Niezależnie od działań blokujących zatwierdzenie umowy z Mercosur musimy budować odporność polskiego rolnictwa na presję zewnętrzną. Strategia rozwoju produkcji zwierzęcej jest tu jak najbardziej zasadna – mówi Mirosław Maliszewski, przewodniczący Komisji Rolnictwa Sejmu RP, w wywiadzie dla PolitykaRolna.pl.

Mirosław Maliszewski na polskim stoisku promocyjnym „Poland tastes good” podczas targów żywności.

PolitykaRolna: Panie Przewodniczący, sektor produkcji zwierzęcej postuluje stworzenie krajowej strategii rozwoju. Czy ten postulat jest obecny w pracach sejmowej Komisji Rolnictwa i jakie stanowisko zajmuje Pan w tej sprawie jako jej przewodniczący?

Mirosław Maliszewski: Komisja Rolnictwa cyklicznie analizuje sytuację w poszczególnych sektorach rolnictwa i coraz wyraźniej widzimy, że nie wystarczy reagować na kryzysy, ale trzeba budować odporność na nie. Presja konkurencji międzynarodowej będzie narastać, szczególnie w związku z nowymi umowami o wolnym handlu zawieranymi przez Unię Europejską z krajami trzecimi. Dlatego potrzebujemy strategii rozwoju dla kluczowych sektorów produkcji rolnej, w tym właśnie produkcji zwierzęcej.

Świadomie mówię o „rozwoju”, bo w debacie publicznej pojawia się także pojęcie strategii stabilizacji produkcji. Stabilizacja oznacza jednak utrzymanie na dotychczasowym poziomie, a to za mało – musimy tę produkcję wzmacniać, odbudowywać tam, gdzie została osłabiona i tworzyć warunki do jej dalszego rozwoju.

Przez ostatnich kilkanaście lat opłacała się produkcja roślinna, co spowodowało, że wielu rolników zrezygnowało z produkcji zwierzęcej, która jest zdecydowanie trudniejsza, i często także mniej opłacalna. Polska nie może jednak pozwolić sobie na to, aby produkcja zwierzęca stopniowo zanikała – byłoby to zagrożeniem nie tylko dla rolników, ale także dla bezpieczeństwa żywnościowego kraju.

Wiem, że sektor wołowiny ma własną strategię, wyznaczającą cele i formy działania do 2030 roku. To dobry przykład myślenia długofalowego. Bardzo korzystne byłoby, gdyby podobne strategie powstały także dla innych sektorów produkcji zwierzęcej, aby można było na tej podstawie przygotować spójną strategię rozwoju produkcji zwierzęcej o randze dokumentu narodowego, która byłaby mapą drogową postępowania dla wszystkich uczestników rynku. Komisja Rolnictwa będzie z pewnością przychylnie odnosić się do prac nad takim dokumentem i wspierać działania, które pozwolą nadać strategii rozwoju produkcji zwierzęcej odpowiednią rangę państwową.

PolitykaRolna: Produkcja zwierzęca jest nierozłącznie związana z możliwością inwestowania na terenach wiejskich. Tymczasem rolnicy coraz częściej wskazują, że plany ogólne gmin mogą ograniczać rozwój gospodarstw. Branża krytycznie ocenia te plany, obawiając się zawężenia przestrzeni przeznaczonej na produkcję rolną. Czy proponowana przez Ministerstwo Rolnictwa ustawa o ochronie produkcyjnej funkcji wsi może tę sytuację poprawić i czy Sejm zajmie się także projektem ustawy złożonym przez Prezydenta RP?

Mirosław Maliszewski: Niewątpliwie w wielu miejscach na polskiej wsi toczy się konflikt pomiędzy tymi, którzy zajmują się produkcją rolną, a tymi, którzy osiedlili się tam, choć nie mają nic wspólnego z rolnictwem.

Moim zdaniem wieś to przede wszystkim miejsce produkcji rolnej i ci, którzy protestują przeciwko uciążliwościom związanym z zapachami wydostającymi się z obory czy z chlewni, hałasem ciągników jeżdżących wykonujących zabiegi czy kombajnów koszących zboże, muszą to zaakceptować. Te uciążliwości towarzyszą produkcji żywności, a czyjś spokój nie jest cenniejszy od bezpieczeństwa żywnościowego Polski.

Dlatego obydwa projekty – ministerialny i prezydencki – jeśli trafią do Sejmu, będą równolegle rozpatrywane. Byłoby bardzo dobrze, gdyby trafiły pod obrady Komisji Rolnictwa w tym samym czasie. Oczywiście zostanie wybrany jeden z nich – tej samej kwestii nie mogą regulować dwie ustawy.

