– Chcieliśmy sprzedawać więcej wołowiny, a w zamian dostajemy ulgę na samochody elektryczne. Sektor czerwonego mięsa nie był dla rządu priorytetem – mówi australijski farmer, były dyrektor Meat & Livestock Australia, Jason Strong.

Australijczycy: Auta ważniejsze od wołowiny
Umowa UE-Australia okazała się być rozczarowująca dla producentów wołowiny w Australii. Jason Strong, były dyrektor Meat & Livestock Australia, przewodniczący grupy zadaniowej ds. przemysłu czerwonego mięsa i hodowli bydła w negocjacjach umowy o wolnym handlu między Australią a Unią Europejską, w rozmowie z portalem Beef Central w gorzkich słowach ocenił wynegocjowane porozumienie o wolnym handlu.
– Rząd został po prostu ograny w negocjacjach – nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Unia Europejska utrzymała dostęp do naszego rynku, który jest dla niej niezwykle ważny, a nam w praktyce nie dała nic – powiedział Strong.
W ocenie przedstawiciela australijskiego sektora „czerwonego mięsa” rząd Australii nie traktuje wołowiny priorytetowo, w przeciwieństwie do aut elektrycznych, których przecież w kraju nie brakuje.
Strong, który był regionalnym menedżerem rynków w Europie dla MLA, i, jak podkreśla beefcentral, „spędził w Brukseli dużo czasu”, mocno wypowiedział się też o postawie unijnych lobbystów sektora wołowiny.
– Twierdzą, że powinni sprzeciwić się całej umowie, bo za 10 lat Australia będzie miała dostęp na poziomie 30 tys. ton. To po prostu kompletnie niedorzeczne. Mówią, że to straszne, co im się przytrafia. A to są ilości, których nawet nie zauważą. 30 tys. ton na 500 milionów ludzi – trzeba by mieć szczęście, żeby w ogóle trafić na taki kawałek – powiedział Jason Strong.
Polski sektor wołowiny – to dla nas zagrożenie
Umowa UE–Australia została zupełnie inaczej odebrana w Polsce. Organizacje branżowe od początku wskazywały, że zwiększenie dostępu dla australijskiej wołowiny oznacza realne ryzyko dla rynku unijnego i bezpośrednią konkurencję dla producentów.
– Kontyngent 30 600 ton, rozłożony na 10 lat, może wyglądać na relatywnie niewielki w skali całego rynku unijnego. Ale to nie jest kwestia wyłącznie wolumenu. Import dotyczy elementów premium, często produkowanych w systemach jakości kulinarnej których w UE po prostu nie ma. I przede wszystkim to kwestia standardów produkcji: w Australii dopuszczone jest stosowanie hormonów wzrostu w hodowli bydła, czego w UE się zakazuje. Tu nie chodzi o statystyki i tabelki – tu chodzi o zasady gry, które dziś nie są równe – mówił Jacek Zarzecki, wiceprzewodniczący Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny.
Organizacje branżowe zwracają uwagę, że skutki umowy UE-Australia nie ograniczą się do rynku unijnego. Polska wołowina od lat buduje swoją pozycję eksportową na rynkach Azji i Bliskiego Wschodu, gdzie Australia jest jednym z głównych konkurentów.
– Największe zagrożenie to rynki międzynarodowe. Musimy zdawać sobie sprawę, że na przestrzeni dwóch ostatnich lat Australia zanotowała blisko 33% wzrost eksportu wołowiny na rynki Azji Południowo-Wschodniej. (…) Podsumowując, umowa UE–Australia w długotrwałym efekcie może doprowadzić do tego, że eksport polskiej wołowiny na rynki azjatyckie będzie podlegał jeszcze ostrzejszej konkurencji – powiedział Wiesław Różański, prezes Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego.
Umowa skoncentrowana na przemyśle
Umowa UE-Australia nie była skoncentrowana na rolnictwie. Z dokumentów Komisji Europejskiej wynika wprost, że głównym celem porozumienia było zapewnienie unijnym firmom dostępu do australijskiego rynku – szczególnie w obszarze przemysłu, usług i nowych technologii. Jest też wprost zapisane, że porozumienie ma zabezpieczyć UE dostęp do surowców strategicznych dla technologii niskoemisyjnych i transformacji energetycznej, w tym produkcji energii odnawialnej i magazynowania energii.
