Bruksela celebruje rok wdrażania Wizji dla Rolnictwa, gdy europejscy hodowcy bydła walczą o przetrwanie w obliczu spadających cen skupu i rosnących wymogów środowiskowych. Na posiedzeniu Rady AGRIFISH 30 marca 2026 r. państwa członkowskie zażądały dwóch konkretnych działań: dopuszczenia pofermentu jako alternatywy dla nawozów mineralnych oraz uruchomienia mechanizmów interwencji na rynku mleka.

Poferment: Szansa na przełamanie monopolu nawozowego w hodowli
Kluczowym punktem obrad stała się kwestia pofermentu jako sposobu na obniżenie kosztów produkcji, które w sektorze zwierzęcym wciąż utrzymują się na poziomach zagrażających płynności finansowej gospodarstw. Marco Canaparo, zastępca Stałego Przedstawiciela Włoch przy UE, w swoim wystąpieniu podczas Rady AGRIFISH wskazał, że Europa powinna wykorzystać własny potencjał do produkcji nawozów, wynikający z produkcji zwierzęcej.
– Obecna sytuacja międzynarodowa to niestety wiele elementów niestabilnych, podnoszących nam ceny energii i nawozów azotanowych. Dlatego też musimy zrobić wszystko i podjąć wszelkie inicjatywy, aby uniezależnić się od źródeł zewnętrznych, włączając w to producentów nawozów azotanowych. Dlatego też poferment jest tutaj bardzo dobrym, tymczasowym rozwiązaniem, obniżającym nam koszty produkcji, zwiększającym plony, a także zwiększającym naszą strategiczną autonomię. Jednocześnie wpisuje się on w gospodarkę obiegu zamkniętym, zupełnie inaczej podchodzimy do odchodów zwierzęcych, do emisji związanych z metanem i CO2. Dlatego też warto postawić na ten zamiennik. Przetestujmy go, postawmy na tę alternatywę, alternatywę dla nawozów mineralnych – powiedział przedstawiciel Włoch.
To wystąpienie jasno definiuje kierunek, w którym powinna podążać nowoczesna produkcja zwierzęca – w stronę praktycznych rozwiązań obniżających koszty, a nie tylko teoretycznych koncepcji środowiskowych. Polska jako kraj o ogromnym potencjale biogazowym, ma tu do odegrania kluczową rolę jako lobbysta rozwiązań typu RENURE. Uznanie pofermentu za nawóz pozwoliłoby hodowcom na legalne stosowanie go powyżej restrykcyjnych limitów 170 kg azotu na hektar, co obecnie wymusza na nich zakup drogiej „chemii” przy jednoczesnym nadmiarze naturalnego surowca w gospodarstwie.
Polska: nawozy i koszty pod presją
Choć Polska nie była inicjatorem tego konkretnego wątku, to minister rolnictwa i rozwoju wsi Stefan Krajewski wykorzystał debatę o kosztach produkcji, aby zgłosić polskie postulaty dotyczące nawożenia i dyrektywy azotanowej.
– Obecna sytuacja międzynarodowa charakteryzuje się rosnącą niestabilnością geopolityczną, która wpływa na rynki energii, a w konsekwencji między innymi na koszty nawozów. Dlatego wspieramy działania mające na celu ułatwienie rolnikom dostępności do różnych form nawozów, m.in. poprzez złagodzenie limitu 170 kg azotu na hektar na rok, wynikającego z dyrektywy azotanowej. Niemniej jednak odejście od tego limitu powinno dotyczyć zarówno pofermentu, jak również obornika, który jest cennym nawozem naturalnym – mówił minister rolnictwa Stefan Krajewski.
Polska pozycjonuje zatem poferment nie tylko jako rozwiązanie ekologiczne, ale przede wszystkim ekonomiczne – jako sposób na obniżenie kosztów produkcji w sektorach zwierzęcych poprzez zastępowanie drogich nawozów mineralnych surowcami dostępnymi w gospodarstwie. Kluczowym elementem polskiej strategii jest dążenie do tego, aby wszelkie unijne ułatwienia w stosowaniu produktów typu RENURE objęły szeroki katalog nawozów naturalnych, w tym właśnie poferment i obornik.
Komisja o dyrektywie azotanowej: Ekologia przed ekonomią?
Reakcja Komisji Europejskiej na postulaty uelastycznienia przepisów nawozowych pokazuje, że Bruksela wciąż boi się poluzowania regulacji środowiskowych. Komisarz UE ds. rolnictwa Christophe Hansen przyznał, że poferment zamyka cykl wykorzystania substancji odżywczych, ale od razu zastrzegł, że wszelkie kroki legislacyjne muszą być poparte twardymi dowodami na to, że nie ucierpi na tym jakość wód.