PolitykaRolna: Eksperci zwracają uwagę na korzystną dla państwa synergię między rozwojem sektora biogazu a sektorem produkcji zwierzęcej. Biogazownie i biometanownie powstają jednak wolniej, niż wynika to z potencjału Polski, powodem są m.in. bariery regulacyjne i niewystarczające wsparcie państwa. Jak Komisja Rolnictwa podejmuje ten temat w swoich pracach?

Mirosław Maliszewski: Niedawno odbyły się dwa posiedzenia Komisji na temat biogazowni rolniczych, ale też odbywały się posiedzenia w zakresie innych metod wytwarzania energii, jak agrowoltaika czy turbiny wiatrowe.

Uważamy, że trzeba obniżać koszty energii elektrycznej w gospodarstwach, a tego typu instalacje mogą to umożliwić. Po drugie – biogazownie mogą stanowić dodatkowe źródło dochodów dla gospodarstw, co w obecnym czasie jest bardzo wskazane.

Dlaczego rozwój biogazowni i biometanowni następuje tak powoli? Ja widzę tu jedną główną przyczynę, którą miałem okazję zaobserwować w wielu miejscach. Tą przyczyną jest społeczny opór przed tego typu instalacjami. To lokalni mieszkańcy wywierają presję na urzędników, aby nie wydawali zezwoleń na lokowanie tego typu obiektów.

Przy czym trzeba mocno zaznaczyć, że przeciwko biogazowniom protestują nie tylko tzw. nowi mieszkańcy wsi, ale też sami rolnicy. Branża oczekuje regulacji prawnych, ale bez przekonania mieszkańców obszarów wiejskich, że biogazownia nie śmierdzi, a daje tanią energię, niewiele tu można zrobić.

To jest problem, nie tylko dla sektora produkcji zwierzęcej i sektora biogazowego. Biogazownie i biometanownie to rozproszone źródła energii odnawialnej, które są dla Polski korzystne z dwóch powodów: pierwszy – pozwalają nam redukować emisje gazów cieplarnianych, a więc realizować cele polityki klimatycznej UE; drugi – zapewniają bezpieczeństwo energetyczne, ponieważ rozproszone źródła energii trudniej zaatakować, niż jedną elektrownię.

Niemniej nie wyobrażam sobie, żebyśmy odgórnie jako państwo, narzucili obywatelom przymus zgody na lokalizację biogazowni i biometanowni w ich miejscach zamieszkania. Konieczna jest akcja edukacyjna.

PolitykaRolna: Panie przewodniczący, import żywności z Mercosur już się rozpoczął. Polska podejmuje działania prawne wobec umowy UE–Mercosur, ale niezależnie od tych działań sektor rolny musi przygotowywać się na silniejszą presję konkurencyjną. Jednym ze sposobów jest wzmocnienie popytu wewnętrznego na krajową żywność, wzmocnienie patriotyzmu konsumenckiego. Czy Sejm prowadzi dyskusję o tym, jak to zrobić?

Mirosław Maliszewski: Po pierwsze, bardzo podoba mi się teza zawarta w pytaniu, że niezależnie od działań blokujących zatwierdzenie formalne umowy z Mercosur powinniśmy budować odporność polskiego rolnictwa na konkurencję z produktami z tego regionu.

My w Sejmie oczywiście dyskutujemy o Mercosur – niestety, w 95 procentach tylko o tym, kto zawinił w tej sprawie i jak ten import jest szkodliwy dla rolnictwa. Jest to oczywiście mało produktywne. Pragmatyczna dyskusja o tym, jak się w tej sytuacji zachować, to może 5 procent całej debaty.

A nie ma sytuacji bez wyjścia – nie jest tak, jak mówią niektórzy, nawet całkiem uznani eksperci, że polskie rolnictwo otrzymało śmiertelny cios i to jego koniec.

Jakie są rozwiązania? Polskie rolnictwo produkuje bardzo dużo żywności i jest nastawione na eksport. Sektor drobiu jest liderem a sektor wołowiny znajduje się w czołówce producentów i eksporterów w Unii Europejskiej. Popyt krajowy na żywność jest dosyć duży, ale nie równoznaczny z popytem na żywność produkowaną w kraju. Porównując w dalszym ciągu drób i wołowinę, mamy tu różną sytuację – drób jest bardzo popularny w Polsce, ale jest pod presją importu z Ukrainy. Natomiast spożycie wołowiny, choć rosnące, wciąż jest niskie – 4 kg na osobę rocznie to znacznie mniej niż australijskie 20 kg, czy brazylijskie ponad 30. Co do presji importowej – ona może dopiero teraz zaistnieć, po wejściu w życie umów z Mercosur i Australią.

