Japonia kupuje polską wołowinę od dawna, ale przez dekadę robiła to na warunkach, które ograniczały nasze możliwości sprzedaży. 14 kwietnia 2026 r. dotychczasowe bariery zostały usunięte, a możliwości polskiego eksportu zwielokrotnione.

Przełom dyplomatyczny
W dniu 14 kwietnia „zakończone zostały wieloletnie starania o rozszerzenie asortymentu produktów mięsnych eksportowanych przez polskie firmy na rynek japoński” – poinformowało Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
Decyzję o zniesieniu bariery wieku zwierząt z Polski, których mięso mogło trafiać do Japonii, oraz zgodzie na import produktów przetworzonych w wołowiny i drobiu, ogłosili wspólnie: minister rolnictwa Stefan Krajewski oraz japońscy ministrowie: rolnictwa Norikazu Suzuki i zdrowia Kenichiro Ueno. W wymiarze dyplomatycznym była ona efektem oficjalnej wizyty w Japonii premiera Donalda Tuska z delegacją polskiego rządu.
– To przełom, na który polscy producenci czekali od lat. Zniesienie bariery wiekowej w eksporcie polskiej wołowiny i otwarcie japońskiego rynku na przetworzone produkty mięsne to przełomowa decyzja, która istotnie zwiększy możliwości eksportowe polskich producentów – powiedział minister Krajewski podczas specjalnej konferencji prasowej.
Historia polskiej wołowiny w Japonii
Historia handlu wołowiną pomiędzy Polską a Japonią w ostatniej dekadzie to proces przechodzenia od rygorystycznych ograniczeń sanitarnych do pozycji lidera wśród unijnych dostawców.
W sierpniu 2014 roku po długotrwałych staraniach o przywrócenie dostępu do rynku po epizodach BSE (gąbczastej encefalopatii bydła), strona japońska narzuciła twarde rygory bezpieczeństwa. Główną barierą był limit wieku zwierząt, z których mięso mogło być eksportowane do Japonii.
– „Dotychczas, zgodnie z wprowadzonymi 1 sierpnia 2014 r. warunkami importu, z Polski do Japonii mogło trafiać jedynie mięso wołowe od zwierząt, których wiek nie przekraczał 30 miesięcy” – informuje Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa w komunikacie z dnia 15 kwietnia br. dotyczącym zniesienia tych ograniczeń.
Impulsem dla rozwoju handlu było wejście w życie w 2019 roku umowy o partnerstwie gospodarczym między UE a Japonią (EPA). Umowa zniosła cła na wiele produktów rolnych i wprowadziła harmonogram redukcji taryf na wołowinę. Polska wykorzystała ten mechanizm najskuteczniej spośród państw członkowskich UE:
„Polska wołowina mrożona zajmuje wiodącą pozycję wśród eksporterów z UE na rynku japońskim, odpowiadając za ponad 70 proc. całkowitego eksportu tego produktu z UE do Japonii” – czytamy w artykule „Expo 2025 Osaka, Kansai – szansa dla polskiego przemysłu spożywczego na rozwój eksportu do Japonii” z dnia 23.05.2025 r.
W 2023 roku Japonia stała się trzecim najważniejszym rynkiem pozaunijnym dla polskiej wołowiny (po Wielkiej Brytanii i Izraelu). Wartość eksportu samej wołowiny i podrobów wołowych do Japonii osiągnęła w 2023 roku poziom 28,94 mln euro, co stanowiło wzrost o blisko 9,5% w stosunku do średniej z pięciu poprzednich lat.
Potencjał eksportowy polskiego sektora wołowiny
Zniesienie ograniczeń dotyczących wieku zwierząt, z których pochodzi mięso przeznaczone na eksport, oraz dopuszczenie produktów przetworzonych z wołowiny oznacza dla polskiego sektora istotne zwiększenie skali sprzedaży na rynek japoński.
Branża zyskuje możliwość wykorzystania całej struktury pogłowia zwierząt oraz dywersyfikacji portfela produktów w oparciu o surowiec o zróżnicowanych parametrach marmurkowatości i dojrzałości kulinarnych elementów. Jest to również sygnał dla rynków globalnych, że polski nadzór weterynaryjny i linie przetwórcze spełniają standardy rynku, który od lat uchodzi za jeden z najtrudniejszych pod względem sanitarnym i jakościowym
– „Zniesienie bariery wieku to faktyczne odblokowanie ogromnego potencjału naszych gospodarstw. Do tej pory byliśmy liderem w eksporcie mrożonego surowca, ale nasze możliwości sięgają znacznie dalej. Możemy eksportować produkty już przetworzone, czyli różnego rodzaju wędliny, konserwy mięsne zawierające wołowinę i to jest możliwość szerokiego wejścia praktycznie z pełnym asortymentem na rynek Japonii. Dzięki temu możemy skokowo zwiększyć wartość naszej wysyłki. Nie boję się stwierdzenia, że Polska ma potencjał, by w ciągu najbliższych kilku lat podwoić wartość eksportu mięsa wołowego do Japonii” – wskazuje Jacek Zarzecki, wiceprzewodniczący Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny.
Polska wołowina vs wagyū
W opinii wielu Polaków decyzja Japonii albo nie ma większego znaczenia, albo jest co najmniej niezrozumiała. Wynika to z przekonania o wyższości japońskiej wołowiny wagyū nad każdą inną wołowiną, a już na pewno polską.