– Produkcja biogazu i stosowanie pofermentu w naszych rynkach to rzeczywiście sposób na wspieranie zasad gospodarki obiegu zamkniętego i ekologii oraz odpowiedź na wzrost kosztów nawozów dla naszych rolników. Jest to produkt, który może zamknąć cykl wykorzystania substancji odżywczych oraz zmniejszyć naszą zależność od nawozów syntetycznych, ograniczając również odpady. Należy jednak podchodzić do tego tematu odpowiedzialnie, znaleźć równowagę między korzyściami a ryzykami, uważając na ewentualne potencjalne zagrożenia takie jak zanieczyszczenia środowiska. Oczywiście Dyrektywa Azotanowa nie wyklucza zastosowania pofermentu jako nawozu w warunkach, które będą sprzyjać bezpiecznemu stosowaniu dla środowiska – powiedział Christophe Hansen.
Wypowiedź komisarza jasno wskazuje, że Bruksela nie zamierza otwierać dyrektywy azotanowej w trybie pilnym, lecz raczej szukać furtek interpretacyjnych dla przetworzonego obornika. Dla polskich hodowców bydła oznacza to, że walka o uznanie pofermentu za nawóz syntetyczny musi być prowadzona na poziomie eksperckim, poprzez dostarczanie danych naukowych potwierdzających bezpieczeństwo tego rozwiązania. Jednocześnie Hansen zasugerował, że Komisja będzie „wsłuchiwać się w głos środowisk naukowych”, co otwiera pole do lobbingu dla organizacji branżowych sektora wołowiny i mleka.
Mleczarski alarm: Presja cenowa dusi gospodarstwa
Z inicjatywy Belgii i Słowacji, przy zdecydowanym poparciu polskiej delegacji, Rada AGRIFISH zajęła się punktem dotyczącym narastającej presji na sektor mleczarski. Podstawowym problemem jest drastyczny rozdźwięk między kosztami produkcji – napędzanymi cenami energii i pasz – a cenami skupu, które w wielu regionach Unii nie pokrywają kosztów utrzymania stad.
– Według ostatnich danych obserwatorium rynku mleczarskiego w Unii Europejskiej mamy bardzo dużą podaż, zwłaszcza w 2025 roku. Natomiast ceny bardzo spadły, wzrosły też koszty produkcji. W Belgii sytuacja jest alarmująca. W styczniu 2026 roku w Belgii to było 38,8 euro za 100 litrów. To oznacza, że w ciągu roku cena ta spadła o 30%. Jest to w tej chwili najniższa cena w Unii Europejskiej. Co więcej, prognozy eksportowe są bardzo niepewne. W związku z tym Belgia apeluje do Komisji, aby na kolejnej Radzie tak szybko jak to możliwe przedstawiła swój plan interwencji na rynku mleka w Europie oraz zapobiegła kryzysowi – mówiła Anne-Catherine Dalcq, minister rolnictwa, polityki wiejskiej, przyrody, łowiectwa, rybołówstwa i lasów Walonii.
Słowacja: bez interwencji sektor nie utrzyma się
Słowacja przeniosła tę diagnozę na poziom decyzji politycznych, wskazując wprost na brak opłacalności produkcji i konieczność uruchomienia mechanizmów wsparcia.
– Hodowcy krów mlecznych borykają się z dużymi problemami, ich dochody ze sprzedaży mleka nie pokrywają nawet kosztów produkcji. To nie jest dobra wiadomość. Wzywam Komisję, by wyasygnowała odpowiednie kwoty na rekompensaty dla hodowców krów mlecznych. Komisja nie powinna ograniczać się do monitorowania sytuacji, ale również podjąć konkretne działania, które pozwolą utrzymać się na powierzchni producentom w sektorze produkcji mleka. Nie rozumiem, dlaczego dopuszczamy do sytuacji, by ten sektor był na granicy rentowności. Mamy przecież mechanizmy, które zapewniają wsparcie w sytuacjach kryzysowych. Z tego mechanizmu powinniśmy skorzystać – mówił minister rolnictwa Słowacji Richard Takáč.
Podsumowanie: Sektor zwierzęcy potrzebuje rentowności, nie tylko wizji
Obrady Rady AGRIFISH pokazały, że głos państw członkowskich w sprawie sektora zwierzęcego jest coraz bardziej słyszalny, ale rzadko przekłada się na natychmiastowe zmiany legislacyjne. Polska walka o urealnienie cen mleka i otwarcie drogi dla pofermentu to w rzeczywistości walka o przetrwanie tradycyjnej hodowli bydła i stabilność rynku wołowiny. Bez zmian w podejściu do dyrektywy azotanowej i bez odważnych decyzji o cenach interwencyjnych, europejska „wizja rolnictwa” pozostanie jedynie eleganckim dokumentem, podczas gdy z mapy Polski będą znikać kolejne gospodarstwa.
Polska delegacja, wspierana przez Włochy i kraje Grupy Wyszehradzkiej, musi utrzymać presję na Komisję Europejską. Rentowność produkcji zwierzęcej nie zależy od ilości wygenerowanych danych w systemach cyfrowych, ale od twardych kosztów nawożenia, pasz i energii. Czas kurtuazyjnych debat o „wizjach” musi ustąpić miejsca konkretnym rozporządzeniom, które pozwolą hodowcom na godziwy zarobek i wykorzystanie własnych, ekologicznych zasobów, takich jak poferment. Tylko wtedy polska wołowina i produkty mleczarskie obronią swoją pozycję na globalnym rynku.