O ile więc w przypadku wołowiny jest potencjał do wzrostu popytu krajowego, to w przypadku drobiu kluczowe jest wzmocnienie patriotyzmu konsumenckiego.

I tu łączą się obydwa kierunki – proszę zobaczyć, jakie zapisy zawarto w umowie pomiędzy Unią Europejską a Australią odnośnie do rolnictwa. Tam wyraźnie zapisano ochronę 165 europejskich produktów premium, oznaczonych Chronionym Oznaczeniem Geograficznym, ale z polskich produktów znalazły się tam tylko „Żubrówka” i „Polska wódka”.

Problem nie w tym, czy ktoś tu „zawalił” czy nie – problem w tym, że choć mamy kilkadziesiąt produktów chronionych oznaczeniem geograficznym, to są to produkty o zasięgu lokalnym, nawet nie ogólnopolskim. Nie są znane na świecie.

Więc jeżeli nasze mleko nie będzie się niczym różniło od mleka z innych krajów świata, to w jaki sposób wygramy konkurencję? Potrzebujemy żywności unikalnej, wysokojakościowej, ale też standaryzowanej i certyfikowanej. Bez tego nie wygramy. I nie pomogą tu żadne protesty rolników ani burzliwe posiedzenia takiego czy innego gremium – w tym Komisji Rolnictwa Sejmu RP. Protesty i uchwały nie zmuszą konsumenta do kupienia konkretnego produktu.

Oczywiście żaden rolnik w pojedynkę nie spowoduje, że konkretny, choćby genialny w smaku produkt, podbije rynek. To jest odpowiedzialność organizacji branżowych, które powinny wykorzystać dostępne narzędzia, takie jak wsparcie finansowe dla spółdzielni rolniczych i grup producenckich, a także fundusze na promocję żywności pochodzące z budżetu UE.

Podsumowując – budowanie odporności polskiego rolnictwa to budowanie jakości polskiej żywności. To zrobiły kraje „starej Unii”, gdy Polska wchodziła do UE ze swoim ogromnym i tanim rolnictwem. My teraz musimy zrobić to samo.

PolitykaRolna: Dziękuję za rozmowę

#FunduszePromocji

Biogazownie rolnicze mogą zapewnić tanią, rozproszoną energię i wzmocnić bezpieczeństwo energetyczne Polski. Aby istniały, potrzebna jest hodowla bydła. Bez obór nie będzie ani biogazu, ani stabilnej transformacji w kierunku odnawialnych źródeł energii.

Mirosław Maliszewski na polskim stoisku promocyjnym „Poland tastes good” podczas targów żywności.

Biomasa – podstawa transformacji

Transformacja energetyczna w Europie coraz mocniej opiera się na biomasie. Już dziś około 60% energii odnawialnej w UE pochodzi właśnie z tego źródła, a największym dostawcą biomasy jest rolnictwo. W praktyce oznacza to, że bezpieczeństwo energetyczne i polityka klimatyczna coraz silniej zależą od produkcji rolnej, a szczególnie od hodowli zwierząt. Najlepszym przykładem tej zależności jest biogazownia rolnicza.

Energia, która powstaje w gospodarstwie

Biogazownia rolnicza jest źródłem energii działającym lokalnie, w miejscu powstawania substratu. Nie potrzebuje importowanego paliwa i nie zależy od pogody. Pracuje przez całą dobę, dostarczając prąd i ciepło dla gospodarstwa, zakładu przetwórczego lub lokalnej sieci.

W układzie kogeneracyjnym sprawność instalacji może sięgać nawet 87%. Około 37% energii trafia do sieci w postaci prądu, a kolejne 50% jako ciepło wykorzystywane na miejscu. To jeden z najwyższych poziomów wykorzystania energii spośród wszystkich technologii odnawialnych.

Dzięki temu biogazownia staje się lokalną elektrownią, która produkuje energię tam, gdzie powstaje surowiec. Ogranicza to straty przesyłowe i zmniejsza zależność od zewnętrznych dostaw paliw.

Ile krów potrzeba do biogazowni

Dla rolnika kluczowe pytanie brzmi: czy taka instalacja ma sens w jego gospodarstwie. Odpowiedź zależy przede wszystkim od liczby zwierząt i ilości gnojowicy. Szacunkowe dane pokazują, że nawet średniej wielkości stada mogą zasilać mikrobiogazownie:

  • biogazownia 16 kW: ok. 80–140 krów,
  • biogazownia 22 kW: ok. 120–200 krów,
  • biogazownia 33 kW: ok. 180–300 krów,
  • biogazownia 44 kW: ok. 240–400 krów.