Prawda jest taka, że są to dwie różne wołowiny. Wagyū charakteryzuje ekstremalna marmurkowatość, z czym związana jest wysoka zawartość tłuszczu. Dzięki temu ma ona swój legendarny, słodki i maślany smak, jednak właśnie ten smak powoduje, że wagyū nie spożywa się w formie klasycznego steka. To wołowina serwowana w małych porcjach i spożywana raczej na specjalne okazje jako danie „kultowe”, niż zwykły posiłek – wpływ na to ma również bardzo wysoka cena.
Polska wołowina ma umiarkowaną marmurkowatość, dzięki czemu mięso jest soczyste, ale tłuszcz nie dominuje w jego smaku. Smak polskiej wołowiny jest głęboki, mięsny, pochodzący z białka, a cena oscyluje pomiędzy średnią a wysoką. Dlatego polska wołowina nie tylko nie próbuje, ale nawet nie musi być kopią wagyū, by zyskać odbiorców wśród zwykłych Japończyków.
– „Musimy jasno powiedzieć: polska wołowina nie próbuje być kopią wagyū, bo to produkt z zupełnie innej kategorii kulinarnej. My oferujemy japońskiemu konsumentowi to, czego on dziś poszukuje najbardziej – najwyższej jakości „akami”, czyli chude, czerwone mięso, które jest zdrowszą i lżejszą alternatywą dla przesyconego tłuszczu wagyū. Nasza wołowina, produkowana bez hormonów i w najwyższym dobrostanie, idealnie trafia w segment premium-affordable. Japończyk chce zjeść steka lub yakiniku kilka razy w tygodniu, a nie tylko od święta, i tu właśnie polska wołowina wygrywa relacją ceny do jakości kulinarnej” – wyjaśnia Jacek Zarzecki.
Japonia jako tarcza anty-Mercosur
Decyzja Japonii, będąca efektem – co należy zaznaczyć – wieloletniej pracy polskiej dyplomacji, której zwieńczeniem była wizyta w Tokio polskiej delegacji rządowej, z premierem Donaldem Tuskiem i ministrem Stefanem Krajewskim, ma dla polskiego sektora wołowiny znaczenie większe niż tylko otwarcie konkretnego, choć przecież lukratywnego, rynku.
To dowód na to, że najskuteczniejszą odpowiedzią na presję wynikającą z umów handlowych UE nie jest bierne oczekiwanie na wyroki trybunałów, kolejne unijne spory i polityczne deklaracje, lecz konsekwentne budowanie własnej odporności poprzez otwieranie nowych rynków i wzmacnianie konkurencyjności.
– To pokazuje jedną rzecz: kierunek obrany przez Ministerstwo Rolnictwa, czyli otwieranie nowych rynków i poszerzanie możliwości eksportowych, jest dziś najbardziej realną tarczą antymerkosurową dla sektora wołowiny. Nie możemy czekać wyłącznie na to, co wydarzy się na poziomie europejskim, jaki wyrok wyda TSUE albo jakie decyzje zapadną w Brukseli. Musimy budować własną odporność i wzmacniać konkurencyjność, a ta powinna opierać się także na budowaniu marki polskiej wołowiny, opartej na systemie QMP. To jest krok w dobrym kierunku i odpowiedź na oczekiwania branży – mówi Jacek Zarzecki.
Czas na działanie rolników
Jednak żadne decyzje polityczne i administracyjne nie pomogą tym, którzy sami nie podejmą działania. Polska wołowina ma dziś na wielu rynkach bardzo dobrą opinię, ale wynika ona z tego, że jej jakość jest potwierdzona certyfikatami. Certyfikaty z kolei są dowodem na spełnianie wysokich standardów dobrostanu, ale też niskoemisyjnej produkcji – oba te kryteria są doceniane w całej Azji. Dlatego tak duże znaczenie ma budowanie marki „Polska Wołowina”, opartej na systemie QMP, bo to właśnie on pozwala przełożyć deklarację jakości na język konkretu, a więc na parametry, identyfikowalność i powtarzalność produktu.
Dlatego producenci wołowiny powinni zrozumieć, że jeśli chcą wziąć udział w zyskach z otwierania rynków, muszą dołączyć do systemu jakości QMP – który będzie jednym z warunków możliwości sprzedaży mięsa pod brandem „Polska Wołowina” – bo państwo polskie nie zagwarantuje im dostępu do światowych rynków.
– Zadaniem państwa jest otwierać rynki, znosić bariery prawne i legislacyjne, czyli tworzyć warunki, w których mogą być zawierane kontrakty. Ale państwo nie podpisuje tych kontraktów i nie sprzedaje – to należy do rolników, przetwórców, eksporterów. To muszą przede wszystkim rolnicy zrozumieć – państwo nie jest sprzedawcą ich wołowiny – mówi Jacek Zarzecki.
Taki sposób patrzenia dobrze porządkuje także znaczenie japońskiego przełomu. Państwo zrobiło to, co do niego należy: usunęło barierę, otworzyło rynek i stworzyło dla branży szersze pole działania. Reszta będzie już zależała od tego, czy sektor potrafi ten moment wykorzystać, zwiększyć obecność swoich produktów, budować markę polskiej wołowiny i przełożyć formalny sukces negocjacyjny na trwały wzrost sprzedaży.



