Wołowina to nie tylko stek czy gulasz. To bydło, pastwiska, owady, ptaki i dzikie zwierzęta żyjące w trawach. To rolnicy – hodowcy bydła – dbający o zwierzęta i ziemię, na której pracują. Rzadko jednak zastanawiamy się nad tym, że ten świat może kiedyś po prostu przestać istnieć.
„Świat się zmienia…”
Od zawsze wiemy, że świat się zmienia, jednak od niedawna widzimy, że zmiany następują wyjątkowo szybko. Tam, gdzie kiedyś były wsie, dziś są osiedla domów jednorodzinnych; tam, gdzie pasły się krowy, dziś błyszczą rzędy paneli fotowoltaicznych. Zamiast targów i małych sklepików, w których kupowaliśmy żywność produkowaną lokalnie, mamy sieci handlowe, które importują produkty z drugiej strony globu – taniej, szybciej i na masową skalę.
Na pierwszy rzut oka to naturalny kierunek rozwoju. Miasta się rozlewają, energetyka się zmienia, handel się globalizuje. Problem w tym, że w tym procesie bardzo łatwo umyka coś, czego nie widać od razu – stopniowa utrata zdolności do produkcji żywności na własnym terenie. Nie dlatego, że przestaje ona być potrzebna, lecz dlatego, że przestaje się opłacać, mieścić w planach przestrzennych i pasować do krótkoterminowej logiki rynku.
Bezpieczeństwo żywnościowe nie znika nagle. Nie pojawia się moment, w którym półki są puste, a państwo bije na alarm. Ono eroduje powoli – wraz z likwidowanymi gospodarstwami, wypychanymi z rynku hodowcami i coraz większą zależnością od importu. Dopiero w sytuacji kryzysowej okazuje się, że żywność, podobnie jak energia, nie jest zwykłym towarem, lecz elementem infrastruktury, której nie da się odbudować z dnia na dzień.
Czym jest bezpieczeństwo żywnościowe
Bezpieczeństwo żywnościowe najczęściej kojarzymy abstrakcyjnie – z zapasami, statystykami i dokumentami strategicznymi. W praktyce oznacza ono jednak coś znacznie prostszego: pewność, że żywność jest dostępna zawsze, niezależnie od okoliczności.
Ostatnie lata brutalnie pokazały, jak krucha potrafi być ta pewność. Przerwane łańcuchy dostaw, puste półki, nagłe skoki cen i ograniczenia eksportowe przypomniały, że globalny handel działa sprawnie tylko w czasach stabilnych. Wystarczy kryzys – pandemia, konflikt zbrojny, napięcia polityczne – by logika rynku ustąpiła logice bezpieczeństwa.
W sytuacji, w której za wschodnią granicą toczy się wojna, a Europa coraz częściej mówi o odporności i autonomii, pytanie o to, skąd pochodzi żywność, przestaje być zabawą dla ekspertów. Miasta nie produkują jedzenia. Mogą je tylko kupować i dystrybuować. Dlatego jedynym realnym zapleczem bezpieczeństwa żywnościowego pozostają krajowe gospodarstwa rolne i lokalna produkcja, zawsze na miejscu, zawsze blisko miasta.
Żywność z importu
Import nie zapewni więc bezpieczeństwa żywnościowego na zawsze. To jednak nie jedyna zła wiadomość – druga, to że żywność importowana nie zawsze (a nawet rzadziej) jest tak dobra jakościowo, jak ta wytwarzana w Polsce.
W całej Unii Europejskiej produkcja żywności podporządkowana jest najbardziej restrykcyjnym standardom na świecie. Podporządkowane im są warunki utrzymania zwierząt, stosowanie antybiotyków i hormonów, ochrona środowiska, możliwość „śledzenia” produktu od obory do sklepu. Niespełnienie tych standardów oznacza wykluczenie z rynku. Europejscy rolnicy ponoszą realny ciężar tych wymagań każdego dnia, co podnosi jakość żywności, ale też koszty jej wytwarzania.
