„Albo dzisiaj domkniemy te regulacje, albo po 2027 roku będziemy jedynie patrzeć, jak znika kolejna gałąź produkcji zwierzęcej” – ostrzega Wiktor Szmulewicz. W rozmowie z politykarolna.pl prezes KRIR mówi o potrzebie ekspresowych decyzji środowiskowych, ułatwieniach dla budowy biogazowni rolniczych oraz roli gospodarstw dwuzawodowych w stabilizacji polskiej hodowli.

Wiktor Szmulewicz, prezes KRIR, portret

PolitykaRolna: Panie Prezesie, w komentarzu do newslettera politykirolnej.pl dotyczącego strategii produkcji zwierzęcej stwierdził Pan, że produkcja zwierzęca jest jednym z filarów rolnictwa w Polsce. Tymczasem w Polsce ASF, rzekomy pomór drobiu, choroba niebieskiego języka i inne zagrożenia powodują, że maleje liczba gospodarstw zajmujących się hodowlą zwierząt. Jak przywrócić producentom elementarne poczucie bezpieczeństwa i zatrzymać ten groźny trend?

Wiktor Szmulewicz: To jest trend, który zagraża samej strukturze polskiej wsi. Oprócz chorób zwalczanych z urzędu, rolników wykańcza biurokracja weterynaryjna i inwestycyjna. Dzisiaj łatwiej jest zlikwidować hodowlę niż przejść przez gąszcz przepisów, by ją zabezpieczyć. Największą barierą jest czas. Dostać zgody na budowę nowoczesnych obiektów spełniających wymogi biosekuracji to dziś droga przez mękę. Na samą decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach (DŚU) czy warunki zabudowy czeka się nieraz 5 lat! To jest paraliż. Strategia musi te procedury uprościć. Rolnik, który chce zainwestować w bezpieczeństwo stada, musi dostać zielone światło od urzędników w miesiące, a nie w lata. Bez twardych gwarancji prawnych i skrócenia ścieżki inwestycyjnej, będziemy dalej obserwować zwijanie się produkcji.

PolitykaRolna: „Rolnictwo dwuzawodowe” to był przez lata temat w Polsce wstydliwy – wielu ekspertów uważało, że takie gospodarstwa powinny zniknąć i tym samym powiększyć areał gospodarstw wysokotowarowych. Dziś może się okazać, że to właśnie one uratują w Polsce produkcję zwierzęcą. Czy strategia powinna być budowana właśnie w oparciu o ten model „bezpieczeństwa na dwóch nogach”?

Wiktor Szmulewicz: Ja od lat powtarzam: rolnictwo dwuzawodowe to nie jest problem, to jest nasza najbezpieczniejsza baza. Taki rolnik, mając dochód poza rolnictwem, nie jest zakładnikiem jednej faktury za żywiec czy mleko. To daje mu niesamowitą odporność na dołki cenowe. Strategia musi to docenić, szczególnie przez wsparcie dla Rolniczego Handlu Detalicznego (RHD). To właśnie te mniejsze gospodarstwa produkują „inną”, wysokiej jakości żywność, na którą jest ogromny popyt. Poprzez RHD mogą one budować marżę, której nie zabierze im pośrednik. Jeśli strategia uzna RHD za kluczowy element stabilizacji dochodów, to uratujemy nie tylko produkcję zwierzęcą, ale całe lokalne rynki żywności.

PolitykaRolna: Biogazownie to stabilne dochody gospodarstw i bezpieczeństwo energetyczne państwa – często mówią o tym senator Pawlak i minister Krajewski. Ale rolnik zderza się ze ścianą: skromne kwoty wsparcia ze środków publicznych, odmowy przyłączeń do sieci i strach przed procesami o immisje. Jak przełamać te blokady?

Wiktor Szmulewicz: Biogazownia rolnicza nie może być traktowana jako obcy element na wsi. Pierwsza rzecz to edukacja mieszkańców wsi – tych, którzy się na nią sprowadzili. Musimy jasno tłumaczyć, że nowoczesna chlewnia z biogazownią to nie jest zwiększenie uciążliwości, ale ich realne ograniczenie – taka instalacja po prostu zmniejsza emisję odorów. Ludzie muszą zrozumieć, że biogazownia to nie problem, a rozwiązanie.

