– Bez policzenia emisji gospodarstwa mogą wypaść z łańcucha dostaw żywności – mówi Aleksandra Majda, prezeska Stowarzyszenia ESG Impact Network, CEO i założycielka agencji Go Green Strategy and Communication.

PolitykaRolna: Pani Prezes, wiele się dziś mówi o tym, że producenci bydła mięsnego będą zmuszeni do redukcji emisji gazów cieplarnianych. Nie są do tego formalnie zobowiązani, UE wręcz ich od tego zwolniła. Kto więc będzie wymagał od rolników tej redukcji i na jakiej podstawie?
Aleksandra Majda: Generalnie na podstawie przyjętego właśnie pakietu Omnibus I, Parlament Europejski ograniczył obowiązek raportowania kwestii środowiskowych tylko do największych przedsiębiorstw. Tak więc w ramach obowiązującej dyrektywy CSRD do raportowania swoich emisji zobowiązane będą wyłącznie podmioty zatrudniające powyżej tysiąca pracowników i posiadające ponad 450 milionów euro obrotu. Jeśli jakiś producent bydła jest takim podmiotem, to na nim też spoczywa taki obowiązek.
Niemniej pozostali producenci bydła powinni zdawać sobie sprawę z tego, że redukcja emisji dotyczy także łańcucha dostaw, czy szerzej – łańcucha wartości, w którym ci rolnicy się znajdują. Łańcuch składa się z ogniw, i każde z nich przejmuje część obowiązków całego łańcucha.
Sieci handlowe, firmy przetwórcze, zakłady mięsne muszą raportować swoje emisje w ramach Scope 3 – czyli właśnie emisji w łańcuchu wartości. Każdy zakupiony lub wytworzony przez nie produkt czy usługa, każda transakcja niesie z sobą konkretne emisje. Firma mająca obowiązek złożenia raportu będzie więc wymagać od swoich kontrahentów, by oni przedstawili dane dotyczące swoich emisji.
PolitykaRolna: Nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale również transakcje finansowe „emitują gazy cieplarniane”…
Aleksandra Majda: Dokładnie. Instytucje finansowe, np. banki, są zobligowane na podstawie swoich własnych przepisów do oceny ryzyka ESG i do dekarbonizacji swojego portfela finansowego. To de facto oznacza redukcję emisji w zakresie Scope 3, czyli w zakresie usług finansowych banku. Mówiąc prościej: jeśli bank udzieli kredytu producentowi bydła mięsnego, będzie wymagać – zresztą, to już się dzieje – informacji od kredytobiorcy o jego wpływie na środowisko, społeczeństwo czy na dobrostan zwierząt.
Banki będą więc jednym z kluczowych instytucjonalnych źródeł presji na raportowanie emisji w gospodarstwach producentów bydła mięsnego.
PolitykaRolna: Czy brak danych o emisjach w gospodarstwie może w przyszłości oznaczać utratę kontraktów handlowych na dostawę bydła?
Aleksandra Majda: Uważam, że to jest bardzo konkretne ryzyko. Im większy jest podmiot kupujący, im większy jest zasięg jego działania na rynkach, tym większe będą miały dla niego znaczenie dane o emisjach dostawcy surowca. Jeśli ten podmiot nie będzie mógł pozyskać informacji od swojego dostawcy, to wybierze takiego dostawcę, który mu te dane dostarczy. Na początku będą to same dane o emisji, ale następnym krokiem będzie szukanie dostawcy, który ma jak najniższe emisje. Czyli preferowany będzie surowiec niskoemisyjny.
Ilekroć o tym mówię, podaję przykład Lidla. Lidl jest już teraz nagradzanym europejskim liderem zrównoważonego rozwoju, ale obecne osiągnięcia nie zatrzymują procesu dekarbonizacji sieci.
Grupa Schwarz – właściciel Lidla i Kauflandu – otrzymała oficjalną walidację swojej strategii klimatycznej od Science Based Targets initiative (SBTi). To sygnał dla dostawców współpracujących z grupą, że muszą dostosować się do nowych zasad gry Lidl zaostrzył wymagania wobec swoich dostawców, zobowiązując ich do przedstawienia własnych strategii dekarbonizacji do końca roku 2026. Strategii, czyli planu działań obniżających emisje. Sieć informuje oficjalnie, że dostawca, który nie przedstawi takiej strategii, w roku 2027 nie będzie mógł startować w przetargach na dostawy do Lidla.
Jak podkreślają zarządzający grupą, w czasach politycznej niepewności i sporów wokół transformacji energetycznej, działania na rzecz klimatu stają się kluczowym miernikiem odporności biznesu. W mojej ocenie Lidl jest „jaskółką” zwiastującą szerszą zmianę.
PolitykaRolna: W rolnictwie jednym z największych problemów jest dostęp do wiarygodnych danych potrzebnych do liczenia emisji. Czy bez wspólnych narzędzi i bez baz danych raportowanie Scope 3 będzie w ogóle możliwe w sektorze produkcji wołowiny?