Australia jest w tym właściwym partnerem dla Komisji Europejskiej. W maju 2022 r., gdy w Australii wybory wygrała Partia Pracy, a premierem został Anthony Albanese, Polski Instytut Spraw Międzynarodowych informował w poświęconej temu analizie:
– „Główna zmiana w aktywności zewnętrznej Australii nastąpi w polityce klimatycznej. Partia Pracy zapowiada zwiększenie celów redukcji emisji CO2 w stosunku do poziomu z 2005 r. – do 43% do 2030 r. (…) i osiągniecie neutralności klimatycznej do 2050 r. Premier Albanese (…) chce wspierać zieloną transformację, by Australia stała się „mocarstwem w zakresie energetyki odnawialnej” (…).Obiecał przeznaczyć 20 mld dol., m.in. na modernizację sieci energetycznej, stworzenie infrastruktury do rozwoju elektromobilności (stacje ładowania pojazdów) czy dopłaty do samochodów elektrycznych”.
Wołowina walutą w zielonej transformacji?
Rolnictwo w umowie UE-Australia znajduje się na peryferiach porozumienia. Jak czytamy w „Question&Answer”, KE zapewnia, że „europejscy rolnicy i przedsiębiorstwa spożywcze zyskają jeszcze łatwiejszy dostęp do dużego rynku australijskiego i więcej możliwości sprzedaży swoich produktów”, ale wymienione są w tym miejscu „sery, wino i wino musujące, niektóre owoce i warzywa, w tym przetwory i soki owocowe, czekoladę, cukier, słodycze i lody”, oraz „wiele przetworzonych produktów rolnych”.
Mięso jest uznane za „wrażliwy produkt rolny UE”, który należy chronić. Jak zapewnia Komisja, „umowa w pełni uwzględnia interesy unijnych producentów wrażliwych produktów rolnych”, w związku z czym „dostęp do rynku UE będzie ograniczony dzięki starannie skalibrowanym kontyngentom taryfowym”, wdrażanym stopniowo i uwarunkowanym spełnianiem norm UE.
Jednak zarówno farmerzy australijscy jak i polscy hodowcy oceniają tę umowę po prostu źle. Widać więc wyraźnie, że i tym razem rolnictwo stało się jedynie dodatkiem do umowy, której głównym beneficjentem jest przemysł bazujący na nowych technologiach.
Logika umów handlowych UE
Umowa UE–Australia nie odbiega od logiki innych porozumień handlowych zawieranych przez Unię Europejską. Ich osią pozostaje otwieranie rynków dla przemysłu, usług i inwestycji. Jak wynika z materiałów Komisji Europejskiej, porozumienia handlowe mają przede wszystkim pogłębiać relacje handlowe i inwestycyjne oraz tworzyć nowe możliwości dla biznesu, m.in. poprzez znoszenie ceł, ułatwienia dla usług i inwestycji oraz dostęp do zamówień publicznych.
Komisarz UE ds. handlu Maroš Šefčovič w grudniu 2024 r. podczas poprzedzającego objęcie stanowiska przesłuchania w Parlamencie Europejskim zapewniał, że zawieranie przez Unię nowych umów handlowych będzie priorytetem jego urzędowania:
– Historia handlu to historia cywilizacji. UE odpowiada za 16% światowego handlu i 48% światowego PKB. Ma zawartych 76 umów o wolnym handlu i jest partnerem handlowym nr 1 dla 54 krajów. Od eksportu zależy 30 mln miejsc pracy w UE – handel pomaga Unii w byciu dostatnim obszarem. Istnienie Unii zasadza się na wolnym handlu, a otwarcie się na handel światowy jest częścią naszego DNA. Będę się skupiać na otwieraniu nowych rynków, m.in. poprzez doprowadzenie do kluczowych negocjacji w sprawie tych umów o wolnym handlu, dzięki którym przedsiębiorstwa UE będą mogły się rozwijać. Rozumiem obawy rolników europejskich (…) oni uważają, że nie są uczciwie traktowani. Mogę jednak zapewnić, że nigdy nie wrócę do państwa z umową, która nie jest w interesie UE – deklarował Šefčovič.
Szkoda tylko, że komisarz ds. handlu nie bierze pod uwagę zdania rolników, którzy uważają, że interes UE to także interes rolnictwa UE. A umowy z Mercosur i Australią tego nie potwierdzają.



