– Dzięki produkcji zwierzęcej możemy ograniczyć uzależnienie od importu nawozów, gazu, paliw. Możemy szybciej redukować emisję gazów cieplarnianych i zabezpieczyć polską sieć energetyczną. Bardzo ważne jest, by krajowa strategia rozwoju produkcji zwierzęcej powstała – mówi Jerzy Wierzbicki, przewodniczący Rady Sektora Wołowiny, prezes PZPBM i przewodniczący PPZW.

PolitykaRolna: Panie prezesie, jest Pan jednym z pomysłodawców stworzenia narodowej strategii rozwoju produkcji zwierzęcej – wraz z prezesami innych czołowych organizacji zrzeszonych w Inicjatywie #HodowcyRazem już w listopadzie 2025 r. apelował Pan do Ministerstwa Rolnictwa o podjęcie prac nad tym dokumentem. Dlaczego ta strategia jest tak ważna i potrzebna?
Jerzy Wierzbicki: Słyszymy często z ust pana ministra rolnictwa, ze strony kierownictwa resortu, ze strony polityków, że produkcja zwierzęca jest niezwykle ważna dla całego rolnictwa. Politycy wiedzą już, że rolnictwo to naczynia połączone, i silna produkcja zwierzęca to duży popyt na pasze wytwarzane dzięki produkcji roślinnej.
Coraz mocniej też rozumieją, że dzięki produkcji zwierzęcej możemy zredukować zapotrzebowanie na nawozy sztuczne, co nie tylko wzmocni naszą suwerenność, ale ułatwi realizację polityki klimatycznej UE.
Produkcja zwierzęca ułatwi też redukcję emisji gazów cieplarnianych dzięki dostarczaniu substratu do biogazowni, zapewniając w ten sposób nie tylko rozwój odnawialnych źródeł energii, ale też wzmacniając bezpieczeństwo energetyczne państwa, bo rozproszone źródła energii są dużo bardziej bezpieczne od elektrowni, która jest szczególnie podatna na zagrożenia.
Dlatego bardzo ważne jest, aby zrównoważony rozwój produkcji zwierzęcej realizować w Polsce efektywniej niż do tej pory. Naszym zdaniem – mówię tu w imieniu Inicjatywy #HodowcyRazem – należy ten rozwój wkomponować w dokumenty strategiczne Polski, we współpracy całej branży i Ministerstwa Rolnictwa. Ten dokument musi oczywiście reprezentować poszczególne sektorowe punkty widzenia, stając się w ten sposób solidnym punktem wyjścia dla wieloletniej strategii rozwoju polskiego rolnictwa.
PolitykaRolna: Zwierzęta są dziesiątkowane przez choroby: BSE, rzekomy pomór drobiu, ASF, itd. Czy strategia powinna uwzględniać program zwalczania chorób zwierząt?
Jerzy Wierzbicki: Absolutnie tak: bioasekuracja, reagowanie na kryzysy, czy też cały system odszkodowań wymagają przeglądu i dopracowania na przyszłość. Ryzyka związane z chorobami są realne i powinny być przedmiotem głębszej współpracy pomiędzy branżą a urzędnikami. Wspólna praca nad strategią umożliwiłaby taką rewizję dotychczasowego podejścia.
W moim przekonaniu sektor produkcji zwierzęcej jest otwarty na szukanie dobrych rozwiązań i gotowy do ich wypracowywania. Trzeba tylko, żebyśmy mieli możliwość usiąść przy jednym stole wspólnie – np. w sprawie choroby niebieskiego języka potrzebujemy dialogu całego sektora, mleczarzy i producentów mięsa, z przedstawicielami weterynarii, resortu rolnictwa itd. Jest to konieczne, abyśmy w przyszłości nie drżeli w obawie przed epidemią pryszczycy czy innych, nie spodziewanych jeszcze zagrożeń.
Przykładem może być dla nas Irlandia – tam bardzo sprawnie organizacje branżowe we współpracy z rządem opracowują pięcioletnie strategie, a następnie je realizują. Dzięki temu mają świetne osiągnięcia, jeśli chodzi o poprawę jakości, zrównoważonego charakteru produkcji i marketing produktów. Takiej współpracy byśmy sobie życzyli.