W praktyce oznacza to, że gospodarstwo utrzymujące od 80 do 400 krów może zasilać instalację o mocy do około 50 kW, pracującą głównie na potrzeby własne. Dla porównania, aby uzyskać podobną moc z gnojowicy trzody chlewnej, potrzeba nawet kilku tysięcy tuczników. To pokazuje, jak stabilnym i wydajnym źródłem substratu jest bydło.

Jak działa biogazownia

Biogaz powstaje w procesie fermentacji beztlenowej. W zamkniętym zbiorniku, zwanym fermentorem, mikroorganizmy rozkładają materię organiczną bez dostępu tlenu. Produktem tego procesu jest biogaz oraz poferment.

Biogaz składa się głównie z:

  • 50–70% metanu,
  • 30–50% dwutlenku węgla.

Fermentacja przebiega w czterech etapach:

  • hydroliza – rozkład związków organicznych,
  • faza kwasowa – powstawanie kwasów i wodoru,
  • faza octowa – tworzenie prekursorów metanu,
  • faza metanowa – produkcja metanu.

Proces odbywa się zwykle w temperaturze około 35–38°C i przy ciągłym mieszaniu substratu. Wytworzony gaz trafia do agregatu kogeneracyjnego, który produkuje jednocześnie prąd i ciepło.

Prąd, ciepło i nawóz w jednym procesie

Biogazownia rolnicza nie produkuje tylko energii. Z jednego procesu powstają trzy użyteczne produkty:

  • energia elektryczna,
  • ciepło,
  • poferment, czyli nawóz organiczny.

Poferment zachowuje wszystkie składniki pokarmowe obecne w gnojowicy i oborniku: azot, fosfor i potas. Co ważne, zawiera on więcej azotu w formie amonowej, łatwo przyswajalnej przez rośliny. Dzięki temu może ograniczyć zużycie nawozów mineralnych.

Fermentacja eliminuje również patogeny i nasiona chwastów, zmniejsza uciążliwość zapachową i ogranicza emisję metanu z gnojowicy. W praktyce biogazownia zamienia problem z odchodami zwierzęcymi w energię i nawóz.

Biogaz zaczyna się od bydła

Choć biogaz można produkować z różnych surowców, doświadczenia wielu krajów pokazują jednoznacznie, że najbardziej stabilne i opłacalne są instalacje oparte na biomasie mokrej, czyli gnojowicy i odpadach z produkcji rolno-spożywczej. Biogazownie oparte głównie na zakupionej biomasie roślinnej często traciły opłacalność. Wysokie koszty surowca i straty energii powodowały problemy finansowe, a w wielu przypadkach kończyło się to zamykaniem instalacji.

Gnojowica i obornik mają inną charakterystykę. To substrat:

powstający codziennie w gospodarstwie,

  • dostępny lokalnie,
  • niezależny od rynku surowców,
  • zapewniający ciągłość produkcji gazu.

Dlatego właśnie hodowla bydła jest fundamentem biogazowni rolniczych.

Hodowla kluczem do transformacji energetycznej

W unijnej polityce energetycznej biomasa jest jednym z głównych filarów odnawialnych źródeł energii. To z niej pochodzi większość energii z OZE w Europie. Jednocześnie rośnie zapotrzebowanie na biomasę rolniczą i biogaz, szczególnie w ciepłownictwie.

W Polsce do połowy stulecia może być potrzebne nawet kilkanaście milionów ton biomasy rocznie, aby utrzymać stabilne i akceptowalne cenowo źródła ciepła. To sprawi, że bezpieczeństwo energetyczne kraju będzie w coraz większym stopniu zależało od tego, czy na wsi nadal będą utrzymywane stada bydła.

Wraz z tym rosnąć będzie rola rolnictwa w systemie energetycznym. Szczególnie ważna staje się produkcja zwierzęca, bo to ona dostarcza najbardziej stabilnego substratu do biogazowni.

Gnojowica i obornik przestają być traktowane jako odpad. W logice transformacji stają się surowcem energetycznym.

Bez obór nie będzie biogazowni

Biogazownie rolnicze mają łączyć dwa cele: bezpieczeństwo energetyczne i transformację klimatyczną. Produkują energię lokalnie, stabilizują system i zamykają obieg składników w gospodarstwie. Ten model ma jednak podstawowy warunek. Biogazownia potrzebuje stabilnego substratu, a tym substratem jest gnojowica i obornik.

Bez hodowli bydła nie będzie ani biogazowni, ani rozproszonej energetyki, na której ma się opierać bezpieczeństwo kraju i transformacja energetyczna.

#FunduszePromocji

Privacy Preference Center