Aleksandra Majda: Moim zdaniem nie. A nawet gdyby, to nie będzie miało większego sensu. Trudno sobie wyobrazić, żeby każdy indywidualny producent bydła mięsnego, i ten mniejszy i ten większy, liczył samodzielnie emisje. Trzeba posiadać odpowiednią wiedzę, jak liczyć te emisje – tej wiedzy nie posiadają często nawet duzi przedsiębiorcy, a cóż dopiero indywidualny rolnik. Są różne wskaźniki, różne bazy danych, z których można korzystać – darmowe są ogólne i mniej precyzyjne, płatne bardziej szczegółowe. W zależności od poziomu wiedzy i stopnia precyzji wskaźników wyliczenia będą bardziej lub mniej szczegółowe, co wpłynie przecież na raport, a konsekwencją tego może być rezygnacja kupca z zakupu.
Uważam, że niezbędnym rozwiązaniem jest stworzenie jednej centralnej bazy danych, ujednoliconych współczynników, z których mogliby korzystać wszyscy uczestnicy łańcucha dostaw – od rolnika, przez zakłady mięsne, po sieci handlowe. Korzystne byłoby również wypracowanie przez instytucje naukowe we współpracy z administracją publiczną jednolitego sposobu obliczania śladu węglowego.
W tym wszystkim rolnicy powinni absolutnie mieć wsparcia państwa, bo są to ogromne koszty, ale też powiązany jest z tym – choć brzmi to dziwnie dla osoby postronnej – ślad węglowy państwa jako takiego. Państwo polskie również jest zobowiązane do raportowania emisji gazów cieplarnianych w ramach Porozumienia Paryskiego oraz Rozporządzenia UE w sprawie zarządzania unią energetyczną i działaniami w dziedzinie klimatu z roku 2018. Wsparcie rolników jest więc rozsądnym krokiem do tego, by te dane były po prostu bardziej precyzyjne.
PolitykaRolna: Polska jest dużym eksporterem wołowiny w UE. Czy w przyszłości ślad węglowy może stać się elementem konkurencji między krajami, podobnie jak dziś standardy jakości czy dobrostanu?
Aleksandra Majda: W mojej ocenie jest to nieuniknione. Wszelkie wątpliwości rozwiewa przykład Lidla, który prowadzi kilka tysięcy sklepów w ponad 30 krajach Europy i Ameryki Północnej.
Można też podać przykład sporu pomiędzy Francją i Polską w związku z bateriami do aut elektrycznych. W trakcie prac nad EU Battery Regulation Francja forsowała zasadę, aby przy ocenie baterii brać pod uwagę emisje CO₂ na podstawie emisyjności krajowego miksu energetycznego, a nie energii kontraktowanej przez fabrykę. Takie podejście premiowałoby kraje o niskoemisyjnej energetyce, jak Francja, a stawiało w trudniejszej sytuacji producentów z Polski.
Polska jest jednym z większych producentów tych baterii, a jednocześnie duża część energii pochodzi z węgla (nadal ponad 50 proc.). Ostatecznie utrzymano zasadę liczenia śladu węglowego baterii na podstawie emisji energii użytej w produkcji, ale z okresem przejściowym i dodatkowymi mechanizmami. To pokazuje, że ślad węglowy staje się istotnym elementem konkurencyjności.
Bardzo dobrą informacją jest, że z powiązania redukcji emisji z konkurencyjnością polskiej żywności zdaje sobie sprawę Ministerstwo Rolnictwa. Od roku 2023 funkcjonuje ekoschemat dobrostanowy, w następnym roku ma zacząć funkcjonować ekoschemat niskoemisyjny – oba te działania wspierają obniżanie śladu węglowego w gospodarstwach.
PolitykaRolna: Czy to będzie miało istotny wpływ na konkurencyjność polskiej wołowiny?
Aleksandra Majda: To ważne, ponieważ obecnie polska wołowina nie konkuruje na rynkach ceną, lecz jakością – a elementem tej jakości już teraz staje się niski ślad węglowy. Umiejętność redukcji emisji, liczenia i raportowania, wiarygodność danych będzie, moim zdaniem, w niedalekiej przyszłości stanowić o przewadze konkurencyjnej polskiej wołowiny na rynkach globalnych. Ślad węglowy stanie się wkrótce taką samą informacją na etykiecie jak skład produktu czy data przydatności do spożycia. Takie postulaty już się zresztą pojawiły. 11 marca zespół doradczy Komisji Europejskiej ds. zmian klimatycznych opublikował 350 stronicowy raport, wzywający do włączenia rolnictwa do działań na rzecz ochrony klimatu. Pojawia się tam postulat etykietowania emisyjności żywności. Z punktu widzenia klimatu mogłyby to być etykiety pokazujące ślad węglowy różnych rodzajów produktów spożywczych, co jest obecnie przedmiotem analiz i dyskusji w Unii Europejskiej.