PolitykaRolna: Długofalowa strategia umożliwiłaby też zapewne lepsze finansowanie produkcji zwierzęcej – banki, widząc państwową gwarancję, że ta produkcja nie będzie ograniczana, np. przez blokowanie inwestycji na obszarach wiejskich, byłyby bardziej skłonne kredytować te inwestycje, prawda?
Jerzy Wierzbicki: Zdecydowanie tak. Szczególnie, że do niedawna dominował pogląd, że produkcja zwierzęca jest obciążeniem dla środowiska, bo emisja, metan, gazy itp. Do tego dochodzi niebezpieczne wręcz przekonanie o tym, że mięso, a szczególnie czerwone mięso, szkodzi zdrowiu człowieka.
W krajowej strategii rozwoju produkcji zwierzęcej powinny wybrzmieć dwie rzeczy. Po pierwsze: produkcja zwierzęca nie jest problemem, tylko rozwiązaniem problemu emisji gazów cieplarnianych. To zwierzęta dzięki temu, że odżywiają się roślinami, umożliwiają stałą sekwestrację węgla na użytkach zielonych – łąkach i pastwiskach.
Wystarczy przyjrzeć się stałemu cyklowi natury: rośliny pobierają z atmosfery dwutlenek węgla, kończą cykl życia i rozkładają się, emitując gazy. Dzięki wypasowi przeżuwaczy, np. bydła, roślinność stale odnawia się na pastwiskach, co zwiększa powierzchnię pochłaniającą węgiel. Następnie zwierzęta, wydalając odchody, zapewniają substrat dla biogazowni i biometanowni, umożliwiając produkcję biopaliw, które mogą napędzać np. samochody.
W ten sposób zwierzęta są całkowicie neutralne z punktu widzenia bilansu węgla w przyrodzie. Trzeba więc strategicznie odwrócić szkodliwą narrację o szkodliwości hodowli zwierzęcej, bo hodowla prowadzona w sposób zrównoważony jest absolutnie przyjazna dla planety.
Druga rzecz to mit o szkodliwości spożywania mięsa. Wiemy już, że w USA opracowano nową, „odwróconą piramidę żywienia”, w której czerwone mięso zajęło wysoką pozycję na samej górze. Dowiedziono bowiem na licznych przykładach, że problemem nie jest mięso, ale wysoko przetworzona żywność bogata w sól, cukier i inne tego typu substancje. Mięso natomiast dostarcza wysokiej jakości białko, mikroelementy, witaminy.
W związku z tym nie należy powielać przekazu o konieczności redukcji spożycia mięsa, bo adresowany do osób, które spożywają go zbyt mało może im wyrządzić szkodę. Należy edukować jak komponować zrównoważoną dobrze zbilansowaną dietę, w której ważną rolę odgrywają zarówno warzywa jak i produkty pochodzenia zwierzęcego.
PolitykaRolna: #HodowcyRazem w swoim apelu do Ministerstwa Rolnictwa zwracali uwagę na potrzebę wyznaczenia stref produkcji rolnej i pomoc rolnikowi w raportowaniu ESG. Te elementy są już poniekąd realizowane – pierwszy przez ustawę o planowaniu przestrzennym, drugi przez Okrągły Stół ESG. Czy jednak takie pojedyncze działania prawne i paraprawne zapewnią systemową stabilność i przewidywalność dla funkcjonowania sektora?
Jerzy Wierzbicki: Niestety, jeśli chodzi o ochronę produkcji rolnej, to jesteśmy w coraz trudniejszej sytuacji. Plany ogólne, które mają być uchwalone do czerwca, zostały zdominowane przez uznanie, że wieś ma być miejscem atrakcyjnym do życia dla tzw. nowych mieszkańców i osób niezwiązanych z rolnictwem. Podobno na całych obszarach wiejskich w Polsce jest już wyznaczonych czterdzieści milionów działek nierolniczych – czyli więcej niż mamy ludności w kraju. W tej sytuacji rolnikom będzie bardzo trudno uzyskać strefy, w których będzie można rozwijać produkcję rolną, budować budynki gospodarskie.
