzęca, szczególnie drób i wołowina, opiera się głównie na eksporcie, konkurując, zarówno na rynku unijnym jak i na rynku globalnym, z produktami wytwarzanymi wg innych standardów, niewymagających tak dużych nakładów. Czy strategia rozwoju produkcji zwierzęcej powinna zawierać mocny komponent handlowy, czyli kontrolę importu, wsparcie eksportu, promocję jakości i ochronę polskich produktów przed nierówną konkurencją?
Jerzy Rey: W moim przekonaniu powinniśmy przede wszystkim mówić o ochronie produktów nie tyle polskich, co europejskich, ponieważ jesteśmy częścią wspólnego rynku i czerpiemy z tego ogromne korzyści – proszę pamiętać, że to właśnie tam trafia aż 75 procent polskiego eksportu. Uczestnictwo w tym rynku to „być albo nie być” dla polskich rolników i przetwórców.
Stąd też jesteśmy niezwykle zainteresowani wszystkim, co wspiera naszą konkurencyjność, szczególnie w obliczu kolejnych umów o wolnym handlu zawieranych przez Unię. Oczekujemy nie tylko przestrzegania przez kraj eksportujący do UE tych samych standardów produkcji żywności, które obowiązują w Unii, ale też nie blokowania eksportu naszych produktów na te rynki. Negocjacje w tej kwestii powinny być twarde, nakierowane na obronę unijnych, producentów.
Domagamy się zasady wzajemności w umowach – dostęp za dostęp. Jeśli kraje Mercosur otrzymują bezcłowy kontyngent na wołowinę, my też powinniśmy uzyskać taki kontyngent. Jeśli Ukraina sprzedaje do nas drób, my też powinniśmy mieć możliwość sprzedaży drobiu – co w naszym przypadku może mieć postać produktów przetworzonych. Bo Polska, czy szerzej Unia Europejska, w porównaniu z krajami eksportującymi głównie surowiec – np. z Mercosur czy Ukrainą – ma atut w postaci wysoce rozwiniętego, nowoczesnego przetwórstwa produktów rolnych.
Polscy producenci nie boją się konkurencji, która jest oparta na zdrowych zasadach – a zasada „coś za coś” jest pierwszą, podstawową zasadą handlu.
PolitykaRolna: Polski sektor rolny opierał dotychczas swój rozwój na eksporcie dzięki skali produkcji i niskiej cenie. Dziś pozostała skala, ceny są równe albo wyższe od średniej unijnej, natomiast konkurencja ma i skalę i niską cenę. Czy zasada „dostęp za dostęp” wystarczy, by polska produkcja zwierzęca się rozwijała?
Jerzy Rey: Przede wszystkim należy tu przypomnieć, że publiczna dyskusja o tym często opiera się na półprawdach, lub wręcz mitach.
Po pierwsze, eksport z Mercosur do Unii Europejskiej nie zaczął się 1 maja 2026 r. Trwa on od dawna, a jego wielkość była praktycznie taka sama, jak kontyngenty przyznane w umowie handlowej. Czyli mniej więcej tyle samo wołowiny, ile wpływało na rynek UE, będzie wpływać na podstawie umowy.
Różnica jest jedna – ale zasadnicza. To cena. Dotychczas wołowina z Mercosur była obłożona wysokim cłem, co zrównywało jej cenę z ceną wołowiny produkowanej w Unii. Obecnie to cło zostało albo obniżone do 7,5%, albo zniesione całkowicie, co oznacza, że importowane produkty będą na unijnym rynku znacznie tańsze od rodzimych.
Dlatego domagamy się też przestrzegania zasady wzajemności standardów produkcji, bo to one zasadniczo wpływają na ostateczną cenę wołowiny produkowanej w UE.
Po drugie – przypomnę, że gdy Polska wstępowała do Unii Europejskiej, głośno mówiono o tym, że to będzie katastrofa dla polskiego rolnictwa, ponieważ rolnictwo „Starej Europy” jest nowoczesne, wysokotowarowe, zorganizowane.
Dziś jesteśmy największym spośród wszystkich grup społecznych beneficjentem akcesji Polski do UE – umieliśmy zmienić wyzwanie w szansę i wykorzystać ją. Namawiam, byśmy i dziś, po tych 22 latach, potrafili zrobić to jeszcze raz, byśmy nie postrzegali wyzwań jako zagrożeń, ale jako szanse.
PolitykaRolna: Coraz głośniej mówi się o tym, że szansą dla polskiego rolnictwa są produkty jakościowe – standaryzowane, certyfikowane, chronione oznaczeniem geograficznym. Jak Pan ocenia tę myśl i jaką rolę w tym mogłaby odegrać krajowa strategia rozwoju produkcji zwierzęcej?
Jerzy Rey: Zawsze należy pamiętać, że mamy różnorakich konsumentów naszej żywności – i takich, którzy sięgają po produkty premium, i takich, którzy kupują produkty tańsze.
Oczywiście, najlepiej byłoby sprzedawać wyłącznie produkty premium, ale w produkcji zwierzęcej to jest niemożliwe już tylko dlatego, że tusza zwierzęca nie składa się z samych elementów premium.
Na szczęście powoli, dzięki wieloletniej pracy, udaje się zmieniać obraz polskiej wołowiny ukształtowany jeszcze w końcówce PRL–u, kiedy to normą była tzw. „wołowina z kością”. Dziś, dzięki pracy hodowców i producentów, polska wołowina zmienia się w przepyszne burgery, steki i inne potrawy przyrządzane przez kucharzy w restauracjach, stekowniach, burgerowniach, czy po prostu w naszych domach.
Stąd też polska wołowina na rynkach europejskich osiąga najwyższe ceny. To najbardziej dobitne potwierdzenie jej jakości. Natomiast oczywiście – każdy certyfikat, który potwierdza jakość jest niezwykle cenny, dlatego strategia powinna kierować produkcję zwierzęcą w stronę standaryzacji i certyfikacji.
Mam też nadzieję, że uda się nam doprowadzić do powstania giełdy mięsa w Polsce, która umożliwi planowanie kupna określonych ilości towaru o określonych parametrach, i pozwoli na kontrolowanie tych parametrów na rynku.
Wszystko to, co uspokoi sytuację, unormuje rozproszone działanie, wprowadzi przewidywalność i umożliwi długofalowe inwestycje, powinno być ujęte w polskiej strategii rozwoju produkcji zwierzęcej.
PolitykaRolna: Dziękuję za rozmowę