Żywność produkowana poza UE nie podlega tym standardom. Mięso trafiające do Unii Europejskiej jest oczywiście badane i musi spełniać normy sanitarne obowiązujące na granicy. Oznacza to kontrolę gotowego produktu, a nie całego procesu jego powstawania – a właśnie proces jest tym, co w Unii Europejskiej stanowi o jakości i zaufaniu do żywności. Patrząc na to trzeźwo, Unia Europejska nie ma realnej wiedzy o tym, w jakich warunkach żyły zwierzęta w krajach Mercosur czy na Ukrainie, jak wyglądał ich dobrostan, jakie praktyki były stosowane w hodowli i jak egzekwowane były lokalne przepisy.
To oczywiście przekłada się na jakość żywności rozumianej jako dostarczyciela niezbędnych człowiekowi składników pokarmowych – białka, witamin, tauryny, kreatyny itp. Polska wołowina dostarcza ich w całym bogactwie, które sprzyja zdrowiu. Importowana – niekoniecznie.
Dlaczego wołowina jest ważna dla bezpieczeństwa?
Pojawia się oczywiste pytanie: co ma do tego wołowina? Odpowiedź jest prostsza, niż się wydaje.
Produkcja wołowiny to jeden z najbardziej wrażliwych elementów systemu produkcji żywności. Hodowla bydła wymaga czasu, ziemi i stabilnych warunków. Nie da się jej „włączyć” ani „wyłączyć” z sezonu na sezon, tak jak importu czy przetwórstwa. Gospodarstwa produkujące wołowinę są trwale związane z lokalnym krajobrazem, strukturą wsi i dostępnością pastwisk. Gdy znikają, znika nie tylko mięso, ale cała zdolność produkcyjna, której nie da się szybko odtworzyć.
Na przykładzie wołowiny najszybciej widać skutki decyzji podejmowanych daleko od gospodarstw – tam, gdzie system przestaje chronić własną produkcję żywności, hodowla bydła jest jedną z pierwszych, które wypadają z obiegu.
Nie chodzi więc o odrębne „bezpieczeństwo wołowinowe”. Chodzi o to, że wołowina jako sektor wyznacza granicę możliwości całego systemu. Jeśli państwo i rynek są w stanie utrzymać produkcję wołowiny w wysokich standardach, są w stanie utrzymać również bezpieczeństwo żywnościowe w szerszym sensie.
Wnioski
Trudno oczekiwać, że wołowina sama w sobie będzie celem polityki państwa. Jest jednak niezwykle ważnym elementem decydującym o tym, czy bezpieczeństwo żywnościowe pozostaje realną zdolnością, czy tylko sloganem. Produkcja wołowiny pokazuje, jak łatwo można utracić kompetencje, które buduje się latami, a odbudowuje znacznie dłużej.
Jeżeli żywność zaczynamy traktować wyłącznie jak towar rynkowy, a nie jak element odporności, naturalną konsekwencją staje się rosnąca zależność od importu i wrażliwość na kryzysy, na które nie mamy wpływu. To nie jest problem jednego sektora ani jednego produktu, lecz pytanie o to, czy państwo potrafi jeszcze myśleć w kategoriach zdolności, a nie wyłącznie ceny.
Bezpieczeństwo żywnościowe to zdolność zaspokojenia potrzeb żywnościowych konsumentów. To nie tylko ilość dostępnej żywności, ale też jej jakość, dzięki której jesteśmy zdrowi. Polscy rolnicy produkują żywność znakomitą, cenioną na świecie – a polska wołowina jest marką premium tej produkcji i symbolem umiejętności polskich rolników. Możemy i powinniśmy być z niej dumni. To jedna z tych rzeczy, które Polacy potrafią robić naprawdę dobrze.