Chcę w tym miejscu pochwalić pana ministra rolnictwa oraz pana prezydenta, którzy w niemal tym samym czasie wyszli z inicjatywą ustawy o ochronie produkcyjnej funkcji wsi. I zaapelować do rolników, którzy widzą u siebie w gminach, na czym polegają ich problemy, aby bardzo intensywnie i konstruktywnie zaangażowali się w kształtowanie tego aktu przesyłając do Ministerstwa Rolnictwa swoje uwagi w procesie legislacyjnym i konsultacjach.
Jeśli chodzi o raportowanie ERS, warto w tym miejscu przypomnieć o trwających pracach nad ekoschematem niskoemisyjnym – liczymy na to, że deklaracja uruchomienia tego ekoschematu złożona przez ministra Krajewskiego, zostanie zrealizowana w następnej kampanii dopłat. Ten pierwszy krok na drodze do popularyzacji praktyk niskoemisyjnych to element strategicznego podejścia do produkcji zwierzęcej.
PolitykaRolna: Efekty uchwalania planów ogólnych przez gminy to w zasadzie dowód na to, że krajowa strategia produkcji zwierzęcej jest niezbędna, aby postawić tamę szkodliwym działaniom destabilizującym działalność sektora…
Jerzy Wierzbicki: Tak. Niestety, gminy są zdominowane przez nie rolników, którzy chcieliby, aby na wsi było „sielsko–anielsko”, natomiast normalna działalność rolnicza psuje im to naiwne wyobrażenie, bo wiadomo – są jakieś zapachy, jakieś dźwięki.
Nam oczywiście nie chodzi o to, żeby zmusić gminy do lokowania u siebie produkcji zwierzęcej. Mówimy o szukaniu dobrych rozwiązań, dobrych kompromisów pomiędzy funkcją produkcyjną wsi a miejscem do życia, dobrostanem mieszkańców a produkcją żywności.
PolitykaRolna: Ci nowi mieszkańcy wsi też najczęściej protestują, wbrew zresztą zdrowemu rozsądkowi, przeciwko biogazowniom rolniczym, które przecież mogą dostarczać im tanią energię…
Jerzy Wierzbicki: Biogazownie powinny być uznane za element bezpieczeństwa energetycznego państwa, bo „w razie W” trudno rozproszone mikroelektrownie wyłączyć jednym uderzeniem. Przyjmując ten punkt widzenia powinno się uruchomić programy wspierające inwestycje w biogazownie, przyłączenia, przesył produkowanej przez nie energii.
To powinno być też zaadresowane w strategii rozwoju produkcji zwierzęcej. My będziemy starali się włączyć naszą branżę w opracowywanie strategii transformacji energetycznej państwa. Będziemy starali się być aktywni i przekonywać, że środki przeznaczone w ramach np. polityki spójności na stabilizację bezpieczeństwa energetycznego, na zieloną transformację, powinny być częściowo alokowane na biogazownie.
PolitykaRolna: Panie prezesie – nie da się ukryć, że branża produkcji zwierzęcej to kilka bardzo różniących się od siebie sektorów i kilkanaście organizacji. Jak powinny być zorganizowane prace nad tym dokumentem, o randze przecież strategii narodowej, żeby nie tylko pogodzić te wszystkie interesy, ale też zapewnić realną wdrażalność zapisów tej strategii?
Jerzy Wierzbicki: Myślę, że każda branża powinna skupić się przede wszystkim na własnych potrzebach, natomiast powinniśmy wypracować jakiś wspólny mianownik. W moim przekonaniu tym wspólnym mianownikiem mogą być, czy też powinny być, te właśnie elementy, które wymieniłem: rola mięsa w zrównoważonej diecie, rola produkcji zwierzęcej w strategii nawozowej, i znaczenie hodowli dla bezpieczeństwa energetycznego państwa.
Oczywiście łączą nas też plany ogólne gmin, bo dotykają każdego sektora i każdej indywidualnej działalności hodowlanej. To są wspólne wyzwania, ale każda branża najlepiej rozpoznaje je w swojej specyfice. Dlatego uważam za kluczowe, by w pracach nad strategią brały udział Ministerstwo Rolnictwa i podległe mu instytucje. Bez takiego współdziałania, bez współpracy i bez poczucia, że to jest wspólna strategia, realizacja tego długofalowego projektu będzie bardzo trudna.
PolitykaRolna: Dziękuję za rozmowę