Ale sama edukacja nie wystarczy, potrzebujemy konkretnych korzyści lokalnych. Rozwiązaniem są oddolne spółdzielnie energetyczne na poziomie gmin, zarządzające biogazowniami, dzięki czemu mieszkańcy będą mieli po prostu tańszy prąd i energię do ogrzewania domów w okolicy. Na takim układzie zyskują wszyscy: mieszkańcy mają tanią, odnawialną energię, a rolnik zyskuje niezbędną dywersyfikację dochodów. Nie żyje już tylko z produkcji rolnej, ale staje się lokalnym producentem energii.

PolitykaRolna: Strategia musi być w tym przypadku w pewien sposób kompatybilna z ustawą o ochronie funkcji produkcyjnych wsi, prawda?

Wiktor Szmulewicz: Zdecydowanie. Kwestia immisji i art. 144 Kodeksu cywilnego to problem, który trzeba rozwiązać natychmiast. Strategia musi jasno określać biogazownię rolniczą jako instalację prośrodowiskową, która redukuje uciążliwość zapachową gospodarstwa. Potrzebujemy twardych zapisów w prawie sąsiedzkim, które ochronią rolnika przed bezzasadnymi roszczeniami, jeśli jego instalacja spełnia normy techniczne i środowiskowe.

PolitykaRolna: Komisarz UE ds. rolnictwa pracuje nad unijną strategią produkcji zwierzęcej. Widzi Pan możliwość zdążenia z krajowym projektem tak, by polska strategia nie była jedynie kompatybilna z unijną, ale też wniosła wkład w postaci oryginalnych polskich rozwiązań?

Wiktor Szmulewicz: Myślę, że skoro Polska jest jednym z największych krajów Unii Europejskiej, a nasz sektor produkcji zwierzęcej jest naprawdę duży jak na UE, to nasi europosłowie mają prawo, a nawet obowiązek przekonywać Parlament do rozwiązań korzystnych dla Polski.

Ale polscy rolnicy powinni zrozumieć, że w Brukseli liczą się konkretne propozycje i argumenty, nie tylko postulaty.

Prace nad unijną strategią dla produkcji zwierzęcej są szansą na to, byśmy mogli przedstawić nasze propozycje. Tym bardziej potrzebujemy strategii krajowej, która pomoże w promowaniu polskich potrzeb i rozwiązań. Możemy wnieść do tej unijnej dyskusji choćby model powiązania produkcji zwierzęcej z biogazowniami i włączenie do tego gospodarstw dwuzawodowych. Mamy potencjał, żeby wyznaczać kierunek, a nie tylko przyjmować gotowe przepisy.

PolitykaRolna: Prowadzi Pan Izby od lat i doskonale wie, że czym innym jest opracować projekt, a czym innym uzyskać akceptację tego projektu przez urzędników. Czy widzi Pan gotowość decydentów do szybkiej ścieżki legislacyjnej w sprawie strategii rozwoju produkcji zwierzęcej?

Wiktor Szmulewicz: Doświadczenie uczy mnie pewnego dystansu do tempa prac urzędniczych, ale w tym przypadku widzę u ministra Krajewskiego realne, merytoryczne zrozumienie sytuacji. W resorcie jest świadomość, że bez tego dokumentu polskie rolnictwo wejdzie w nową perspektywę finansową UE po 2027 roku bez jasnych wytycznych, co byłoby bardzo ryzykowne. Jako Krajowa Rada Izb Rolniczych będziemy aktywnie wspierać ten proces, żeby te rozwiązania jak najszybciej wyszły z fazy koncepcji do realizacji. Traktujemy tę strategię jako element racji stanu, a nie tylko wewnętrzny dokument resortowy. Musimy te regulacje domknąć wspólnie i sprawnie, żeby po 2027 roku polski producent zwierząt miał stabilne warunki do rozwoju, a nie musiał jedynie walczyć o przetrwanie. Liczę na to, że ta współpraca z Ministerstwem Rolnictwa przełoży się na konkretne ustawy w krótkim czasie.

PolitykaRolna: Dziękuję za rozmowę

#FunduszePromocji

Privacy Preference Center